Sondaż: Krzystek dostałby dziś 11 proc. głosów

Jerzy Połowniak
2010-01-15 , aktualizacja: 15.01.2010 10:27
A A A Drukuj
Na Piotra Krzystka chce zagłosować mniej szczecinian niż na "innego kandydata PO". Koszalin ma lidera - prezydenta Mikietyńskiego - który jednak w wyborach nie wystartuje. Na razie nie ma żadnych "pewniaków" do zwycięstwa w wyborach prezydenckich w obu miastach
Takie są wnioski z badania, które na zlecenie "Gazety Wyborczej" przeprowadziła m.in. w Szczecinie i Koszalinie pracownia PBS DGA. Respondentów pytaliśmy nie o poparcie dla konkretnych kandydatów na prezydentów obu miast (bo ich jeszcze - poza Piotrem Krzystkiem - nie ma), a o sympatie dla kandydatów partyjnych (PO, PiS, lewica, inny kandydat).

Platforma sama się osłabia

Wybory już jesienią, a rozkład preferencji wyborczych w Szczecinie jest na razie nadzwyczaj "płaski". Znaczącej przewagi nad innymi ugrupowaniami nie ma nawet rządząca obecnie i tradycyjnie popularna w regionie Platforma. To efekt tego, że PO nie pali się do ponownego wystawienia Krzystka (bo jest niepopularny i nie zawsze słucha szefa partii w Szczecinie Sławomira Nitrasa). Dlatego "platformiane" głosy są rozbite na dwie części. Na obecnego prezydenta Szczecina stawia w tej chwili 11,1 proc. ankietowanych. To trzecie najniższe poparcie dla urzędujących prezydentów 32 największych miast (tradycyjnie już niższe mają tylko prezydenci Łodzi i Częstochowy). Przez trzy lata rządów Krzystka jego popularność spadła niemal o trzy czwarte - w 2006 r. w pierwszej turze wyborów poparło go 41,8 proc. głosujących.

Tak słaby wynik to poważne ostrzeżenie i dla prezydenta-kandydata, i dla jego partii (PO). Problemem Platformy nie jest jednak sam Krzystek. Na "innego kandydata" tej partii (zza partyjnych kulis: w tej roli mogliby wystąpić np. były wiceprezydent miasta Tomasz Jarmoliński czy poseł Arkadiusz Litwiński) gotowych jest zagłosować zaledwie 12,9 proc. badanych. Gdyby głosy "na Krzystka" i "na PO" po prostu zsumować, to poparcie dla prezydenta z Platformy i tak deklaruje procentowo niemal o połowę mniej szczecinian niż w 2006 r.

Jedyny możliwy scenariusz, w którym głosy elektoratu PO nie będą jesienią rozbite, jest taki, że Platforma udzieli poparcia Krzystkowi. Nawet wtedy nie jest jednak pewne, że ci, którzy chcą poprzeć "innego kandydata PO", zechcą zagłosować na Krzystka. I odwrotnie: jeśli Krzystek by zrezygnował, to jego stronnicy wcale nie muszą poprzeć kogoś innego z PO. To jednak tylko hipotetyczna sytuacja, bo on sam już zapowiedział, że - tak czy siak - w wyborach wystartuje (licząc jeśli nie na głosy sympatyków Platformy, to na poparcie środowisk katolickich).

Szansa dla nobody mana

Co na bałagan w Platformie opozycja? Może tylko zacierać ręce, bo stwarza jej to realne wyborcze szanse. Na kandydata lewicy (pewniakiem wydaje się Bartosz Arłukowicz, którego gwiazda tak rozbłysła dzięki występom w hazardowej komisji śledczej) chce głosować niemal co dziesiąta osoba (8,9 proc.). Kandydat PiS (w tej roli najczęściej wymienia się Joachima Brudzińskiego bądź Małgorzatę Jacynę-Witt) ma porównywalne poparcie: 8,1 proc. Pamiętając o możliwym statystycznym odchyleniu badania (do 4,17 proc.), oznacza to tyle, że szanse Krzystka i trzech partyjnych kandydatów są niemal równe.

