Na wzmocnienia na ma pieniędzy
2009-12-18
, aktualizacja: 18.12.2009 18:50
Sytuacja organizacyjno-finansowa siatkarskiego Morza Bałtyk Szczecin zapowiada trudną wiosnę klubu
ZOBACZ TAKŻE
- Trudna sytuacja Morza (18-12-09, 18:49)
Rozmowa z dyrektorem Morza
Jakub Lisowski: Morze Bałtyk miało u siebie wygrać z Nysą za 3 punkty, by zwiększyć swoje szanse na pozostanie w I lidze. Wygrało za 2. Czy mimo straty punktu wierzy pan w powodzenie misji zespołu?
Janusz Kamiński: Muszę. Od początku wiedziałem, że taka trudna sytuacja będzie, bo znam ligowe realia. Wierzę jednak, że się uda, aczkolwiek oprócz rywalizacji na boisku, są też inne sprawy, które powodują różne załamania. Takie sytuacje związane są np. z organizacją spotkań na sali SDS. Klub nie może pozyskać zgody miasta na organizację imprezy masowej, co spowodowane jest kilkoma sprawami m.in. opinią straży pożarnej. Teraz mamy nową opinię i wydawałoby się wszystkie inne, ale Urząd Miasta domaga się nowego dokumentu z sanepidu informującego o stanie wody na obiekcie MOSRiR. Nieraz uważamy, że są to jakieś absurdalne wymagania. Mamy już zaświadczenie sanepidu, które jest ważne do maja 2010 r., ale urzędnicy uważają, że straciło ważność i trzeba je wymienić. Może uda się to w najbliższym czasie, ale takie sytuacje kibice mogą odbierać jako argument, że my nie potrafimy czegoś załatwić. A to tylko procedury. Inna rzecz, która zakłóca nam funkcjonowanie to sprawa nierozliczenia międzynarodowego turnieju z wiosny z dotacji środków publicznych. Wyjaśniliśmy to i okazało się, że komplet naszych dokumentów był w urzędzie, ale ich obieg tam był zakłócony. Nas tym obarczano, choć dobrze wiemy, czym się kończy brak rozliczenia i tego unikamy. Jest też wiele innych spraw związanych z finansami - kończy się wiele umów sponsorskich; rok się kończy i nie do końca możemy przewidzieć pewnych sytuacji. Wynik z Nysą nie przeszkodzi w prowadzeniu rozmów - oby optymistycznych, bo święta Bożego Narodzenia dotyczą wszystkich. W klubie myślimy jednak nie o świętach, ale o organizacji wyjazdu do Hajnówki. Ciężki wyjazd - 13 godzin w autokarze, ciężki mecz, ale może nastąpi tam przełamanie naszego zespołu na wyjazdach. Takie przełamanie nastąpiło w ekipie Nysy, która zdobywała punkty w czterech ostatnich meczach i zdecydowanie poprawiła swoją pozycję w tabeli. Obyśmy my też zaczęli punktować.
Nysa zmieniła szkoleniowców, w Morzu nie ma potrzeby zmiany trenera, ale przydałby się nowy zawodnik, który pociągnąłby drużynę.
- Chciałbym, ale to związane jest z finansami, a tych nie mamy.
Nawet w sytuacji, gdy w październiku klub otrzymał kilkakrotnie większą od innych halowych ligowców dotację z promocji miasta?
- Wyjaśnię - w lipcu zapadła administracyjna decyzja o dokooptowaniu nas do I ligi. 14 października miasto przekazało nam dodatkowe środki na jeszcze ten rok. To była 2,5-miesięczna przerwa. Z tych pieniędzy musieliśmy zapłacić długi, a nie myśleć o przyszłości. To powoduje pewne niezrozumienie niektórych osób, które myślą, że wydajemy na różne cele, zamiast wzmacniać zespół. Dziś sytuacja znów jest trudna - zalegamy zawodnikom za 2 miesiące. Może to nikogo nie obchodzić, ale ja nie pobieram wynagrodzenia już od 8 miesięcy. Pan mówi, że my dostaliśmy dużo więcej niż inni. Ja nie chcę zaglądać do kieszeni innych klubów, ale trzeba wiedzieć, że my na szkolenie dostaliśmy z miasta tylko 8 tys. zł. To nie pomyłka, nie zgubiliśmy jednego zera. Pozostałe fundusze są wydrapane ze ścian, wychodzone.
Jaka musiałaby być skala finansowego zaangażowania miasta, by pomóc na tyle, by zespół utrzymać w I lidze?
- Zapytał pan o nowych zawodników. My mamy listę zawodników, którzy chętnie by do nas przyszli, ale z nikim konkretnie nie rozmawiamy, bo nie mamy takich możliwości. Inne zespoły się wzmacniają, są w lepszej sytuacji. Przykład z środy - dzwoni do mnie prezes klubu z Jaworzna i pyta o zakwaterowanie. Ja mu proponuję hotel przy SDS, a on mi mówi, że mam znaleźć coś znacznie lepszego, bo oni nie mają problemów z pieniędzmi. Słyszę, że parę ekip wzmacnia się obcokrajowcami, są też krajowe zmiany. Nysa też się wzmocni. Każdy klub ma czas do końca grudnia na kadrowe wzmocnienia. Ja wiem, że wszystko i tak rozstrzygnie się w play-off, ale... do nich trzeba dotrwać.
Ile? Bo trudno liczyć, że raptem zapukają do klubu sponsorzy...
- Też nie mam takich złudzeń. Ile? Jeśli chodzi o środki, które kluby otrzymują z promocji, to jest to duże wsparcie, ale w naszych obecnych realiach - brak sponsorów, coraz mniejsze wpływy z podatków dla miasta - to tę pulę warto by podzielić nie na 12 ekip i nie na 4, jak chyba wszyscy postulowali, ale na 2 kluby. Jeśli nie zajdą zmiany - nie ma sensu tego dalej ciągnąć i oszukiwać wszystkich dookoła, że przy zachowaniu dotychczasowego poziomu wsparcia - będzie lepiej z wynikami.
Unika pan podania konkretnej sumy.
- Nasz klub posiada najniższy budżet, a w zasadzie my budżetu nie posiadamy, bo żyjemy z meczu na mecz. Już wiele razy pożyczaliśmy swoje prywatne pieniądze, by np. opłacić sędziów. Ile? W naszej sytuacji - 70-75 tys. miesięcznie. Tyle potrzebujemy na niskie stypendia (nasi wszyscy zawodnicy są młodzi, studiują w Szczecinie), tyle na strasznie dalekie wyjazdy. Muszę też powiedzieć o abstrakcyjnej sytuacji - zabiegamy o zgodę na organizację imprezy masowej, ale jak ją uzyskamy, to koszty organizacji spotkań zwiększą się, bo np. trzeba będzie zatrudnić większą liczbę ochroniarzy i pokryć koszta pełnego monitoringu. Zrobiliśmy wyliczenia - nam lepiej byłoby pojechać do Piły czy Gorzowa niż grać u siebie.
Może trzeba poszerzyć skład zarządu, grupę działaczy, którzy poszukają innych źródeł finansowania?
- Ale my się nie zamykamy przed nikim. Proponujemy to, ale nikt nie jest tym zainteresowany. Może nie potrafię jednak tego robić i nadszedł czas, by zastanowić się nad sobą. Jeszcze w tym roku podejmę jakąś decyzję. Jeszcze raz podkreślę - zapraszam wszystkich, którzy chcą dobrego ligowego zespołu w Szczecinie.
Jakub Lisowski: Morze Bałtyk miało u siebie wygrać z Nysą za 3 punkty, by zwiększyć swoje szanse na pozostanie w I lidze. Wygrało za 2. Czy mimo straty punktu wierzy pan w powodzenie misji zespołu?
Janusz Kamiński: Muszę. Od początku wiedziałem, że taka trudna sytuacja będzie, bo znam ligowe realia. Wierzę jednak, że się uda, aczkolwiek oprócz rywalizacji na boisku, są też inne sprawy, które powodują różne załamania. Takie sytuacje związane są np. z organizacją spotkań na sali SDS. Klub nie może pozyskać zgody miasta na organizację imprezy masowej, co spowodowane jest kilkoma sprawami m.in. opinią straży pożarnej. Teraz mamy nową opinię i wydawałoby się wszystkie inne, ale Urząd Miasta domaga się nowego dokumentu z sanepidu informującego o stanie wody na obiekcie MOSRiR. Nieraz uważamy, że są to jakieś absurdalne wymagania. Mamy już zaświadczenie sanepidu, które jest ważne do maja 2010 r., ale urzędnicy uważają, że straciło ważność i trzeba je wymienić. Może uda się to w najbliższym czasie, ale takie sytuacje kibice mogą odbierać jako argument, że my nie potrafimy czegoś załatwić. A to tylko procedury. Inna rzecz, która zakłóca nam funkcjonowanie to sprawa nierozliczenia międzynarodowego turnieju z wiosny z dotacji środków publicznych. Wyjaśniliśmy to i okazało się, że komplet naszych dokumentów był w urzędzie, ale ich obieg tam był zakłócony. Nas tym obarczano, choć dobrze wiemy, czym się kończy brak rozliczenia i tego unikamy. Jest też wiele innych spraw związanych z finansami - kończy się wiele umów sponsorskich; rok się kończy i nie do końca możemy przewidzieć pewnych sytuacji. Wynik z Nysą nie przeszkodzi w prowadzeniu rozmów - oby optymistycznych, bo święta Bożego Narodzenia dotyczą wszystkich. W klubie myślimy jednak nie o świętach, ale o organizacji wyjazdu do Hajnówki. Ciężki wyjazd - 13 godzin w autokarze, ciężki mecz, ale może nastąpi tam przełamanie naszego zespołu na wyjazdach. Takie przełamanie nastąpiło w ekipie Nysy, która zdobywała punkty w czterech ostatnich meczach i zdecydowanie poprawiła swoją pozycję w tabeli. Obyśmy my też zaczęli punktować.
Nysa zmieniła szkoleniowców, w Morzu nie ma potrzeby zmiany trenera, ale przydałby się nowy zawodnik, który pociągnąłby drużynę.
- Chciałbym, ale to związane jest z finansami, a tych nie mamy.
Nawet w sytuacji, gdy w październiku klub otrzymał kilkakrotnie większą od innych halowych ligowców dotację z promocji miasta?
- Wyjaśnię - w lipcu zapadła administracyjna decyzja o dokooptowaniu nas do I ligi. 14 października miasto przekazało nam dodatkowe środki na jeszcze ten rok. To była 2,5-miesięczna przerwa. Z tych pieniędzy musieliśmy zapłacić długi, a nie myśleć o przyszłości. To powoduje pewne niezrozumienie niektórych osób, które myślą, że wydajemy na różne cele, zamiast wzmacniać zespół. Dziś sytuacja znów jest trudna - zalegamy zawodnikom za 2 miesiące. Może to nikogo nie obchodzić, ale ja nie pobieram wynagrodzenia już od 8 miesięcy. Pan mówi, że my dostaliśmy dużo więcej niż inni. Ja nie chcę zaglądać do kieszeni innych klubów, ale trzeba wiedzieć, że my na szkolenie dostaliśmy z miasta tylko 8 tys. zł. To nie pomyłka, nie zgubiliśmy jednego zera. Pozostałe fundusze są wydrapane ze ścian, wychodzone.
Jaka musiałaby być skala finansowego zaangażowania miasta, by pomóc na tyle, by zespół utrzymać w I lidze?
- Zapytał pan o nowych zawodników. My mamy listę zawodników, którzy chętnie by do nas przyszli, ale z nikim konkretnie nie rozmawiamy, bo nie mamy takich możliwości. Inne zespoły się wzmacniają, są w lepszej sytuacji. Przykład z środy - dzwoni do mnie prezes klubu z Jaworzna i pyta o zakwaterowanie. Ja mu proponuję hotel przy SDS, a on mi mówi, że mam znaleźć coś znacznie lepszego, bo oni nie mają problemów z pieniędzmi. Słyszę, że parę ekip wzmacnia się obcokrajowcami, są też krajowe zmiany. Nysa też się wzmocni. Każdy klub ma czas do końca grudnia na kadrowe wzmocnienia. Ja wiem, że wszystko i tak rozstrzygnie się w play-off, ale... do nich trzeba dotrwać.
Ile? Bo trudno liczyć, że raptem zapukają do klubu sponsorzy...
- Też nie mam takich złudzeń. Ile? Jeśli chodzi o środki, które kluby otrzymują z promocji, to jest to duże wsparcie, ale w naszych obecnych realiach - brak sponsorów, coraz mniejsze wpływy z podatków dla miasta - to tę pulę warto by podzielić nie na 12 ekip i nie na 4, jak chyba wszyscy postulowali, ale na 2 kluby. Jeśli nie zajdą zmiany - nie ma sensu tego dalej ciągnąć i oszukiwać wszystkich dookoła, że przy zachowaniu dotychczasowego poziomu wsparcia - będzie lepiej z wynikami.
Unika pan podania konkretnej sumy.
- Nasz klub posiada najniższy budżet, a w zasadzie my budżetu nie posiadamy, bo żyjemy z meczu na mecz. Już wiele razy pożyczaliśmy swoje prywatne pieniądze, by np. opłacić sędziów. Ile? W naszej sytuacji - 70-75 tys. miesięcznie. Tyle potrzebujemy na niskie stypendia (nasi wszyscy zawodnicy są młodzi, studiują w Szczecinie), tyle na strasznie dalekie wyjazdy. Muszę też powiedzieć o abstrakcyjnej sytuacji - zabiegamy o zgodę na organizację imprezy masowej, ale jak ją uzyskamy, to koszty organizacji spotkań zwiększą się, bo np. trzeba będzie zatrudnić większą liczbę ochroniarzy i pokryć koszta pełnego monitoringu. Zrobiliśmy wyliczenia - nam lepiej byłoby pojechać do Piły czy Gorzowa niż grać u siebie.
Może trzeba poszerzyć skład zarządu, grupę działaczy, którzy poszukają innych źródeł finansowania?
- Ale my się nie zamykamy przed nikim. Proponujemy to, ale nikt nie jest tym zainteresowany. Może nie potrafię jednak tego robić i nadszedł czas, by zastanowić się nad sobą. Jeszcze w tym roku podejmę jakąś decyzję. Jeszcze raz podkreślę - zapraszam wszystkich, którzy chcą dobrego ligowego zespołu w Szczecinie.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień


