Dymisja w Zakładach Chemicznych "Police"
2010-02-05
, aktualizacja: 05.02.2010 19:43
Miałem dość już omawiania w prasie tego, co zrobiłem źle - mówi Bogusław Kokotowski, który w piątek zrezygnował z funkcji dyrektora handlowego Zakładów Chemicznych Police. Rada nadzorcza jego dymisję przyjęła. Odrzuciła wniosek o odwołanie prezesa Zbigniewa Miklewicza
ZOBACZ TAKŻE
- Pyskówki o ZCh Police na radzie miasta Police (20-04-10, 20:33)
- Nowy dyrektor w ZCh: Nie jestem od picowania (09-03-10, 16:49)
- Kolejne 100 mln zł strat "Polic". Akcje w górę (22-02-10, 19:54)
- ZCh Police: sowita odprawa dla wiceprezesa (08-02-10, 20:33)
- Kiedy pożyczka dla "Polic"? Nie wiadomo (02-02-10, 10:00)
SERWISY
Nie wiadomo jeszcze, kto będzie kierował pionem handlowym firmy. Zarząd podejmie decyzję w przyszłym tygodniu.
- Pan Bogusław Kokotowski złożył wniosek z prośbą o odwołanie go ze składu zarządu, rada nadzorcza przychyliła się do tej prośby - powiedział lakonicznie Marcin Likierski, przewodniczący rady nadzorczej "Polic".
Była to pierwsza decyzja podjęta na piątkowym posiedzeniu. Potem rada zajmowała się innymi punktami porządku obrad, by w końcu dojść do wniosku o odwołanie prezesa Miklewicza. Stosunkiem głosów 4:1 Miklewicz zachował stanowisko. Za odwołaniem głosował Wiesław Markwas, przedstawiciel pracowników w RN. Przeciw byli reprezentanci Skarbu Państwa.
Związki zawodowe od kilku tygodniu domagały się zmian w zarządzie. - Ci panowie nie nadają się do kierowania firmą - mówił o Miklewiczu i Kokotowskim Waldemar Badełek, szef Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego.
W przeciwieństwie do członków zarządu odwołanych w ubiegłym roku (prezesa Ryszarda Siwca, wiceprezesów Winiarskiego i Arkadiusza Pawlaka), Kokotowski nie miał podpisanej umowy o zakazie konkurencji i w związku z tym nie dostanie 100 tys. zł odprawy.
Mówi Kokotowski
Mariusz Rabenda: Sam pan złożył wniosek o zwolnienie. Źle pan ocenia swą działalność jako dyrektora handlowego?
Bogusław Kokotowski: Wręcz przeciwnie. Wypełniłem zadania nałożone na mnie przez radę nadzorczą spółki. Po wielu miesiącach zapaści uruchomiłem sprzedaż. W czwartym kwartale minionego roku sprzedaliśmy tyle nawozów, co w najlepszych latach. W ten rok też weszliśmy dobrze. Zredukowaliśmy koszty w różnych sektorach od kilkunastu do kilkudziesięciu procent. Rada nadzorcza rozpatrując moją prośbę o odwołanie, też nie miała zastrzeżeń do mojej pracy.
W takim razie dlaczego pan napisał ten wniosek?
- Bo chyba żaden dyrektor handlowy nie chciałby pracować w atmosferze ciągłej kontroli i wywlekania na forum publiczne decyzji operacyjnych podejmowanych w firmie. Miałem dość już omawiania w prasie tego, co zrobiłem źle. Jeszcze nim zostałem powołany na stanowisko wiceprezesa i szefa handlu, byłem opluwany przez tzw. czynniki społeczne. Być może mój następca będzie miał spokojniej.
Pana poprzednik na stanowisku szefa handlu Sławomir Winiarski, składając wniosek o zwolnieni,e użył dokładnie tego samego zdania.
- Bo Zakłady Chemiczne to specyficzna firma. Tutaj wszyscy członkowie zarządu żyją w atmosferze permanentnego odwoływania ich przez związki zawodowe.
Podkładając swoją głowę uratował pan od zwolnienia prezesa Miklewicza?
- Nie to mi przyświecało, ale przyznaję, że darzę go ogromnym szacunkiem. Uważam, że jest to człowiek bardzo zdeterminowany, by wyprowadzić "Police" z zapaści.
Były sugestie z Ministerstwa Skarbu Państwa, by podał się pan do dymisji?
- To akurat nie miało znaczenia dla mojej decyzji.
Pracował pan osiem lat w "Policach", odchodzi pan zupełnie, czy tylko z zarządu?
- Nie obowiązuje mnie klauzula o zakazie konkurencji. Mam propozycje z innych regionów Polski. Na razie wykorzystam zaległy urlop.
- Pan Bogusław Kokotowski złożył wniosek z prośbą o odwołanie go ze składu zarządu, rada nadzorcza przychyliła się do tej prośby - powiedział lakonicznie Marcin Likierski, przewodniczący rady nadzorczej "Polic".