Co wybierają pozostali respondenci? "Innego kandydata" chce prawie co czwarty z nich (23 proc.). Nie chodzi tu zapewne o kogoś np. z PSL (w Szczecinie ta partia ma poparcie w granicach 1 proc.), a raczej o kandydata bez partyjnego zaplecza, który porwie tłumy. Czy kimś takim może być np. niezależny senator Krzysztof Zaremba? Przegrał z kretesem wybory do europarlamentu, ale trudno definitywnie odmówić mu szans w wyborach lokalnych. Szczecinianie - jak w 2002 r. pokazał casus Mariana Jurczyka - lubią głosować "na znane nazwiska".

Niezdecydowanych jest 17,7 proc. To ich będą chcieli do siebie przekonać wszyscy kandydaci. Komu się uda, może wygrać.

W Szczecinie aż 18,3 proc. ankietowanych wcale nie chce iść do wyborów - zdecydowanie najwięcej, spośród 32 miast, w których przeprowadzono sondaż. To wotum nieufności. Jeśli zsumujemy głosy poparcia dla "partyjnej czwórki" (Krzystek + PO, PiS i SLD), uzyskamy zaledwie 41 proc. To kolejny dowód klęski lokalnych polityków: z badania wynika, że odwróciła się od nich ponad połowa wyborców.

Kogo wskaże Mikietyński?

W Koszalinie na prezydenta Mirosława Mikietyńskiego zagłosowałoby 47,3 proc. ankietowanych. Ten wynik deklasuje rywali: poparcie dla kandydatów PO, PiS, lewicy i "innego" w każdym przypadku jest jednocyfrowe. Ale obecny prezydent na pewno nie będzie kandydował, bo jest poważnie chory.

Dlatego na razie faworytów w wyścigu o koszalińską prezydenturę nie widać. Ale sytuacja może się zmienić, jeśli Mikietyński udzieli komuś swego poparcia. Największe szanse ma na to kandydat z PO (bez rekomendacji Mikietyńskiego ma zaledwie 7-procentowe poparcie). Może to być np. obecny sekretarz Koszalina Piotr Jedliński (choć nie jest w partii) bądź wiceprezydent Andrzej Jakubowski. Wymienia się też inne nazwiska.

PO jest zapleczem urzędującego prezydenta w radzie miasta i jest przekonana, że wsparcie ze strony Mikietyńskiego dostanie. Przewodniczący koszalińskiej rady Tomasz Czuczak tak o tym niedawno mówił: - Mam przeczucie, że prezydent nie postawi na kandydata niezależnego. Jeśli zależy mu na kontynuowaniu obecnych działań, to jedynym tego gwarantem jest Platforma.

Jeśli Mikietyński wskaże na swego następcę kogoś z PO, to taki kandydat dostanie zapewne dużą część głosów jego zwolenników. Wówczas mającym obecnie poparcie po 4,1 proc. kandydatom SLD (radna Krystyna Kościńska?) i PiS (ta partia może poprzeć np. kanclerza Politechniki Koszalińskiej Artura Wezgraja) pozostaje walka o wejście do drugiej tury wyborów. Jeśli zaś Mikietyński nie poprze nikogo, to w drugiej turze wyborów prezydenckich w Koszalinie wygrana do końca pozostanie sprawą otwartą.

Na "innego kandydata" chce w Koszalinie postawić 9 proc. respondentów (to też może być Wezgraj - jeśli zdecyduje się wystartować z własnym komitetem). Tych, którzy nie zagłosują, jest w Koszalinie 9,6 proc. - o połowę mniej niż w Szczecinie. Można powiedzieć, że w Koszalinie politycy (poza Mikietyńskim) dostali żółtą kartkę, a w Szczecinie - czerwoną.

O sondażu

Sondaż na zlecenie "Gazety Wyborczej" pracownia PBS DGA przeprowadziła w 32 polskich miastach. Metoda - CATI (wywiadów telefonicznych wspomaganych komputerowo) na reprezentatywnych grupach 500 mieszkańców każdego z miast (w sumie 16050 osób). W Szczecinie badanie odbyło się w dniach 17-19 grudnia, w Koszalinie w dniach 5-8 grudnia. Maksymalne odchylenie statystyczne badania - do 4,17 proc.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 64 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów