Mówi trener Morza Bałtyk Szczecin
2009-12-18
, aktualizacja: 18.12.2009 18:49
ZOBACZ TAKŻE
- Trudna sytuacja Morza (18-12-09, 18:49)
Cały czas się uczymy, a utrzymanie jest możliwe
Jakub Lisowski: Miały być 3 punkty, są 2. Czy mimo tego jest pan zadowolony?
Zdzisław Gogol: Tak, zdecydowanie tak. Spodziewałem się nawet większego zagrożenia ze strony Nysy, która trzy ostatnie mecze rozstrzygnęła zdecydowanie na swoją korzyść. W pierwszym secie przecierałem oczy ze zdumienia, że rywal gra tak przeciętnie, schematycznie, popełnia tyle prostych błędów. Myślałem, że jak mój zespół utrzyma koncentrację z tej odsłony, to nas to podbuduje i wygramy spokojnie mecz. Niestety, przy stanie 8:5 w drugim secie zatraciliśmy rytm gry, wkradł się chaos, nerwowość. Widziałem to, co nas cechowało w poprzednich spotkaniach - przy większym nacisku przeciwnika nie potrafiliśmy się odrodzić. W środę to się jednak udało, chłopacy pokazali charakter i wyrwali te 2 punkty, choć przeciwnik grał już to, czego ja się spodziewałem. Wiedziałem, że będą groźni na środku, z prawej strony, i choć wszystkiego próbowaliśmy, to np. jeden zawodnik był dla nas nie do zatrzymania. Mam nadzieję, że wygrana podbuduje mentalnie nasz zespół.
Zbliżają się święta. To nie tylko okres krótkiego wypoczynku, ale i przemyśleń. Czy ten zespół jest w stanie utrzymać się w I lidze?
- Jest! Na to składa się wiele czynników zewnętrznych (poza zespołem) i wewnętrznych. Jeśli te wszystkie czynniki będą współdziałać na zasadzie sprężenia zwrotnego w dwie strony, to możemy się utrzymać. Ja wierzę w drużynę, chłopaków. Widzę, że grają coraz lepiej, robią postępy, ale też nadal brakuje im doświadczenia, zespołowi lidera, nieraz konsekwencji. Ale jak kilka elementów poprawią - będą groźni. Już to pokazywali w meczach z silnymi ekipami z Gorzowa, Międzyrzecza.
Czynniki zewnętrzne to...
- ... sytuacja klubu, sytuacja sportu w mieście, kraju; sytuacja finansowa w klubie. Gdybyśmy dysponowali większymi środkami, to moglibyśmy zapewnić lepsze warunki dla zawodników. To są też kontuzje i choroby. Z Nysą nie mogli zagrać dwaj kontuzjowani zawodnicy [Michał Glinka i Artur Kulikowski - red.] oraz jeden chory [Konrad Paśnik - red.]. Przekłada się to na podejście mentalne, a już na rozgrzewce można dostrzec, że osłabienia kadrowe wpływają negatywnie na zespół, gdzieś to tkwi w głowach zdrowych. Podkreślałem więc zawodnikom - od początku trzeba myśleć o meczu, a nie o sytuacjach poza boiskiem - na uczelniach, w domach, rodzinach. I to się udało - wygraliśmy w końcu pierwszego seta, co nam się rzadko udawało, ale co pokazuje, że cały czas się uczymy.
Lider... można liczyć, że taki zawodnik pojawi się w najbliższej przyszłości?
- Raczej nie i my musimy nastawić się na jeszcze większą zespołową grę. Nie mam w drużynie zawodnika, który sam by siebie wykreował do takiej roli. Jeszcze nie. Były momenty, że Mateusz Sylla [kapitan - red.] w paru meczach prowadził nam grę w ataku, ale teraz jest w dołku. Nie mam do niego absolutnie pretensji, bo to normalna sytuacja, a on solidnie pracuje i daje z siebie zawsze maksa.
Można go ściągnąć z zewnątrz?
- Pieniądze, pieniądze, pieniądze... Słyszymy, że nasi rywale z Augustowa sprowadzają Litwina, że Nysa ma zatrudnić trzech doświadczonych zawodników z Wrocławia [np. Krzysztofa Janczaka, byłego gracza Morza - red.]. Nas na to nie stać. Jest ciężko, a mamy najmłodszy - poza SMS - zespół w lidze. Każdy punkt to wielki sukces i kapitał na przyszłość dla chłopców. Latem doszło do sporych zmian i też potrzeba czasu, by to posklejać.
Ligowe niepowodzenia nie wpędzają zawodników w kompleksy?
- Na pewno przejmują się sytuacją w tabeli, porażkami. Moją rolą i działaczy jest, by trzymać kontrolę nad emocjami, pobudzać do walki, w pewnych momentach wyciszać. Myślę, że na razie nieźle się to udaje.
Jakub Lisowski: Miały być 3 punkty, są 2. Czy mimo tego jest pan zadowolony?
Zdzisław Gogol: Tak, zdecydowanie tak. Spodziewałem się nawet większego zagrożenia ze strony Nysy, która trzy ostatnie mecze rozstrzygnęła zdecydowanie na swoją korzyść. W pierwszym secie przecierałem oczy ze zdumienia, że rywal gra tak przeciętnie, schematycznie, popełnia tyle prostych błędów. Myślałem, że jak mój zespół utrzyma koncentrację z tej odsłony, to nas to podbuduje i wygramy spokojnie mecz. Niestety, przy stanie 8:5 w drugim secie zatraciliśmy rytm gry, wkradł się chaos, nerwowość. Widziałem to, co nas cechowało w poprzednich spotkaniach - przy większym nacisku przeciwnika nie potrafiliśmy się odrodzić. W środę to się jednak udało, chłopacy pokazali charakter i wyrwali te 2 punkty, choć przeciwnik grał już to, czego ja się spodziewałem. Wiedziałem, że będą groźni na środku, z prawej strony, i choć wszystkiego próbowaliśmy, to np. jeden zawodnik był dla nas nie do zatrzymania. Mam nadzieję, że wygrana podbuduje mentalnie nasz zespół.
Zbliżają się święta. To nie tylko okres krótkiego wypoczynku, ale i przemyśleń. Czy ten zespół jest w stanie utrzymać się w I lidze?
- Jest! Na to składa się wiele czynników zewnętrznych (poza zespołem) i wewnętrznych. Jeśli te wszystkie czynniki będą współdziałać na zasadzie sprężenia zwrotnego w dwie strony, to możemy się utrzymać. Ja wierzę w drużynę, chłopaków. Widzę, że grają coraz lepiej, robią postępy, ale też nadal brakuje im doświadczenia, zespołowi lidera, nieraz konsekwencji. Ale jak kilka elementów poprawią - będą groźni. Już to pokazywali w meczach z silnymi ekipami z Gorzowa, Międzyrzecza.
Czynniki zewnętrzne to...
- ... sytuacja klubu, sytuacja sportu w mieście, kraju; sytuacja finansowa w klubie. Gdybyśmy dysponowali większymi środkami, to moglibyśmy zapewnić lepsze warunki dla zawodników. To są też kontuzje i choroby. Z Nysą nie mogli zagrać dwaj kontuzjowani zawodnicy [Michał Glinka i Artur Kulikowski - red.] oraz jeden chory [Konrad Paśnik - red.]. Przekłada się to na podejście mentalne, a już na rozgrzewce można dostrzec, że osłabienia kadrowe wpływają negatywnie na zespół, gdzieś to tkwi w głowach zdrowych. Podkreślałem więc zawodnikom - od początku trzeba myśleć o meczu, a nie o sytuacjach poza boiskiem - na uczelniach, w domach, rodzinach. I to się udało - wygraliśmy w końcu pierwszego seta, co nam się rzadko udawało, ale co pokazuje, że cały czas się uczymy.
Lider... można liczyć, że taki zawodnik pojawi się w najbliższej przyszłości?
- Raczej nie i my musimy nastawić się na jeszcze większą zespołową grę. Nie mam w drużynie zawodnika, który sam by siebie wykreował do takiej roli. Jeszcze nie. Były momenty, że Mateusz Sylla [kapitan - red.] w paru meczach prowadził nam grę w ataku, ale teraz jest w dołku. Nie mam do niego absolutnie pretensji, bo to normalna sytuacja, a on solidnie pracuje i daje z siebie zawsze maksa.
Można go ściągnąć z zewnątrz?
- Pieniądze, pieniądze, pieniądze... Słyszymy, że nasi rywale z Augustowa sprowadzają Litwina, że Nysa ma zatrudnić trzech doświadczonych zawodników z Wrocławia [np. Krzysztofa Janczaka, byłego gracza Morza - red.]. Nas na to nie stać. Jest ciężko, a mamy najmłodszy - poza SMS - zespół w lidze. Każdy punkt to wielki sukces i kapitał na przyszłość dla chłopców. Latem doszło do sporych zmian i też potrzeba czasu, by to posklejać.
Ligowe niepowodzenia nie wpędzają zawodników w kompleksy?
- Na pewno przejmują się sytuacją w tabeli, porażkami. Moją rolą i działaczy jest, by trzymać kontrolę nad emocjami, pobudzać do walki, w pewnych momentach wyciszać. Myślę, że na razie nieźle się to udaje.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień


