Hok: Nie ciekawi mnie, kto ode mnie dzwonił

not kov
2009-11-17 , aktualizacja: 17.11.2009 19:43
A A A Drukuj
Nie wiem, nie interesuje mnie to, nie moja sprawa - tak marszałek Hok odpowiada na pytanie dotyczące dziwnych telefonów do Bemo Motors
Marek Hok
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG
Marek Hok


Ze stacjonarnego telefonu wicemarszałka Marka Hoka dzwoniono na różne numery należące do firmy Bemo Motors, która wygrała przetarg na dostawę dwóch fordów mondeo do Urzędu Marszałkowskiego. Przetarg był "ustawiony" pod jedną konkretną markę - Ford Mondeo. Telefony były wykonywane, zanim doszło do podpisania umowy. Wicemarszałek Hok poinformował prokuratora, że nie dzwonił do tej firmy. Prokuratorowi nie udało się ustalić treści rozmów ani dowiedzieć, kto z kim rozmawiał. Śledztwo zostało umorzone.

Rozmowa z marszałkiem Hokiem

Jolanta Kowalewska: Skoro prokuratorowi nie udało się dowiedzieć, kto dzwonił z pana telefonu do Bemo Motors, to będzie się pan starał wyjaśnić to na własną rękę?

Marek Hok: - Nie. Mnie nie interesuje i nie interesowała ta sprawa. Przecież, to nie podległe mi wydziały odpowiadały za przetarg na zakup aut (Hok odpowiada za służbę zdrowia - dop. red.) .

A nie nurtuje, pana kto mógł wejść do pańskiego gabinetu i dzwonić do Bemo Motors?

- Nie. Bo jeszcze raz podkreślam: ta sprawa mnie nie interesuje. Nie podlegała mi, ja za nią nie odpowiadałem.

W jakich godzinach wykonywane były z pańskiego telefonu te połączenia?

- Nie wiem. Prokurator mnie nie poinformował.

Nie zaciekawiło to pana. Nie zapytał pan?

- Przecież to on zadawał pytania, nie ja.

O co pana pytał?

- Czy dzwoniłem, odpowiedziałem, że nie. Pytał też, kto mógł dzwonić. Odpowiedziałem, że nie wiem.

Przecież ja nie siedzę przez 12 godzin w gabinecie.

Kto miał dostęp do pańskiego telefonu?

- Mój gabinet jest tak zorganizowany, że dzielę wspólny sekretariat z innym członkiem zarządu. Jest taki trzypokojowy układ. Jeden gabinet zajmuję ja, drugi - drugi członek zarządu województwa - wtedy był nim Witold Jabłoński, a obecnie Wojciech Drożdż, trzeci pokój to nasz wspólny sekretariat, w którym pracują dwie panie sekretarki. Ja bardzo rzadko dzwoniłem sam, najczęściej prosiłem sekretarkę o połączenie. Nie wiem, czy ten telefon, który stał na biurku sekretarki, z którego mnie łączyła, miał taki sam numer, jak ten w moim gabinecie. Nie wiem, kto mógł dzwonić. Trudno, żebym wychodząc z gabinetu zamykał go na klucz, skoro był jeszcze sekretariat.

W wielu firmach jest tak, że pracownik, zanim wykona połączenie, musi najpierw wykręcić swój PIN, swój kod. W Urzędzie Marszałkowskim takich zabezpieczeń nie ma.

- Wcześniej nie było konieczności, by podejmować takie środki ostrożności. Może jest to dobre rozwiązanie, ale teraz, jak są telefony komórkowe, to kto wykonuje jakieś osobiste połączenia z telefonu stacjonarnego?

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 23 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos