Dlaczego umorzono marszałkowskie afery

Jolanta Kowalewska
2009-11-12 , aktualizacja: 12.11.2009 18:29
A A A Drukuj
Prokuratura umorzyła śledztwo dotyczące zakupu fordów mondeo, bo uznała, że pracownicy Urzędu Marszałkowskiego nie mieli świadomości, iż przygotowali przetarg pod jedną określoną markę.
Jeden  z dwóch najsłynniejszych fordów mondeo w Szczecinie.  Urząd Zamówień Publicznych domaga się, by marszałek zwrócił je firmie Bemo Motors, ponieważ przetarg  został przeprowadzony niezgodnie z prawem. Prokuratura nie dopatrzyła się w tej sprawie przestępstwa
Fot. Cezary Aszkiełowicz / AG
Jeden z dwóch najsłynniejszych fordów mondeo w Szczecinie. Urząd Zamówień Publicznych domaga się, by marszałek zwrócił je firmie Bemo Motors, ponieważ przetarg został przeprowadzony niezgodnie z prawem. Prokuratura nie dopatrzyła się w tej sprawie przestępstwa
"Gazeta" zapoznała się z prokuratorskimi uzasadnieniami dotyczącymi umorzeń trzech bardzo głośnych śledztw prowadzonych w rządzonym przez koalicję PO-PSL Urzędzie Marszałkowskim. Chodzi o tzw. afery samochodową, kalendarzową i biurową. Wszystkie trzy sprawy prowadził prokurator Michał Lasota.

Fordy, czy urzędnik nie wie tyle co biegły

W czerwcu ubiegłego roku Urząd Marszałkowski kupił dwa fordy mondeo. "Gazeta" pisała, że inna transakcja nie była możliwa, bo specyfikacja przetargu jasno wskazywała tylko na tę markę. Następnie prezes Urzędu Zamówień Publicznych powołał biegłych rzeczoznawców i na podstawie ich opinii także stwierdził, że warunki przetargu zostały tak zrobione, że wymogi mogła spełniać tylko jedna marka - Ford Mondeo.

Prezes urzędu domaga się teraz unieważnienia tej umowy.

W prowadzonym śledztwie prokurator potwierdził, że rzeczywiście żadna inna marka nie mogła spełnić postawionych przez Urząd Marszałkowski wymogów. Prokurator Michał Lasota uznał jednak, że przy ustalaniu takich, a nie innych warunków specyfikacji nie doszło do niedopełnienia obowiązków przez urzędników. Nie ma umyślnego działania, bowiem to dopiero biegli z zakresu motoryzacji, a nie urzędnicy, dysponowali wiedzą, że tak postawionym przez nich warunkom przetargu mogła sprostać tylko jedna marka. "Wiadomości specjalne są zaś fragmentem wiedzy wykraczającej poza zasób posiadany przez przeciętnego człowieka" - pisze w uzasadnieniu prokurator Michał Lasota.

Kalendarze, czyli nie ma możliwości

W przypadku afery kalendarzowej istniało podejrzenie, że warte 500 tys. zł zamówienie na druk kalendarzy, folderów, notesów i innych materiałów reklamowych nie zostało wykonane na czas, a urząd zapłacił. Wykonawcą była znana na szczecińskim rynku firma poligraficzna Zapol.

Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożyli radni z komisji rewizyjnej. Urzędnicy tłumaczyli się, że wszystkich materiałów od razu nie było, bo składowano je w drukarni Zapol. Jednak warunki przetargu jasno mówiły, że cały towar powinien od razu trafić do Urzędu Marszałkowskiego.

To śledztwo również zostało umorzone, bowiem prokurator nie znalazł dowodów, że druk materiałów nastąpił z opóźnieniem. Prokurator oparł się tutaj na zeznaniach urzędników oraz wyjaśnieniach pracowników firmy Zapol, którzy zapewniali, że całe zlecenie zostało wykonane na czas. Dwie urzędniczki zeznały, że dokładnie przeliczyły cały materiał, a następnie na ustne polecenie Przemysława Kowalewskiego, dyrektora gabinetu marszałka, znaczną partię zostawiły na przechowanie w Zapolu. Na podstawie badań maszyn poligraficznych Zapolu próbowano sprawdzić, kiedy materiał został wydrukowany. Jednak powołany przez prokuraturę biegły stwierdził, że nie ma możliwości takiej weryfikacji. Zbadano także sześć komputerów Urzędu Marszałkowskiego, z których wysyłano zlecenia do Zapolu. Nie znaleziono informacji, które świadczyłyby o tym, że zamówienie zostało wykonane zbyt późno. Prokurator zaznaczył jednak, że komputery przekazane biegłemu zawierały ślady usuwania plików, nie wszystkie udało się odzyskać, bowiem serwer Urzędu Marszałkowskiego nie ma trwałej archiwizacji, a tylko 99-dniową.

"Skoro bowiem nie ma możliwości podważenia ustaleń w zakresie czasu wykonania przedmiotu umowy, nie można wykazać fałszywości informacji zawartych w protokole zdawczo-odbiorczym" [informacja urzędniczek, że towar został wykonany zgodnie z umową - red.] - brzmi fragment uzasadnienia do umorzenia śledztwa.

Biura, czyli niedopełnienie

O tzw. aferze biurowej "Gazeta" napisała w październiku ubiegłego roku. Poinformowaliśmy, że rządzony przez PO Urząd Marszałkowski wynajął od prywatnej firmy B-Partner (wcześniej Idea Inwest) cały budynek po stawkach droższych od rynkowych. Nie ogłaszano przetargu, nie zamieszczano ogłoszeń (tylko na studenckim portalu Infoludek i w jednym biurze nieruchomości). Na dodatek z tą firmą związana była posłanka PO Renata Zaremba - zasiadała w jej zarządzie, miała pożyczone od tej firmy 150 tys. zł i w czasie kampanii wyborczej do parlamentu prezentowała się na plakatach Idea Inwest. Za 2,5 tys. m kw. przy ul. Kolumba urząd płaci 1,9 mln zł rocznie. Stawka za metr - 64 zł. Prowadzący śledztwo Michał Lasota sprawdził, ile kosztowało w tamtym czasie wynajęcie takiego budynku i czy można znaleźć tak dużą powierzchnię. Znalazł trzy lokalizacje. Budynki w centrum. Cena za metr znacznie niższa od 30 do 40 zł. Dwie z nich dostępne były od 1 czerwca 2008 r. i od 25 sierpnia 2008. Umowę na dzierżawę biur przy Kolumba Urząd Marszałkowski podpisał 1 października 2008 roku - zatem wtedy, gdy miał już do dyspozycji tańsze pomieszczenia. Prokurator uznał jednak, że nie można tu mówić o niedopełnieniu obowiązków przez pracowników, ponieważ kiedy poszukiwali biur, alternatywnych ofert akurat nie było. Prokurator zaznaczył: "samo bowiem nawet przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariusza nie wypełnia jeszcze znamion przestępstwa, choć może być podstawą odpowiedzialności służbowej lub dyscyplinarnej".

Wynajmem biur przez Urząd Marszałkowski w tym roku zajmowała się także Najwyższa Izba Kontroli. Stwierdzono, że budynek przy ul. Kolumba wynajęto za drogo, działano niegospodarnie.



Komentarz Wojciecha Jachima

O umorzeniu trzech postępowań dotyczących Urzędu Marszałkowskiego świat poinformowały służby prasowe urzędu we wtorek po południu. Wkrótce potem sekretarz zarządu regionu zachodniopomorskiej Platformy Obywatelskiej Michał Marcinkiewicz rozesłał do mediów triumfalne oświadczenie. Marcinkiewicz dowodzi w nim, że działacze PO są aniołami niewinności, zaś szczecińska "Gazeta Wyborcza" wywodzi się z piekła. Zdaniem sekretarza PO takie wnioski wynikają wprost z faktu, że postępowania zostały umorzone. Pan Marcinkiewicz posunął się nawet do stwierdzenia, że "Gazeta", opisując afery Urzędu Marszałkowskiego "manipulowała czytelnikami, a tym samym wyborcami".

W uzasadnienia umorzeń i z innych informacji, które przypomina dziś Jolanta Kowalewska wynika jednak, że cała ta sprawa nie jest tak czarno-biała, jak chciałby tego Michał Marcinkiewicz i jego partyjni przyjaciele. Panie Michale, zapewniam Pana, że nie jesteśmy w zmowie ani z Urzędem Zamówień Publicznych, ani z Najwyższą Izbą Kontroli. Po prostu patrzymy władzy na ręce, i choćby nie wiem, jak bardzo to Pana denerwowało, patrzeć będziemy nadal.

Wojciech Jachim

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 72 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

  • Dlaczego umorzono marszałkowskie afery zgr-edo 12.11.09, 19:01

    o świętych krowach nie słyszeli ?»

  • POkuratura tateti 12.11.09, 19:13

    Propunuję zmianę nazwy instytucji stojacej na straży przestrzegania prawa:POkuratura»

  • można liczyć na Jacynę-Witt tateti 12.11.09, 21:48

    www.jacyna-witt.pl/index.php?m=blog&bm=6&bpm=21&blog=350&lg=1Dzisiaj "pod krawatem" u Chacińskiego szef SLD w Szczecinie powiedział że nie było nic nieprawidłowego przy wynajmie pomieszczeń»