Była to pierwsza decyzja podjęta na piątkowym posiedzeniu. Potem rada zajmowała się innymi punktami porządku obrad, by w końcu dojść do wniosku o odwołanie prezesa Miklewicza. Stosunkiem głosów 4:1 Miklewicz zachował stanowisko. Za odwołaniem głosował Wiesław Markwas, przedstawiciel pracowników w RN. Przeciw byli reprezentanci Skarbu Państwa.
Związki zawodowe od kilku tygodniu domagały się zmian w zarządzie. - Ci panowie nie nadają się do kierowania firmą - mówił o Miklewiczu i Kokotowskim Waldemar Badełek, szef Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego.
W przeciwieństwie do członków zarządu odwołanych w ubiegłym roku (prezesa Ryszarda Siwca, wiceprezesów Winiarskiego i Arkadiusza Pawlaka), Kokotowski nie miał podpisanej umowy o zakazie konkurencji i w związku z tym nie dostanie 100 tys. zł odprawy.
Mówi Kokotowski
Mariusz Rabenda: Sam pan złożył wniosek o zwolnienie. Źle pan ocenia swą działalność jako dyrektora handlowego?
Bogusław Kokotowski: Wręcz przeciwnie. Wypełniłem zadania nałożone na mnie przez radę nadzorczą spółki. Po wielu miesiącach zapaści uruchomiłem sprzedaż. W czwartym kwartale minionego roku sprzedaliśmy tyle nawozów, co w najlepszych latach. W ten rok też weszliśmy dobrze. Zredukowaliśmy koszty w różnych sektorach od kilkunastu do kilkudziesięciu procent. Rada nadzorcza rozpatrując moją prośbę o odwołanie, też nie miała zastrzeżeń do mojej pracy.
W takim razie dlaczego pan napisał ten wniosek?
- Bo chyba żaden dyrektor handlowy nie chciałby pracować w atmosferze ciągłej kontroli i wywlekania na forum publiczne decyzji operacyjnych podejmowanych w firmie. Miałem dość już omawiania w prasie tego, co zrobiłem źle. Jeszcze nim zostałem powołany na stanowisko wiceprezesa i szefa handlu, byłem opluwany przez tzw. czynniki społeczne. Być może mój następca będzie miał spokojniej.
Pana poprzednik na stanowisku szefa handlu Sławomir Winiarski, składając wniosek o zwolnieni,e użył dokładnie tego samego zdania.
- Bo Zakłady Chemiczne to specyficzna firma. Tutaj wszyscy członkowie zarządu żyją w atmosferze permanentnego odwoływania ich przez związki zawodowe.
Podkładając swoją głowę uratował pan od zwolnienia prezesa Miklewicza?
- Nie to mi przyświecało, ale przyznaję, że darzę go ogromnym szacunkiem. Uważam, że jest to człowiek bardzo zdeterminowany, by wyprowadzić "Police" z zapaści.
Były sugestie z Ministerstwa Skarbu Państwa, by podał się pan do dymisji?
- To akurat nie miało znaczenia dla mojej decyzji.
Pracował pan osiem lat w "Policach", odchodzi pan zupełnie, czy tylko z zarządu?
- Nie obowiązuje mnie klauzula o zakazie konkurencji. Mam propozycje z innych regionów Polski. Na razie wykorzystam zaległy urlop.
Jak sobie radzą "Police"
22 lutego dowiemy się, jakim bilansem Zakłady Chemiczne Police zamknęły rok 2009. Wiadomo, że po trzech kwartałach ubiegłego roku straty firmy sięgnęły 324 mln zł. Od maja ubiegłego roku spółka stara się o kredyt, który ma służyć spłacie części zadłużenia i zakupom surowców do produkcji nawozów. Agencja Rozwoju Przemysłu chce "Policom" pożyczyć 150 mln zł na ratowanie firmy, ale ciągle czeka na zgodę Komisji Europejskiej.
22 lutego dowiemy się, jakim bilansem Zakłady Chemiczne Police zamknęły rok 2009. Wiadomo, że po trzech kwartałach ubiegłego roku straty firmy sięgnęły 324 mln zł. Od maja ubiegłego roku spółka stara się o kredyt, który ma służyć spłacie części zadłużenia i zakupom surowców do produkcji nawozów. Agencja Rozwoju Przemysłu chce "Policom" pożyczyć 150 mln zł na ratowanie firmy, ale ciągle czeka na zgodę Komisji Europejskiej.
Najnowsze wiadomości
- 29 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
Re: ZCh Police. Wiceprezes Kokotowski zdymisjonowR
adams96
05.02.10, 20:21
Moze reszta pseudo fachowcow z Zarzadu opusci ten zaklad dla dobra pracownikow?»
Najczęściej czytane24 htydzień




