Aniela B. po raz trzeci skazana na 15 lat
2009-11-20
, aktualizacja: 23.11.2009 10:10
To milcząca od kilkunastu lat Aniela B. w 1996 r. w okrutny sposób zamordowała właścicielkę willi na Gumieńcach - uznał w piątekj szczeciński sąd okręgowy skazując ją na 15 lat więzienia
ZOBACZ TAKŻE
- Czwarty proces w sprawie zbrodni na Gumieńcach? (14-04-10, 20:39)
- Proszę wstać, przecież do sądu weszła pani sama, bez problemu - mówił już po ogłoszeniu wyroku funkcjonariusz policji sądowej, która odwiozła skazaną do kobiecego więzienia w Kamieniu Pomorskim.
Ale udająca "nieobecną" Aniela B. nie wyszła z granej od trzynastu lat roli. W ten sposób zakończył się najdłuższy szczeciński dramat sądowy.
Różne wersje, zero świadków
25 stycznia 1996 r. w willi na Gumieńcach znaleziono zwłoki jej właścicielki, leciwej już Stanisławy W. Zabójca zadał jej 23 ciosy tłuczkiem do mięsa w głowę. Dzień wcześniej Stanisława W. została napadnięta w swoim domu przez trzy zamaskowane osoby szukające pieniędzy. Policja zdążyła przyjąć od niej zeznania i wszcząć dochodzenie. Nie uchroniła jej jednak przed śmiercią i - co wiadomo dzisiaj - spartoliła śledztwo w sprawie zabójstwa. W domu przy ul. Dworskiej oprócz ofiary mordu mieszkała Aniela B. i jej córka Marzena. Starsza pani poznała Anielę B. w szpitalu i gdy ta opowiedziała jej o mężu okrutniku, zaproponowała, że przyjmie ją pod swój dach w zamian za pomoc w pracach domowych. Dalsza część historii znana jest tylko z opowiadań rodziny B.
Trzynaście lat temu Aniela B. zeznała najpierw, że to mąż, od którego uciekła, napadł na starszą panią, chcąc ją obrabować (rozpoznała go po ruchach), a dzień po napadzie przyszedł dokończyć sprawę i zabił ją. Ona tylko nakryła zwłoki kołdrą. Podczas kolejnego przesłuchania stwierdziła, że sama zabiła gospodynię, bo ta rozpoznała jej męża i podejrzewała, że to Aniela B. otworzyła mu drzwi (poza tym gospodyni "miała przepisać jej dom, ale się nie wywiązała"). Po aresztowaniu wyparła się udziału w zbrodni. W końcu zamilkła.
Policjanci skupili się na wersji, że to mąż Anieli B. zabił. Ten nie przyznał się do niczego. Pięć lat później oboje zostali oskarżeni o napad i zabójstwo. Jednak poza pokrętnymi wyjaśnieniami Anieli B. śledczy mieli w rękach tylko poszlaki.
Dwa kolejne procesy skończyły się takim samym wyrokiem: uniewinnienie męża i 15 lat więzienia dla niej. Ona tylko w czasie śledztwa była aresztowana. W sądzie odpowiadała z wolnej stopy.
Nie mogła nie słyszeć
Sąd apelacyjny uchylając drugi wyrok w stosunku do Anieli B., (eks-mąż jest już prawomocnie uniewinniony) nakazał jeszcze raz zbadać jej wersję, a także odtworzyć przebieg zbrodni. I zalecił, aby biegli wypowiedzieli się co do jej poczytalności.
Medyk sądowy w trzecim procesie podał inny czas zgonu - według jego opinii udział męża w zbrodni jest całkowicie wykluczony (bo był wtedy w Pyrzycach). Psycholog i psychiatra orzekli natomiast: Aniela B. symuluje niepoczytalność, jej "nieobecność" na sali sądowej i trwające trzynaście lat milczenie to tylko linia obrony (przesłuchano więzienne pielęgniarki i lekarzy, którzy zeznali, że w areszcie pani B. mówiła).
W piątek mec. Michał Lizak wniósł o uniewinnienie swojej klientki. Prokurator chciała 15 lat więzienia (nie mogła żądać większego wyroku od tego, który zapadł w poprzednim procesie). Sąd: 15 lat więzienia.
Sąd uznał, że Aniela B. miała swój udział w napadzie. Przestraszyła się, gdy starsza pani powiedziała sąsiadowi, że powie mu prawdę o napadzie. Dlatego zabiła. - Nadużyła zaufanie osoby, która udzieliła jej gościny, zabiła w okrutny sposób - uzasadniał wyrok sędzia Józef Grocholski.
Sąd apelacyjny uchylając drugi wyrok, napisał: "Rola Marzeny B. (córka), przynajmniej w płaszczyźnie rozważań, pozostaje otwarta". Sędzia Grocholski odniósł się wczoraj do tego, mówiąc: - Marzena B. była na górze. W tym domu są cienkie, drewniane stropy. To niemożliwe, aby nie słyszała upadającego ciała i krzyków mordowanej tłuczkiem kobiety.
Mecenas Lizak: - Trzeci raz będę składał apelację.
Ale udająca "nieobecną" Aniela B. nie wyszła z granej od trzynastu lat roli. W ten sposób zakończył się najdłuższy szczeciński dramat sądowy.
Różne wersje, zero świadków
25 stycznia 1996 r. w willi na Gumieńcach znaleziono zwłoki jej właścicielki, leciwej już Stanisławy W. Zabójca zadał jej 23 ciosy tłuczkiem do mięsa w głowę. Dzień wcześniej Stanisława W. została napadnięta w swoim domu przez trzy zamaskowane osoby szukające pieniędzy. Policja zdążyła przyjąć od niej zeznania i wszcząć dochodzenie. Nie uchroniła jej jednak przed śmiercią i - co wiadomo dzisiaj - spartoliła śledztwo w sprawie zabójstwa. W domu przy ul. Dworskiej oprócz ofiary mordu mieszkała Aniela B. i jej córka Marzena. Starsza pani poznała Anielę B. w szpitalu i gdy ta opowiedziała jej o mężu okrutniku, zaproponowała, że przyjmie ją pod swój dach w zamian za pomoc w pracach domowych. Dalsza część historii znana jest tylko z opowiadań rodziny B.
Trzynaście lat temu Aniela B. zeznała najpierw, że to mąż, od którego uciekła, napadł na starszą panią, chcąc ją obrabować (rozpoznała go po ruchach), a dzień po napadzie przyszedł dokończyć sprawę i zabił ją. Ona tylko nakryła zwłoki kołdrą. Podczas kolejnego przesłuchania stwierdziła, że sama zabiła gospodynię, bo ta rozpoznała jej męża i podejrzewała, że to Aniela B. otworzyła mu drzwi (poza tym gospodyni "miała przepisać jej dom, ale się nie wywiązała"). Po aresztowaniu wyparła się udziału w zbrodni. W końcu zamilkła.
Policjanci skupili się na wersji, że to mąż Anieli B. zabił. Ten nie przyznał się do niczego. Pięć lat później oboje zostali oskarżeni o napad i zabójstwo. Jednak poza pokrętnymi wyjaśnieniami Anieli B. śledczy mieli w rękach tylko poszlaki.
Dwa kolejne procesy skończyły się takim samym wyrokiem: uniewinnienie męża i 15 lat więzienia dla niej. Ona tylko w czasie śledztwa była aresztowana. W sądzie odpowiadała z wolnej stopy.
Nie mogła nie słyszeć
Sąd apelacyjny uchylając drugi wyrok w stosunku do Anieli B., (eks-mąż jest już prawomocnie uniewinniony) nakazał jeszcze raz zbadać jej wersję, a także odtworzyć przebieg zbrodni. I zalecił, aby biegli wypowiedzieli się co do jej poczytalności.
Medyk sądowy w trzecim procesie podał inny czas zgonu - według jego opinii udział męża w zbrodni jest całkowicie wykluczony (bo był wtedy w Pyrzycach). Psycholog i psychiatra orzekli natomiast: Aniela B. symuluje niepoczytalność, jej "nieobecność" na sali sądowej i trwające trzynaście lat milczenie to tylko linia obrony (przesłuchano więzienne pielęgniarki i lekarzy, którzy zeznali, że w areszcie pani B. mówiła).
W piątek mec. Michał Lizak wniósł o uniewinnienie swojej klientki. Prokurator chciała 15 lat więzienia (nie mogła żądać większego wyroku od tego, który zapadł w poprzednim procesie). Sąd: 15 lat więzienia.
Sąd uznał, że Aniela B. miała swój udział w napadzie. Przestraszyła się, gdy starsza pani powiedziała sąsiadowi, że powie mu prawdę o napadzie. Dlatego zabiła. - Nadużyła zaufanie osoby, która udzieliła jej gościny, zabiła w okrutny sposób - uzasadniał wyrok sędzia Józef Grocholski.
Sąd apelacyjny uchylając drugi wyrok, napisał: "Rola Marzeny B. (córka), przynajmniej w płaszczyźnie rozważań, pozostaje otwarta". Sędzia Grocholski odniósł się wczoraj do tego, mówiąc: - Marzena B. była na górze. W tym domu są cienkie, drewniane stropy. To niemożliwe, aby nie słyszała upadającego ciała i krzyków mordowanej tłuczkiem kobiety.
Mecenas Lizak: - Trzeci raz będę składał apelację.
Najnowsze wiadomości
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Aniela B. po raz trzeci skazana na 15 lat
mmmmmm000
23.11.09, 09:32
Areszt wlicza się do kary, więc jak ta sprawa jeszcze potrwa, to posiedzi dłużej niż zasądzony wyrok.»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Kaczyński: "Z mediów się tego wszystkiego ...
- Siatkarskie ME zagrożone. Hala nie będzie ...
- Wiemy gdzie dziś fotoradar poluje na kierowców
- Nowy pomnik w Szczecinie. Oryginalny, ...
- Ilu milionerów jest w zachodniopomorskim
- Polonista oskarżony o pisanie prac na ...
- Piękna pogoda dziś i cały tydzień. Czy to ...




