Co dalej z Policami? Odpowiada prezes
2009-10-05
, aktualizacja: 05.10.2009 10:12
- Prywatyzacja poprzez branżowego inwestora może okazać się jedyną drogą ratunku dla Zakładów Chemicznych w Policach - mówi prezes spółki Zbigniew Miklewicz
ZOBACZ TAKŻE
- Police dostaną kredyt, jeśli... (17-10-09, 14:00)
- Kredyt dla Polic. Jest rekomendacja, ale jaka? (07-10-09, 19:57)
- Kredyt dla Polic tuż tuż. Jak go nie przejeść? (07-10-09, 07:00)
- ZCh Police same sobie nie poradzą (05-10-09, 20:31)
- ZCh Police. Wstrzymane zwolnienia (01-10-09, 09:41)
- Rośnie napięcie w Zakładach Chemicznych Police (26-09-09, 14:00)
SERWISY
Tydzień temu wszystkie związki zawodowe w Zakładach podjęły decyzję o wejściu w spór zbiorowy z zarządem.
To efekt rosnącego zadłużenia spółki, redukcji zatrudnienia, braku zamówień na prace zlecane spółkom córkom i słabej sprzedaży gotowych wyrobów. O przyczyny tej sytuacji i plany wyjścia z impasu pytamy prezesa ZCh Police Zbigniewa Miklewicza.
Rozmowa z prezesem ZCh Police
Mariusz Rabenda: Minęły trzy miesiące pana rządów i ma pan spór zbiorowy w firmie. Jednym z postulatów jest odwołanie całego zarządu.
Zbigniew Miklewicz: Ja i zarząd odbyliśmy wiele spotkań z przedstawicielami związków. Wszystkie miały na celu zbliżenie stanowisk. Ale mamy inne poglądy na to, jak wyjść z trudności. Powołała nas Rada Nadzorcza i jeśli ona oceni, że niedobrze wypełniamy obowiązki, to nas odwoła. Jestem pierwszym prezesem, który nie przyszedł z zewnątrz i zna zakład od podszewki. Pracuję tu już siedem lat. Byłem szefem controllingu i głównym księgowym. Ministerstwo Skarbu uznało, że moje doświadczenie i kwalifikacje są właściwe, by powierzyć mi zadanie wyprowadzenia spółki z kryzysu. Tę misję realizuję.
Padają zarzuty, że jest pan technokratą, dla którego tabelki są ważniejsze od ludzi.
- Jestem ekonomistą i rozumiem, że jeśli nie ma pieniędzy, to nie można realizować postawionych celów. Dążę do tego, by spółka odzyskała stabilność finansową. Nie są dla mnie ważne tabelki, jednak nie można zapominać, jakie znaczenie mają pieniądze, a właściwie ich brak.
Co przyniosły pierwsze rozmowy po ogłoszeniu sporu zbiorowego?
- Przekazaliśmy związkom informacje o tym, co już zrobiliśmy oraz poinformowaliśmy, jak planujemy przeprowadzić restrukturyzację zatrudnienia. Czekamy, by związkowcy odnieśli się do naszych planów restrukturyzacji. Jesteśmy otwarci na inne pomysły.
Restrukturyzacja zatrudnienia oznacza zwolnienia.
- Kryzys sprawił, że produkujemy i sprzedajemy o połowę mniej niż w latach ubiegłych. To spowodowało nadwyżkę zatrudnienia. Zdecydowaliśmy, by nie przedłużać części umów zawartych na czas określony. Zrobiliśmy analizę tych umów. Wynika z niej, że możliwe jest przedłużenie większej części umów na czas określony. Ale z pozostałą częścią pracowników będziemy zmuszeni się rozstać.
Ilu ludzi straci pracę?
- Proponujemy kontynuację umów czasowych 218 osobom. Nie chcemy przedłużać 128 umów. Te liczby wynikają z konsultacji z kierownikami poszczególnych zakładów.
Związki twierdzą, że rozwiązywanie umów następuje w sposób mechaniczny, bez oceny, czy zwalniani pracownicy są potrzebni.
- W lipcu i sierpniu, gdy redukowaliśmy moce produkcyjne, musieliśmy przenosić ludzi z instalacji wyłączanych na te, które pracowały. Wtedy rzeczywiście nie przedłużaliśmy żadnej umowy na czas określony. Obecnie podchodzimy do każdego przypadku indywidualnie, przy czym ocen dokonuje nie zarząd, a kierownicy, u których ci ludzie pracują.
Po pierwszym kwartale tego roku straty spółki wynosiły 175 mln zł. Po drugim wzrosły do 230 mln. zł. Dalej rosną?
- Od października 2008 do dziś spółka co miesiąc przynosi straty operacyjne. Problemem "Polic" jest brak popytu na wyroby gotowe i wysokie ceny surowców. Wyjścia na plus oczekujemy dopiero na przełomie roku 2009 i 2010. Sytuacja finansowa spółki jest bardzo trudna. Poziom strat i problemy z płynnością są ogromne.
Większe niż wtedy, gdy prezesem został Krzysztof Żyndul [długi ZCh w chwili objęcia prezesury przez Żyndula w 2002 r. wynosiły 60 mln zł - przyp. red.]?
- Nie dość, że strata wówczas była znacznie mniejsza, to jeszcze mógł on wtedy pozwolić na niemożliwe obecnie działania. Nie byliśmy wówczas w UE i bardziej dostępna była pomoc publiczna. Spółka nie była na giełdzie, co też pozwalało na większą swobodę zarządowi.
To efekt rosnącego zadłużenia spółki, redukcji zatrudnienia, braku zamówień na prace zlecane spółkom córkom i słabej sprzedaży gotowych wyrobów. O przyczyny tej sytuacji i plany wyjścia z impasu pytamy prezesa ZCh Police Zbigniewa Miklewicza.
Rozmowa z prezesem ZCh Police
Mariusz Rabenda: Minęły trzy miesiące pana rządów i ma pan spór zbiorowy w firmie. Jednym z postulatów jest odwołanie całego zarządu.
Zbigniew Miklewicz: Ja i zarząd odbyliśmy wiele spotkań z przedstawicielami związków. Wszystkie miały na celu zbliżenie stanowisk. Ale mamy inne poglądy na to, jak wyjść z trudności. Powołała nas Rada Nadzorcza i jeśli ona oceni, że niedobrze wypełniamy obowiązki, to nas odwoła. Jestem pierwszym prezesem, który nie przyszedł z zewnątrz i zna zakład od podszewki. Pracuję tu już siedem lat. Byłem szefem controllingu i głównym księgowym. Ministerstwo Skarbu uznało, że moje doświadczenie i kwalifikacje są właściwe, by powierzyć mi zadanie wyprowadzenia spółki z kryzysu. Tę misję realizuję.
Padają zarzuty, że jest pan technokratą, dla którego tabelki są ważniejsze od ludzi.
- Jestem ekonomistą i rozumiem, że jeśli nie ma pieniędzy, to nie można realizować postawionych celów. Dążę do tego, by spółka odzyskała stabilność finansową. Nie są dla mnie ważne tabelki, jednak nie można zapominać, jakie znaczenie mają pieniądze, a właściwie ich brak.
Co przyniosły pierwsze rozmowy po ogłoszeniu sporu zbiorowego?
- Przekazaliśmy związkom informacje o tym, co już zrobiliśmy oraz poinformowaliśmy, jak planujemy przeprowadzić restrukturyzację zatrudnienia. Czekamy, by związkowcy odnieśli się do naszych planów restrukturyzacji. Jesteśmy otwarci na inne pomysły.
Restrukturyzacja zatrudnienia oznacza zwolnienia.
- Kryzys sprawił, że produkujemy i sprzedajemy o połowę mniej niż w latach ubiegłych. To spowodowało nadwyżkę zatrudnienia. Zdecydowaliśmy, by nie przedłużać części umów zawartych na czas określony. Zrobiliśmy analizę tych umów. Wynika z niej, że możliwe jest przedłużenie większej części umów na czas określony. Ale z pozostałą częścią pracowników będziemy zmuszeni się rozstać.
Ilu ludzi straci pracę?
- Proponujemy kontynuację umów czasowych 218 osobom. Nie chcemy przedłużać 128 umów. Te liczby wynikają z konsultacji z kierownikami poszczególnych zakładów.
Związki twierdzą, że rozwiązywanie umów następuje w sposób mechaniczny, bez oceny, czy zwalniani pracownicy są potrzebni.
- W lipcu i sierpniu, gdy redukowaliśmy moce produkcyjne, musieliśmy przenosić ludzi z instalacji wyłączanych na te, które pracowały. Wtedy rzeczywiście nie przedłużaliśmy żadnej umowy na czas określony. Obecnie podchodzimy do każdego przypadku indywidualnie, przy czym ocen dokonuje nie zarząd, a kierownicy, u których ci ludzie pracują.
Po pierwszym kwartale tego roku straty spółki wynosiły 175 mln zł. Po drugim wzrosły do 230 mln. zł. Dalej rosną?
