Leci woda z sufitu? Pan/i musi poczekać do rana

Anna Łukaszuk
10.02.2012 , aktualizacja: 09.02.2012 18:50
A A A Drukuj
Środa, godz. 24. W mieszkaniu przy ul. Królowej Jadwigi na trzecim piętrze woda strumieniami leje się po ścianach i suficie. Pogotowie lokatorskie zakręciło wodę w całym pionie i uznało, że sprawa załatwiona. Woda leci jednak nadal. Trudno, "jak leci, to w dół", trzeba czekać do rana. Bo takie są procedury
Zalane mieszkanie przy ul. Królowej Jadwigi. Pan Maciej podstawia miski pod kapiącą w sufitu wodę
Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agenc
Zalane mieszkanie przy ul. Królowej Jadwigi. Pan Maciej podstawia miski pod kapiącą w sufitu wodę
Pan Maciej i pani Agnieszka wylewają ją z szybko napełniających się misek, wiader i garnków, które stoją na łóżku, szafkach, podłodze, lodówce. Sypialnia cała mokra, łóżko pływa, w kuchni i korytarzu kałuże. Zrobiło się spięcie, w połowie mieszkania wysiadł prąd.

- Obudziłam się ok. godz. 23, bo coś mi kapało na głowę - mówi pani Agnieszka. - Zobaczyłam, że to z sufitu. W ciągu kilku minut woda zaczęła lecieć ciurkiem. Podstawiliśmy miskę. A potem następne. To samo w kuchni. Pobiegliśmy do sąsiada z góry. Ale nikt nie otworzył. Może wyjechał? Zadzwoniliśmy do straży miejskiej. Dyżurny podał nam numer do pogotowia lokatorskiego. Bo ponoć oni pomagają w takich przypadkach.

Przyjeżdżają strażacy. Ich też wezwali zalani lokatorzy. Pogotowie lokatorskie zjawia się po pół godziny. Mieszkanie jest już doszczętnie zalane, a wody cały czas przybywa. Po krótkiej debacie zapada decyzja, że trzeba zakręcić główny zawór i odciąć wodę w całym pionie. Pogotowie lokatorskie zakręca w piwnicy i znika. Woda leje się nadal. Cieknie też u sąsiadki obok. Ale tylko w dużym pokoju.

Pan Maciej zbiera wodę odkurzaczem. Pani Agnieszce po wielu próbach udaje się dodzwonić do zarządcy z TBS-u. Nie przyjedzie, bo jest za granicą. I nic nie może zrobić. Bo woda już jest odcięta. A jak odcięta, to lać się nie powinno.

Strażacy mówią, że do mieszkania na górze, w którym prawdopodobnie doszło do awarii, mogą wejść tylko w obecności policjantów. Dyżurny policji obiecuje, że przyśle patrol, który "zorientuje się w sytuacji". Policjanci oglądają mieszkanie i opowiadają dyżurnemu, co widzą. To on musi podjąć decyzję, czy jest podstawa do tego, by wyłamać drzwi sąsiada z góry. Uznaje, że nie ma potrzeby. Policja odjeżdża. Kolejny telefon. Do pogotowia lokatorskiego. Jeszcze raz, bo zakręcenie wody nie pomogło. Dochodzi godz. 1 w nocy.

- Często mamy takie awarie - mówi dyspozytor pogotowia lokatorskiego. Nie chce się przedstawić. - Zakręciliśmy wodę, nic więcej nie da się teraz zrobić.

- Ale nam się dalej leje na głowę - prosi pani Agnieszka. - Niech pan coś poradzi. Pewnie tam na górze w mieszkaniu stoi woda. Może tam trzeba się włamać, cokolwiek.

- Jak woda stoi, to musi gdzieś ścieknąć - zauważa dyspozytor. - A do zamkniętego mieszkania wejść nie możemy, jeżeli nie ma w nim lokatorów.

Właściciele mieszkania do rana walczą z żywiołem. Kapie coraz słabiej, jedna miska wystarcza na kilka godzin.

- To się nie mieści w głowie - denerwuje się pan Maciej. - Dzwonimy do wszystkich służb i każdy mówi, że nic nie można zrobić? Przecież jeżeli awaria jest w mieszkaniu nad nami, to wystarczy tam wejść i zobaczyć. Może wypompować wodę. A może komuś coś się tam stało? Takie sytuacje się zdarzają, jak to jest możliwe, że nie ma żadnej procedury, którą ktoś powinien zastosować?

Okazuje się jednak, że procedura jest. I w tym przypadku została zachowana.

- W takiej sytuacji pogotowie lokatorskie zakręca wodę - informuje Grażyna Szotkowska, prezes Szczecińskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego. - Nikt w nocy nie wchodzi do zamkniętych mieszkań. Bo do tego potrzebny jest ślusarz, policja, protokoły. A ludzie w nocy nie pracują. Co innego, jeżeli jest zagrożenie życia albo bezpieczeństwa użytkowników całego budynku. Np. pożar. Wtedy sama jadę w środku nocy. Ale to tylko zalanie, czyli awaria rury. Wtedy po prostu trzeba czekać do rana.

Rano przy Królowej Jadwigi zjawia się przedstawiciel TBS-u. Podejmuje decyzję, że jednak można otworzyć mieszkanie. W asyście policji grupa wchodzi. W mieszkaniu sucho. Zatem poszła rura w stropie.

- Przy takiej pogodzie rury zamarzają i pękają - wyjaśnia Szotkowska. - A w tym mieszkaniu było otwarte okno, więc i tak rury długo wytrzymały.

Przez cały czwartek trwały oględziny stropów. Jak zapewnia zarządca, właściciele mieszkania dostaną odszkodowanie. Pieniądze zostaną wypłacone z polisy wspólnoty lub TBS-u.



KOMENTARZ

JAK ŚCIEKA, TO W DÓŁ

Anna Łukaszuk

GAZETA WYBORCZA

Ludziom zalewa mieszkanie (patrz s. 1). Pogotowie lokatorskie zamyka główny zawór, ale leci dalej. W mieszkaniu wyżej nikogo nie ma. Poszkodowani proszą o pomoc policję. Ta nie godzi się na wyważenie drzwi. Strażacy też nie wejdą bez policji. Zgodę na wejście do mieszkania, w którym nie ma lokatorów, może wyrazić też zarządca, ale ten zasłania się tym, że w nocy ślusarze nie pracują. - Jak na górze jest woda, to musi ścieknąć. A jak ścieka, to w dół - usłyszeli zalani.

Przecież to jest jakiś absurd. Dlaczego nie można opracować prostego sposobu postępowania w takich przypadkach? Wchodzi komisyjnie straż z zarządcą, zdjęcia, protokół, żeby nie było oskarżenia o kradzież. A gdyby tam leżał ktoś nieprzytomny, komu przelewa się woda z wanny?



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów