Czarowały i wokalistka Moya, i katedra

Ewa Podgajna
2009-12-06 , aktualizacja: 06.12.2009 21:49
A A A Drukuj
Moya przyjechała do Szczecina z programem "Irish Christmas" i przeniosła słuchaczy w magiczny świat melancholii, kontemplacji, tajemnicy i pocieszenia. Bono z U2 słusznie powiedział kiedyś, że słuchać wokalistki Clannad, to słuchać śpiewu anioła
Moya w Szczecinie
Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta
Moya w Szczecinie
W programie koncertu były pieśni irlandzkie (m.in. z nagranej przez nią w 2006 r. płyty "An Irish Christmas") i wiązanka z popularnego niegdyś serialu "Robin z Sherwood". A na bis zabrzmiała po irlandzku najbardziej znana na całym świecie kolęda "Cicha noc", zaśpiewana przez grającą też na harfie wokalistkę w celtyckiej aranżacji. Ta magiczna muzyka cudownie komponowała się z mrokiem katedry, rozjaśnianym koncertową grą świateł. Sama Moya była nią tak oczarowana, że kilkakrotnie powtarzała, jak cieszy się, że występuje w tak pięknym miejscu.

W połowie katedry zawisł wielki telebim, by koncert lepiej widziała dalej siedząca publiczność, która tłumnie zapełniła cała świątynię.

Moya sprawiła też dużą radość ks. proboszczowi Janowi Kazieczce, który na pamiątkę występu podarował artystom anglojęzyczny przewodnik po Bazylice oraz swoją biografię. Zdaniem "Ja znam karate" proboszcz wymógł trzeci bis.

Artystka wystąpiła w piątek na zamknięcie drugiej edycji cyklu koncertów "Zachodniopomorskie Morze Muzyki".



Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy