W kombinacie wrze po liście z ARP
2009-12-04
, aktualizacja: 04.12.2009 19:43
- Aż chce się zakląć - tak Jerzy Majrzchak z Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego komentuje pomysł Agencji Rozwoju Przemysłu, by ZCh Police zamiast kredytu przyjęły pożyczkę w ramach pomocy publicznej
ZOBACZ TAKŻE
- Będzie szybka pomoc publiczna dla ZCh Police? (03-12-09, 07:00)
- Europoseł Nitras kontra związkowiec Zieliński (09-12-09, 21:07)
- ARP wykłada 150 mln. "Police" uratowane? (08-12-09, 19:55)
- Police zdecydowały: wezmą od ARP 150 mln zł (04-12-09, 14:23)
SERWISY
ZCh Police od maja ubiegają się o 190 mln zł komercyjnego kredytu z PKO BP. W tym czasie sytuacja firmy ciągle się pogarszała, a zadłużenie wzrosło dwukrotnie. ARP wielokrotnie zapewniała, że poręczy tę pożyczkę. Ale do dziś na koncie ZCh Police nie ma pieniędzy. We wtorek ARP zaproponowała, że wesprze zakład własnymi pieniędzmi, w ramach "dopuszczalnej pomocy publicznej". Zgodę na taką operację musi wyrazić Komisja Europejska. ARP sugeruje też, że kwota pomocy powinna być wyższa niż 190 mln zł, a restrukturyzacja spółki głębsza niż w planie, który "Police" dołączyły do wniosku kredytowego.
Presję na zarząd kombinatu wywiera też Polskie Górnictwo Nafty i Gazu (PGNiG), które zagroziło, że jeśli do świąt zakład nie spłaci zadłużenia za gaz (126 mln zł) - zerwie umowę na dostawy paliwa i zakręci kurki. "Policom" gaz jest potrzebny do produkcji amoniaku i suszenia nawozów - bez niego zakład nie ma racji bytu.
Te informacje wywołały w Zakładach Chemicznych burzę. Ludzie obawiają się, że spółka już nie poradzi sobie z kłopotami. Związki zawodowe oflagowały zakład. Wysłały do ministra skarbu prośbę o przyjazd do Polic w ciągu tygodnia.
Mówi Jerzy Majchrzak *
Mariusz Rabenda: Jak pan ocenia propozycję ARP dla "Polic"?
Jerzy Majchrzak: - Aż się chce zakląć.
Dlaczego?
- Bo takich rzeczy po prostu się nie robi. ARP w maju popełniła błąd i teraz chce się z niego wycofać.
Na czym ten błąd polegał?
- Na tym, że poręczenie kredytu komercyjnego przez agencję państwową w Komisji Europejskiej byłoby uznane za nieuprawnioną pomoc publiczną. ARP do tej pory nie uzyskała zgody z Brukseli na takie poręczenie i teraz szuka sposobu wyjścia z sytuacji. Składanie takiej propozycji "Policom" po pół roku jest nie fair.
W ARP twierdzą, że dopuszczalna pomoc publiczna na ratowanie spółki mogłaby być wyższa niż kredyt i trafiłaby na konto zakładów bardzo szybko.
- W Unii Europejskiej nic nie dzieje się bardzo szybko, a na udzielenie takiej pomocy musi zgodę wydać Komisja Europejska. Samo spisanie wniosku i wysłanie go do Brukseli to przynajmniej dwa tygodnie. Trzeba go jeszcze w odpowiedni sposób udokumentować, poprzeć. Sądzę, że rozpatrzenie mogłoby nastąpić najwcześniej za 2-3 miesiące.
To jakie rozwiązanie jest optymalne?
- Wszyscy, którzy mają w tej sprawie cokolwiek do powiedzenia, powinni stanąć na głowie, by spółka dostała kredyt bankowy.
Jest jeszcze groźba PGNiG, które straszy, odcięciem dostaw gazu.
- PGNiG popełniło błąd w sztuce. Jeśli chce się wymusić na tak dużym odbiorcy gazu spłatę zaległości, to nie ogłasza się publicznego ultimatum. Wiadomo, że "Police" w momencie otrzymania kredytu spłacą dług. A upublicznianie takich informacji psuje atmosferę rynkową wokół Zakładów Chemicznych. PGNiG zachowało się nieprofesjonalnie.
Widzi pan jeszcze szanse wyjścia z impasu w Policach?
- Jeśli spółka dostanie pieniądze - jakiekolwiek - sytuacja się uspokoi. Reszta zależy od rynku. Wiadomo, że w tym roku europejscy producenci nawozów ograniczyli produkcję o jedną trzecią. Magazyny są puste, a rolnicy nawozić muszą. To powinno rozruszać sprzedaż. Może już na wiosnę sytuacja producentów zacznie się poprawiać.
Presję na zarząd kombinatu wywiera też Polskie Górnictwo Nafty i Gazu (PGNiG), które zagroziło, że jeśli do świąt zakład nie spłaci zadłużenia za gaz (126 mln zł) - zerwie umowę na dostawy paliwa i zakręci kurki. "Policom" gaz jest potrzebny do produkcji amoniaku i suszenia nawozów - bez niego zakład nie ma racji bytu.
Te informacje wywołały w Zakładach Chemicznych burzę. Ludzie obawiają się, że spółka już nie poradzi sobie z kłopotami. Związki zawodowe oflagowały zakład. Wysłały do ministra skarbu prośbę o przyjazd do Polic w ciągu tygodnia.
Mówi Jerzy Majchrzak *
Mariusz Rabenda: Jak pan ocenia propozycję ARP dla "Polic"?
Jerzy Majchrzak: - Aż się chce zakląć.
Dlaczego?
- Bo takich rzeczy po prostu się nie robi. ARP w maju popełniła błąd i teraz chce się z niego wycofać.
Na czym ten błąd polegał?
- Na tym, że poręczenie kredytu komercyjnego przez agencję państwową w Komisji Europejskiej byłoby uznane za nieuprawnioną pomoc publiczną. ARP do tej pory nie uzyskała zgody z Brukseli na takie poręczenie i teraz szuka sposobu wyjścia z sytuacji. Składanie takiej propozycji "Policom" po pół roku jest nie fair.
W ARP twierdzą, że dopuszczalna pomoc publiczna na ratowanie spółki mogłaby być wyższa niż kredyt i trafiłaby na konto zakładów bardzo szybko.
- W Unii Europejskiej nic nie dzieje się bardzo szybko, a na udzielenie takiej pomocy musi zgodę wydać Komisja Europejska. Samo spisanie wniosku i wysłanie go do Brukseli to przynajmniej dwa tygodnie. Trzeba go jeszcze w odpowiedni sposób udokumentować, poprzeć. Sądzę, że rozpatrzenie mogłoby nastąpić najwcześniej za 2-3 miesiące.
To jakie rozwiązanie jest optymalne?
- Wszyscy, którzy mają w tej sprawie cokolwiek do powiedzenia, powinni stanąć na głowie, by spółka dostała kredyt bankowy.
Jest jeszcze groźba PGNiG, które straszy, odcięciem dostaw gazu.
- PGNiG popełniło błąd w sztuce. Jeśli chce się wymusić na tak dużym odbiorcy gazu spłatę zaległości, to nie ogłasza się publicznego ultimatum. Wiadomo, że "Police" w momencie otrzymania kredytu spłacą dług. A upublicznianie takich informacji psuje atmosferę rynkową wokół Zakładów Chemicznych. PGNiG zachowało się nieprofesjonalnie.
Widzi pan jeszcze szanse wyjścia z impasu w Policach?
- Jeśli spółka dostanie pieniądze - jakiekolwiek - sytuacja się uspokoi. Reszta zależy od rynku. Wiadomo, że w tym roku europejscy producenci nawozów ograniczyli produkcję o jedną trzecią. Magazyny są puste, a rolnicy nawozić muszą. To powinno rozruszać sprzedaż. Może już na wiosnę sytuacja producentów zacznie się poprawiać.
* dyrektor Polskiej Izby Przemysły Chemicznego - instytucji, która zrzesza firmy branży chemicznej i reprezentuje je wobec organów administracji państwowej.
Mówi Roman Bąk*
Mariusz Rabenda: Jak załoga zareagowała na propozycje ARP?
Roman Bąk: Jest duży niepokój. Ludzie nas pytają o wyjaśnienia, a my znamy tylko ogólniki. Nie wiemy, dlaczego nie chcą nam poręczyć jednego kredytu, oferując w zamian inny kredyt [pieniądze przyznane w ramach pomocy publicznej trzeba oddać w ciągu pół roku - red.]. Nie wiadomo, co oznacza użyte przez ARP hasło "głębsza restrukturyzacja".
Czego się obawiacie?
- Tego, że wszystkie zakłady, którym udzielono pomocy publicznej, popadały w jeszcze większe kłopoty. Stocznia jest najlepszym przykładem.
Zażądaliście przyjazdu w ciągu tygodnia ministra skarbu. Po co?
- Mamy do niego wiele pytań. Po pierwsze: dlaczego w maju nie dostaliśmy kredytu, gdy sytuacja spółki była o dużo lepsza? Gdyby wtedy były pieniądze, dziś nie mówilibyśmy o pomocy publicznej. Po drugie, czy "głębsza restrukturyzacja" oznacza konieczność wyłączania kolejnych instalacji? Na to się nie zgodzimy. Po trzecie, jeśli ten zarząd nie jest w stanie wywalczyć dla firmy pieniędzy, to niech ministerstwo da nam takich ludzi, którzy będą to umieli zrobić.
not. mpr
* przewodniczący NSZZ Solidarność'80 ZCh "Police"
Mówi Roman Bąk*
Mariusz Rabenda: Jak załoga zareagowała na propozycje ARP?
Roman Bąk: Jest duży niepokój. Ludzie nas pytają o wyjaśnienia, a my znamy tylko ogólniki. Nie wiemy, dlaczego nie chcą nam poręczyć jednego kredytu, oferując w zamian inny kredyt [pieniądze przyznane w ramach pomocy publicznej trzeba oddać w ciągu pół roku - red.]. Nie wiadomo, co oznacza użyte przez ARP hasło "głębsza restrukturyzacja".
Czego się obawiacie?
- Tego, że wszystkie zakłady, którym udzielono pomocy publicznej, popadały w jeszcze większe kłopoty. Stocznia jest najlepszym przykładem.
Zażądaliście przyjazdu w ciągu tygodnia ministra skarbu. Po co?
- Mamy do niego wiele pytań. Po pierwsze: dlaczego w maju nie dostaliśmy kredytu, gdy sytuacja spółki była o dużo lepsza? Gdyby wtedy były pieniądze, dziś nie mówilibyśmy o pomocy publicznej. Po drugie, czy "głębsza restrukturyzacja" oznacza konieczność wyłączania kolejnych instalacji? Na to się nie zgodzimy. Po trzecie, jeśli ten zarząd nie jest w stanie wywalczyć dla firmy pieniędzy, to niech ministerstwo da nam takich ludzi, którzy będą to umieli zrobić.
not. mpr
* przewodniczący NSZZ Solidarność'80 ZCh "Police"
Najnowsze wiadomości
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




