Potrzebne jest szczęście
2010-01-07
, aktualizacja: 07.01.2010 15:34
I liga siatkarzy: Morze Bałtyk Szczecin pokonało młodzież z SMS Spała, gdzie trenerem jest były szkoleniowiec szczecińskiego zespołu i autor ostatnich klubowych sukcesów
Grzegorz Ryś - w lipcu 2002 roku został pierwszym trenerem grającego wówczas w ekstraklasie Morza Szczecin. Do Szczecina przyszedł w glorii selekcjonera drużyny młodzieżowej, z którą zdobył mistrzostwo Europy, ale bez doświadczenia w lidze. Mając zaledwie 35 lat potrafił się w Morzu dogadać z doświadczonymi Sławomirem Gerymskim i Radosławem Rybakiem, i jednocześnie wprowadzić do składu juniorów: Michała Ruciaka, Artura Augustyna, Dariusza Szulika czy Marcina Olichwera. Z tak zbudowaną drużyną osiągnął ostatni poważny sukces szczecińskiej siatkówki - awans do finału Pucharu Polski, po wyeliminowaniu w półfinale naszpikowanego gwiazdami Mostostalu Kędzierzyn-Koźle. Po likwidacji Morza w 2003 r. Ryś przeszedł do AZS Olsztyn, z którym dwukrotnie zdobywał tytuł wicemistrza Polski. W latach 2006-07 był selekcjonerem reprezentacji Egiptu, awansując z nią do mistrzostw świata. Obecnie szkoli juniorów w SMS Spała, będąc jednocześnie trenerem reprezentacji w tej kategorii wiekowej.
Rozmowa z trenerem SMS Spała
Mariusz Rabenda: Drużyny Morza Bałtyk i SMS są najmłodsze w lidze. Pan lubi pracować z młodymi, rozwijającymi się siatkarzami. Chciałby pan poprowadzić znów szczeciński zespół?
Grzegorz Ryś: Dlaczegoż by nie? Ale jest to pytanie podchwytliwe.
Pytanie czysto teoretyczne, bo w Szczecinie chyba nikt nie wyobraża sobie Morza bez trenera Zdzisława Gogola...
- Morze jest naprawdę ciekawym zespołem, który ma ciężką przeprawę w I lidze, bo większość chłopaków nie ma doświadczenia z tej klasy rozgrywkowej. Przy odrobinie szczęścia utrzymanie jest całkowicie realne. Mamy za sobą pierwszą rundę rozgrywek i rywale są nam znani. Część ekip prezentuje podobny poziom gry i umiejętności, więc realnym jest pozostanie Morza w I lidze. Widać, że szczeciński zespół robi postępy, jest tu kilku wysokich graczy, którzy jeszcze nie wiedzą, co to jest gra pod dużą presją. Trzeba się nastawić na play-off o utrzymanie i trzeba tego dokonać, bo szkoda, by tak duże miasto jak Szczecin nie miało swojego zespołu w I lidze siatkarzy. Może teraz hala SDS nie jest idealna na rozgrywki ligi profesjonalnej, ale przecież są konkretne plany rozpoczęcia budowy nowego obiektu, który będzie spełniał wymagania ligi zawodowej. Teraz jest okazja, by przygotować zespół do gry w elicie, zbudować podwaliny solidnego klubu pod każdym względem. Trzeba ściągać chłopców perspektywicznych, którzy w perspektywie paru lat będą stanowić część składu na występy w elicie. Wiadomo, że wszystko zależy od pieniędzy. Słyszę, że teraz jest z tym ciężko, czyli niewiele się zmieniło od chwili, gdy ja tu pracowałem. Trzeba przeskoczyć te problemy, jeśli naprawdę chce się mieć mocny zespół.
Który z zawodników panu wpadł w oko?
- Na rozegraniu Morze ma dwóch bardzo ciekawych zawodników, fajnie atakuje Konrad Paśnik, a nie widziałem w akcji drugiego atakującego Adriana Milczarka. Dawid Michor też ma ciekawe parametry. Mógłbym tak wymieniać, a przecież kilku zawodników jest po SMS, więc mają spory zasób umiejętności. Spokojnej pracy i coś z tego będzie.
Co zrobić, by ci młodzi chłopcy w najważniejszych meczach popełniali dużo mniej błędów niż w spotkaniu z SMS?
- Błędów w środowym meczu faktycznie było za dużo po obu stronach, ale to my popełniliśmy ich zdecydowanie więcej. Przez to przegraliśmy. Co jest potrzebne? Ci chłopcy potrzebują kilku spotkań granych pod presją, kiedy coś im nie będzie szło, by szukali sposobu na przełamanie złego okresu. Tym zdobędą doświadczenie, by zachować chłodną głowę, by ręka im nie drżała w tych ważnych meczach. To nie przyjdzie samo, nie zostanie wypracowane na treningach, bo takie cechy zdobywa się tylko na meczach. Jak będą przegrywali po 0:3, to nie nauczą się nic. Ale jak rozegrają kilka pięciosetowych spotkań, to to im zaprocentuje.
Jest pan twórcą ostatniego sukcesu szczecińskiej męskiej siatkówki - finału Pucharu Polski. Z tamtej ekipy praktycznie wszyscy zawodnicy utrzymują co najmniej dobry poziom.
- Mógłbym wymienić w zasadzie każdego, który gra na poziomie ekstraklasy, kilku przebiło się do kadry narodowej, kilku udanie występuje w ligach za granicą. Oczywiście chodzi mi o tych młodszych, bo przecież starsi - jak Michał Ostrowski czy Sławek Gerymski - pokończyli już kariery. To pokazuje, że to był naprawdę ciekawie dobrany zespół, który w ciężkich dla klubu czasach zdał sportowy egzamin. Bo to nie tylko był finał Pucharu Polski, ale jeszcze dosyć spokojne utrzymanie w ekstraklasie.
Gdyby udało się zatrzymać wtedy skład - z drobnymi korektami - to pewnie w kolejnym sezonie też by Morze grało przynajmniej o środek ekstraklasy.
- W składzie byli chłopcy, którzy dopiero co zdobywali juniorskie mistrzostwo Europy. Były wstępne plany, by jeszcze dokooptować kilku takich młodych, wzmocnić ich dwójką doświadczonych zawodników. I taki zespół może nie byłby murowanym kandydatem do czwórki, ale na pewno aspirowałby do takiego poziomu. Zespół by okrzepł, a w kolejnym sezonie mógłby powalczyć o coś więcej. Szkoda, że nie było to możliwe. Szczecin potrzebuje siatkówki na dobrym poziomie, dlatego życzę Morzu Bałtyk, by się utrzymało w I lidze i odbudowywało pozycję dyscypliny w mieście.
Wiem, że ma pan sentyment do naszego miasta. Ale długo pan tu nie był. Jakie wrażenia?
Rzeczywiście nie byłem tutaj od siedmiu lat. Raz tylko na turnieju drużyn akademickich, ale wtedy niewiele miasta obejrzałem. A Szczecin się zmienił ogromnie. Widać to już, jak się wjeżdża do miasta. W centrum też duże zmiany - jak ja tu pracowałem, to Galaxy jeszcze nie było, a teraz jest, a obok słyszałem, że mają budować wysoki biurowiec. Kolejny już stoi po drugiej stronie Malczewskiego. Przy samym SDS - budują wielki basen. Sama hala też przeszła modernizację. Kiedyś za ławkami rezerwowych były paskudne kotary, a za nimi szklane drzwi, okna. Strasznie od nich wiało, było zimno. A teraz - cieplutko. Czekam aż powstanie zapowiadana już za moich czasów hala.
Rozmowa z trenerem SMS Spała
Mariusz Rabenda: Drużyny Morza Bałtyk i SMS są najmłodsze w lidze. Pan lubi pracować z młodymi, rozwijającymi się siatkarzami. Chciałby pan poprowadzić znów szczeciński zespół?
Grzegorz Ryś: Dlaczegoż by nie? Ale jest to pytanie podchwytliwe.
Pytanie czysto teoretyczne, bo w Szczecinie chyba nikt nie wyobraża sobie Morza bez trenera Zdzisława Gogola...
- Morze jest naprawdę ciekawym zespołem, który ma ciężką przeprawę w I lidze, bo większość chłopaków nie ma doświadczenia z tej klasy rozgrywkowej. Przy odrobinie szczęścia utrzymanie jest całkowicie realne. Mamy za sobą pierwszą rundę rozgrywek i rywale są nam znani. Część ekip prezentuje podobny poziom gry i umiejętności, więc realnym jest pozostanie Morza w I lidze. Widać, że szczeciński zespół robi postępy, jest tu kilku wysokich graczy, którzy jeszcze nie wiedzą, co to jest gra pod dużą presją. Trzeba się nastawić na play-off o utrzymanie i trzeba tego dokonać, bo szkoda, by tak duże miasto jak Szczecin nie miało swojego zespołu w I lidze siatkarzy. Może teraz hala SDS nie jest idealna na rozgrywki ligi profesjonalnej, ale przecież są konkretne plany rozpoczęcia budowy nowego obiektu, który będzie spełniał wymagania ligi zawodowej. Teraz jest okazja, by przygotować zespół do gry w elicie, zbudować podwaliny solidnego klubu pod każdym względem. Trzeba ściągać chłopców perspektywicznych, którzy w perspektywie paru lat będą stanowić część składu na występy w elicie. Wiadomo, że wszystko zależy od pieniędzy. Słyszę, że teraz jest z tym ciężko, czyli niewiele się zmieniło od chwili, gdy ja tu pracowałem. Trzeba przeskoczyć te problemy, jeśli naprawdę chce się mieć mocny zespół.
Który z zawodników panu wpadł w oko?
- Na rozegraniu Morze ma dwóch bardzo ciekawych zawodników, fajnie atakuje Konrad Paśnik, a nie widziałem w akcji drugiego atakującego Adriana Milczarka. Dawid Michor też ma ciekawe parametry. Mógłbym tak wymieniać, a przecież kilku zawodników jest po SMS, więc mają spory zasób umiejętności. Spokojnej pracy i coś z tego będzie.
Co zrobić, by ci młodzi chłopcy w najważniejszych meczach popełniali dużo mniej błędów niż w spotkaniu z SMS?
- Błędów w środowym meczu faktycznie było za dużo po obu stronach, ale to my popełniliśmy ich zdecydowanie więcej. Przez to przegraliśmy. Co jest potrzebne? Ci chłopcy potrzebują kilku spotkań granych pod presją, kiedy coś im nie będzie szło, by szukali sposobu na przełamanie złego okresu. Tym zdobędą doświadczenie, by zachować chłodną głowę, by ręka im nie drżała w tych ważnych meczach. To nie przyjdzie samo, nie zostanie wypracowane na treningach, bo takie cechy zdobywa się tylko na meczach. Jak będą przegrywali po 0:3, to nie nauczą się nic. Ale jak rozegrają kilka pięciosetowych spotkań, to to im zaprocentuje.
Jest pan twórcą ostatniego sukcesu szczecińskiej męskiej siatkówki - finału Pucharu Polski. Z tamtej ekipy praktycznie wszyscy zawodnicy utrzymują co najmniej dobry poziom.
- Mógłbym wymienić w zasadzie każdego, który gra na poziomie ekstraklasy, kilku przebiło się do kadry narodowej, kilku udanie występuje w ligach za granicą. Oczywiście chodzi mi o tych młodszych, bo przecież starsi - jak Michał Ostrowski czy Sławek Gerymski - pokończyli już kariery. To pokazuje, że to był naprawdę ciekawie dobrany zespół, który w ciężkich dla klubu czasach zdał sportowy egzamin. Bo to nie tylko był finał Pucharu Polski, ale jeszcze dosyć spokojne utrzymanie w ekstraklasie.
Gdyby udało się zatrzymać wtedy skład - z drobnymi korektami - to pewnie w kolejnym sezonie też by Morze grało przynajmniej o środek ekstraklasy.
- W składzie byli chłopcy, którzy dopiero co zdobywali juniorskie mistrzostwo Europy. Były wstępne plany, by jeszcze dokooptować kilku takich młodych, wzmocnić ich dwójką doświadczonych zawodników. I taki zespół może nie byłby murowanym kandydatem do czwórki, ale na pewno aspirowałby do takiego poziomu. Zespół by okrzepł, a w kolejnym sezonie mógłby powalczyć o coś więcej. Szkoda, że nie było to możliwe. Szczecin potrzebuje siatkówki na dobrym poziomie, dlatego życzę Morzu Bałtyk, by się utrzymało w I lidze i odbudowywało pozycję dyscypliny w mieście.
Wiem, że ma pan sentyment do naszego miasta. Ale długo pan tu nie był. Jakie wrażenia?
Rzeczywiście nie byłem tutaj od siedmiu lat. Raz tylko na turnieju drużyn akademickich, ale wtedy niewiele miasta obejrzałem. A Szczecin się zmienił ogromnie. Widać to już, jak się wjeżdża do miasta. W centrum też duże zmiany - jak ja tu pracowałem, to Galaxy jeszcze nie było, a teraz jest, a obok słyszałem, że mają budować wysoki biurowiec. Kolejny już stoi po drugiej stronie Malczewskiego. Przy samym SDS - budują wielki basen. Sama hala też przeszła modernizację. Kiedyś za ławkami rezerwowych były paskudne kotary, a za nimi szklane drzwi, okna. Strasznie od nich wiało, było zimno. A teraz - cieplutko. Czekam aż powstanie zapowiadana już za moich czasów hala.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień





