Jak kierowcy zniechęcają do komunikacji miejskiej. LIST

Mateusz Jakubowski, student IV roku politologii na Uniwersytecie Szczecińskim
10.01.2012 , aktualizacja: 09.01.2012 20:35
A A A Drukuj
Nowy rok przynosi nowe postanowienia - obiecałem sobie, że po sylwestrze ograniczę podróżowanie samochodem do minimum i "przerzucę" się na komunikację miejską. Okazało się to niełatwe.
Autobus linii 57 na pętli Kołłątaja
Fot. Dariusz GORAJSKI \ AG
Autobus linii 57 na pętli Kołłątaja
Mój pierwszy dzień bez auta miał miejsce 6 stycznia. Wyszedłem z domu i pewnym krokiem podążyłem w kierunku przystanku tramwajowego na pl. Rodła, aby zdążyć na pierwszy tramwaj linii 12, który nadjechać miał o godzinie 05.21.

Kilka minut wcześniej nadjechał jednak tramwaj nr 2. Wsiadłem i zapukałem do kabiny motorniczego chcąc zakupić bilet. Niestety motorniczy wziął mnie za intruza, na moje "Dzień dobry" odpowiedział "Co?". Poprosiłem o bilet ulgowy za 1,70 zł, dając motorniczemu 2 zł. "Co to? Odliczoną kwotę daj!" - usłyszałem od wyraźnie oburzonego pana. Spokojnie odpowiedziałem, że nie mam odliczonej kwoty, ale nie chcę reszty, więc nie ma problemu. "Zabieraj to!" - usłyszałem. Zdziwiony całą sytuacją poprosiłem o powtórzenie. "No zabieraj to!" - odpowiedział pan, zamykając okienko. Moje 2 zł poturlało się po ladzie, w ostatniej chwili udało mi się je złapać. "Przepraszam, przecież nie chcę reszty. Kierowcy nigdy w takiej sytuacji nie robili problemu i sprzedawali bilet" - argumentowałem. Pan motorniczy, zły zapewne, że musi pracować w święto, nie odpowiedział ani słowem. "Przepraszam! To jak w takim razie mam jechać?" - spytałem, pukając w okienko. Żadnej reakcji! Pan motorniczy, na oko około 45 lat, uznał chyba, że nie będzie zniżać się do poziomu małolata, wszak mam zaledwie 22 wiosny na karku i pewnie nie zasługuję na chwilę uwagi od życiowego eksperta.

"Niech pan da sobie spokój" - odezwała się do mnie siedząca obok kobieta. - "Niech pan jedzie na gapę, innego wyjścia nie ma. Jakby kontrola była, to ja widziałam, jak pana potraktował". Zrobiłem dokładnie tak, jak powiedziała sympatyczna pani - pojechałem na gapę do Kołłątaja, skąd udałem się na autobus linii 57 (odjazd: 05.30).

O 05:26 byłem już w autobusie i zapytałem kierowcę o bilet - tym razem chciałem swoją dwuzłotówką kupić bilet za 1,10 zł (oczywiście nie żądając reszty). Kierowca, tym razem bardzo uprzejmie, wytłumaczył mi, że sprzedać biletu nie może. Spytałem wobec tego, co mam zrobić, skoro jest święto, do tego wczesna pora, a biletu brak. Kierowca rozejrzał się i... Podpowiedział, żebym poszedł szybko do stojącego obok autobusu nr 51, bo tam jest biletomat. Pobiegłem więc i spytałem kierowcy 51, za ile odjeżdża (silnik i światła miał już włączone), bo chciałbym bilet kupić i nie wiem, czy zdążę. "Jezuuu, odjeżdżam zgodnie z planem, sprawdź sobie!" - usłyszałem. Powtórzyłem, że chcę kupić bilet u niego w autobusie, ale nie wiem, czy zdążę, a jechać 51 nie mam zamiaru. Kierowca złapał się zażenowany za głowę i powiedział mi, żebym sobie poszedł. Zdenerwowany wsiadłem szybko do autobusu, kupiłem bilet w biletomacie i pobiegłem do 57. Szczęśliwie zdążyłem przed odjazdem autobusu, który zawiózł mnie w upragnione miejsce.

Może i historia ta nie należy do gatunku tragicznych, może nie wydarzyło się nic wielkiego - mam jednak pytanie, skąd w ludziach bierze się tyle chamstwa? Co więcej, z jakiej racji jesteśmy tak traktowani przez ludzi, którzy na nas zarabiają? Niezależnie od wszystkiego, korzystając z komunikacji miejskiej, jesteśmy KLIENTAMI. A każdego klienta należy SZANOWAĆ! Gdyby sytuacja taka spotkała mnie w sklepie - wyszedłbym natychmiast i już więcej tam nie wrócił. Z komunikacją miejską jest jednak inaczej - mieszkańcy są od niej zależni, bo przecież nie mają możliwości skorzystania z usług innego przewoźnika.

Na zakończenie chciałbym pozdrowić serdecznie wszystkich mieszkańców, życząc im wszystkiego dobrego w nowym roku. Życzę również więcej uśmiechu! Dopiero teraz zauważyłem, jak ciężko jest się uśmiechać i mieć dobry humor w Szczecinie.

Od redakcji:

Jak zgodnie potwierdzają zarówno Tramwaje Szczecińskie, jak i Szczecińskie Przedsiębiorstwo autobusowe, zasady sprzedaży biletów przez kierowców i motorniczych określa zewnętrzny regulamin przyjęty przez radę miasta. Kierowca pojazdu ma obowiązek sprzedać pasażerowi bilet: w dni powszednie w godz. 18-6 rano, a w weekendy i święta przez całą dobę. Jeżeli chodzi o pieniądze, to zasady nie są do końca jasne. Powinniśmy płacić jak najmniejszą liczbą monet (chodzi o to, by nie pozbywać się w tramwaju wszystkich jednogroszówek z portfela). Zatem 2 zł, w przypadku kiedy chcemy kupić bilet za 1,70, jest zupełnie zgodne z zasadami. Kierowca ma obowiązek wydać nam resztę, o ile ma przy sobie pieniądze.

- Zwykle nie ma z tym problemu - mówi Grzegorz Stasiński, kierownik zajezdni tramwajowej Tramwajów Szczecińskich. - Ale czasami wcześnie rano, kiedy motorniczy dopiero wyjeżdża, ma praktycznie pustą kasę. Jeżeli pasażer się zgodzi, to kierowca może nie wydać reszty, ale nasi pracownicy niechętnie na to przystają. Bo nigdy nie wiadomo, czy nie będzie z tego jakiejś nieprzyjemnej sytuacji. Jeżeli motorniczy nie może sprzedać biletu, to powinien zapamiętać pasażera i w razie kontroli zaświadczyć, że próbował on kupić bilet.

ash

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 32 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

  • Jak kierowcy zniechęcają do komunikacji miejski... zed.1 10.01.12, 07:41

    co wiec zrobi ZDiTM z taka sytuacja? nic nie zrobi bo jesli sprawe przemilczy sie odpowiednio dlugo albo zrzuci sie na regulaminy to sie sprawa rozmywa i nie ma problemu. a w samej firmie »

  • Jak kierowcy zniechęcają do komunikacji miejski... emen-is-me 10.01.12, 07:48

    "- Zwykle nie ma z tym problemu - mówi Grzegorz Stasiński, kierownik zajezdni tramwajowej Tramwajów Szczecińskich. [...] Jeżeli motorniczy nie może sprzedać biletu, to powinien zapamiętać »

  • odmowa sprzedaży to wykroczenie svibovich 10.01.12, 11:22

    Witam,miałem identyczną sytuację 2 krotnie;zgodnie z kodeksem wykroczeń, odmowa sprzedaży podlega karze grzywnywszelkie takie przypadki proponuję zgłaszać do dyspozytorów - nr są wskazane w »