ZCh Police same sobie nie poradzą
2009-10-05
, aktualizacja: 05.10.2009 20:32
- Prezentowany program naprawczy jest mało konkretny. Dobrze byłoby, gdyby rząd opracował jakiś plan ratunkowy dla Szczecina, bo upadła nam stocznia, a teraz bliski jest upadek Zakładów Chemicznych - mówi poseł Longin Komołowski
ZOBACZ TAKŻE
- Gazowe ultimatum dla ZCh Police. Koniec firmy? (19-11-09, 07:00)
- Kredyt dla Polic tuż tuż. Jak go nie przejeść? (07-10-09, 07:00)
- Co dalej z Policami? Odpowiada prezes (05-10-09, 10:12)
- ZCh Police. Wstrzymane zwolnienia (01-10-09, 09:41)
- Rośnie napięcie w Zakładach Chemicznych Police (26-09-09, 14:00)
SERWISY
Ale Adam Leszkiewicz, wiceminister skarbu odpowiedzialny za branżę chemiczną, nie potrafił w poniedziałek znaleźć recepty na wyjście z tarapatów: - Jeszcze w tym tygodniu będziemy rozmawiać o programie prywatyzacji "Polic" - powtarzał.
Zakłady Chemiczne "Police" po upadku Stoczni Szczecińskiej Nowa to największy zakład w regionie. Zatrudnia 3 tys. ludzi, do tego w spółkach zależnych kolejne 1,5 tys. Upadek firmy oznaczałby katastrofę dla ponad 30-tysięcznych Polic, ale skutki tego odczułby także Szczecin.
Sytuacja w kombinacie jest napięta. W pierwszej połowie roku firma zanotowała 230 mln zł straty. Obecnie pracuje na pół mocy. Związki weszły w spór zbiorowy z zarządem.
Dlatego w poniedziałek wojewoda Marcin Zydorowicz zwołał na prośbę związków posiedzenie Wojewódzkiej Komisji Dialogu Społecznego.
Do Urzędu Wojewódzkiego - oprócz zarządu "Polic" i związkowców - przyjechali posłowie, radni, starosta i burmistrz "Polic", przedstawiciele Ministerstwa Skarbu Państwa i Agencji Rozwoju Przemysłu. MSP jest większościowym udziałowcem spółki (ponad 60 proc. akcji), ARP ma prawie 9 proc. akcji i zgodziło się na poręczenie kredytu, który chcą w banku PKO BP zaciągnąć "Police". Spółka od kilku miesięcy stara się o 190 mln. zł pożyczki.
Zarząd na kredycie opiera nadzieję na wyprowadzenie firmy z impasu.
- 140 mln zł wydamy na zobowiązania, 50 mln zł chcemy przeznaczyć na zakupy surowców do produkcji na początku przyszłego roku - wyjaśniał prezes Zbigniew Miklewicz.
Zarówno związkowcy, jak i posłowie biorący udział w spotkaniu byli sceptyczni. Waldemar Badełek, szef Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego dowodził, że kredyt może stanowić tylko doraźną poprawę sytuacji.
- Mamy 230 mln długu, staramy się o kredyt na 190 mln zł. Pomoże on? Nie pomoże. Wiele tu się mówi o ograniczeniu kosztów pracy. Roczny fundusz płac wynosi 175 mln zł, nawet gdybyśmy przez rok nie brali pensji, to też nie pomoże - wyliczał. - My już w grudniu ub.r. składaliśmy wniosek o pożyczkę dla firmy. Gdyby wówczas rząd zareagował, dziś nie mielibyśmy aż tak wielkich kłopotów.
- Dziwi mnie pokładanie tak dużej wiary w kredyt, którego jeszcze spółka nie dostała. Tymczasem zarząd już wie, jak rozdysponuje te pieniądze - dodaje Longin Komołowski, poseł niezależny.
Zdaniem przedstawicieli zarządu wprowadzenie programu naprawczego przyniosło korzyści szacowane na 300 mln zł.
- Redukcja kosztów produkcji dała 124 mln zł, a aktywizacja sprzedaży 83 mln zł - dowodził Miklewicz.
Wszyscy byli zgodni, że ratunkiem dla firmy może być uzyskanie lepszych wyników sprzedaży.
- Zysk operacyjny możemy zacząć uzyskiwać w grudniu lub styczniu - zapewniał prezes.
Tymczasem w tej chwili spółka sztucznie wpływa na ceny swych wyrobów. We wrześniu dokonała przeceny surowców, które kupiła po wyższych cenach do poziomu stawek obowiązujących obecnie. Dzięki temu znacznie obniżyła też ceny swych produktów. To może zwiększyć sprzedaż, ale jednocześnie znacznie zwiększy stratę, jaką trzeba będzie wykazać w bilansie września.
To doraźne działania, które podejmuje spółka, by ratować się w kryzysie. Program naprawczy zakłada też zdobycie dodatkowych pieniędzy poprzez zbycie udziałów w spółkach zależnych oraz budowę z jakimś koncernem energetycznym dużej elektrowni na terenach należących do spółki.
- To wszystko nie przekonuje mnie, że sytuacja spółki się zmieni. Prezentowany program naprawczy jest mało konkretny. Dobrze byłoby, gdyby rząd opracował jakiś plan ratunkowy dla Szczecina, bo upadła nam stocznia, a teraz bliski jest upadek Zakładów Chemicznych - mówi Komołowski.
Adam Leszkiewicz, wiceminister skarbu odpowiedzialny za branżę chemiczną, powtarzał znany od lat argument, że kłopoty spółki biorą się z braku dywersyfikacji produkcji oraz dekoniunktury.
Głównymi wierzycielami chemicznej spółki są: PGNiG - dostawca gazu potrzebnego do produkcji nawozów, gmina Police (aby ulżyć firmie, już wstrzymała pobieranie podatku od nieruchomości) i Urząd Marszałkowski, który pobiera opłaty środowiskowe.
Zakłady Chemiczne "Police" po upadku Stoczni Szczecińskiej Nowa to największy zakład w regionie. Zatrudnia 3 tys. ludzi, do tego w spółkach zależnych kolejne 1,5 tys. Upadek firmy oznaczałby katastrofę dla ponad 30-tysięcznych Polic, ale skutki tego odczułby także Szczecin.
Sytuacja w kombinacie jest napięta. W pierwszej połowie roku firma zanotowała 230 mln zł straty. Obecnie pracuje na pół mocy. Związki weszły w spór zbiorowy z zarządem.
Dlatego w poniedziałek wojewoda Marcin Zydorowicz zwołał na prośbę związków posiedzenie Wojewódzkiej Komisji Dialogu Społecznego.
Do Urzędu Wojewódzkiego - oprócz zarządu "Polic" i związkowców - przyjechali posłowie, radni, starosta i burmistrz "Polic", przedstawiciele Ministerstwa Skarbu Państwa i Agencji Rozwoju Przemysłu. MSP jest większościowym udziałowcem spółki (ponad 60 proc. akcji), ARP ma prawie 9 proc. akcji i zgodziło się na poręczenie kredytu, który chcą w banku PKO BP zaciągnąć "Police". Spółka od kilku miesięcy stara się o 190 mln. zł pożyczki.
Zarząd na kredycie opiera nadzieję na wyprowadzenie firmy z impasu.
- 140 mln zł wydamy na zobowiązania, 50 mln zł chcemy przeznaczyć na zakupy surowców do produkcji na początku przyszłego roku - wyjaśniał prezes Zbigniew Miklewicz.
Zarówno związkowcy, jak i posłowie biorący udział w spotkaniu byli sceptyczni. Waldemar Badełek, szef Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego dowodził, że kredyt może stanowić tylko doraźną poprawę sytuacji.
- Mamy 230 mln długu, staramy się o kredyt na 190 mln zł. Pomoże on? Nie pomoże. Wiele tu się mówi o ograniczeniu kosztów pracy. Roczny fundusz płac wynosi 175 mln zł, nawet gdybyśmy przez rok nie brali pensji, to też nie pomoże - wyliczał. - My już w grudniu ub.r. składaliśmy wniosek o pożyczkę dla firmy. Gdyby wówczas rząd zareagował, dziś nie mielibyśmy aż tak wielkich kłopotów.
- Dziwi mnie pokładanie tak dużej wiary w kredyt, którego jeszcze spółka nie dostała. Tymczasem zarząd już wie, jak rozdysponuje te pieniądze - dodaje Longin Komołowski, poseł niezależny.
Zdaniem przedstawicieli zarządu wprowadzenie programu naprawczego przyniosło korzyści szacowane na 300 mln zł.
- Redukcja kosztów produkcji dała 124 mln zł, a aktywizacja sprzedaży 83 mln zł - dowodził Miklewicz.
Wszyscy byli zgodni, że ratunkiem dla firmy może być uzyskanie lepszych wyników sprzedaży.
- Zysk operacyjny możemy zacząć uzyskiwać w grudniu lub styczniu - zapewniał prezes.
Tymczasem w tej chwili spółka sztucznie wpływa na ceny swych wyrobów. We wrześniu dokonała przeceny surowców, które kupiła po wyższych cenach do poziomu stawek obowiązujących obecnie. Dzięki temu znacznie obniżyła też ceny swych produktów. To może zwiększyć sprzedaż, ale jednocześnie znacznie zwiększy stratę, jaką trzeba będzie wykazać w bilansie września.
To doraźne działania, które podejmuje spółka, by ratować się w kryzysie. Program naprawczy zakłada też zdobycie dodatkowych pieniędzy poprzez zbycie udziałów w spółkach zależnych oraz budowę z jakimś koncernem energetycznym dużej elektrowni na terenach należących do spółki.
- To wszystko nie przekonuje mnie, że sytuacja spółki się zmieni. Prezentowany program naprawczy jest mało konkretny. Dobrze byłoby, gdyby rząd opracował jakiś plan ratunkowy dla Szczecina, bo upadła nam stocznia, a teraz bliski jest upadek Zakładów Chemicznych - mówi Komołowski.
Adam Leszkiewicz, wiceminister skarbu odpowiedzialny za branżę chemiczną, powtarzał znany od lat argument, że kłopoty spółki biorą się z braku dywersyfikacji produkcji oraz dekoniunktury.
Głównymi wierzycielami chemicznej spółki są: PGNiG - dostawca gazu potrzebnego do produkcji nawozów, gmina Police (aby ulżyć firmie, już wstrzymała pobieranie podatku od nieruchomości) i Urząd Marszałkowski, który pobiera opłaty środowiskowe.
Najnowsze wiadomości
- 21 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
ZCh Police same sobie nie poradzą
zed.1
06.10.09, 02:20
- Dziwi mnie pokładanie tak dużej wiary w kredyt, którego jeszcze spółka niedostała. Tymczasem zarząd już wie, jak rozdysponuje te pieniądze - dodajeLongin Komołowski, poseł niezależny.a »
-
ZCh Police same sobie nie poradzą
czemu_ja
06.10.09, 08:29
niemozliwe! jak to sobie same nie poradza? przeciez jest znakomita kadrazarzadzajaca, swietni fachowcy, menażerowie z pjerfszej ligii...potrzeba wiecej fachowcow z politycznego klucza!»
-
ZCh Police same sobie nie poradzą
wywijas
07.10.09, 11:34
do zoba»
Najczęściej czytane24 htydzień