- Od października 2008 do dziś spółka co miesiąc przynosi straty operacyjne. Problemem "Polic" jest brak popytu na wyroby gotowe i wysokie ceny surowców. Wyjścia na plus oczekujemy dopiero na przełomie roku 2009 i 2010. Sytuacja finansowa spółki jest bardzo trudna. Poziom strat i problemy z płynnością są ogromne.
Większe niż wtedy, gdy prezesem został Krzysztof Żyndul [długi ZCh w chwili objęcia prezesury przez Żyndula w 2002 r. wynosiły 60 mln zł - przyp. red.]?
- Nie dość, że strata wówczas była znacznie mniejsza, to jeszcze mógł on wtedy pozwolić na niemożliwe obecnie działania. Nie byliśmy wówczas w UE i bardziej dostępna była pomoc publiczna. Spółka nie była na giełdzie, co też pozwalało na większą swobodę zarządowi.
W całym sektorze chemicznym sytuacja Polic wygląda najgorzej.
- Dlatego, że nawozów z grupy NPK [wieloskładnikowych zawierających azot, fosfor i potas - przyp. red.] nie stosuje się co roku. Gdy jest kryzys, rolnicy mogą zaoszczędzić przez rok czy dwa, nie stosując ich i nie ma to znaczącego wpływu na wielkość plonów. Natomiast nawozy azotowe trzeba stosować co roku. Jednak w przypadku branży azotowej kryzys nadchodzi teraz - ze względu na wysokie ceny gazu potrzebnego do produkcji.
Co zrobiliście, by wierzytelności nie rosły?
- Mamy podpisaną umowę z PGNiG na zasadach kredytu kupieckiego. Finansuje nas do czasu przyznania nam pożyczki bankowej. Również inni dostawcy udzielają nam kredytów kupieckich. Gdy uzyskamy kredyt bankowy, spłacimy te kupieckie i wówczas ustabilizuje się nasza sytuacja finansowa.
Pożyczka bankowa potrzebna wam była w czerwcu czy lipcu, gdy kupuje się surowce potrzebne do produkcji nawozów w trzecim kwartale. Po co wam ona teraz?
- Mam nadzieję, że po miesiącach starań w końcu ten kredyt dostaniemy. Wykorzystamy go właśnie na spłatę kredytów kupieckich oraz zakup surowców potrzebnych do produkcji na początku przyszłego roku.
Jak obecnie wygląda sytuacja na rynku nawozowym?
- Od początku roku mamy bardzo niski eksport ze względu na niski poziom cen. W pierwszym półroczu nieźle szła sprzedaż na rynku krajowym, natomiast po żniwach ceny płodów rolnych spadły i rolnicy zmniejszyli popyt. Zaczynamy mieć także problemy na rynku wewnętrznym.
I to się nie zmieni?
- Sądzę, że się zmieni. Choćby z tego względu, że mamy zakontraktowane tańsze surowce i będziemy mogli zaoferować niższe ceny na nasze wyroby. Zimą rolnicy zaczną się przygotowywać do kolejnego sezonu i to także spowoduje wzrost popytu. W minionym roku nasi rolnicy stosowali mało nawozów wieloskładnikowych i teraz będą musieli to nadrobić. Liczymy też na wzrost cen zbóż oraz dopłaty dla rolników.
Kiedy uporacie się z problemem opcji walutowych?
- Rozliczenie opcji jest warunkiem kredytu bankowego. Jeśli otrzymamy kredyt, to będzie oznaczać, że problem opcji jest załatwiony. Wprowadzamy jednak nowy system zarządzania ryzykiem finansowym. Będziemy kupować opcje, ale na zupełnie innych - bezpiecznych - zasadach.
Jak spór zbiorowy może wpłynąć na decyzję o kredycie?
- Decyzja o przyznaniu kredytu zależy od oceny programu naprawczego. Rozpoczęliśmy realizację tego programu. Teraz, wspólnie ze związkami, rozmawiamy o jednym z jego elementów - czyli restrukturyzacji zatrudnienia. Zakładam, że nowe elementy, które pojawią się w programie naprawczym w wyniku tej dyskusji, nie będą kolidowały z decyzją o przyznaniu kredytu.
Ministerstwo planuje w przyszłym roku rozpocząć prywatyzację "Polic". Czy to się w obecnej sytuacji opłaci?
- Najwięksi gracze na rynku nawozowym, którzy jednocześnie dysponują surowcami i są producentami nawozów, ukształtowali tak niski poziom cen nawozów, że to zagraża w długim okresie konkurencyjności i bytowi "Polic". Nie jesteśmy w stanie konkurować na rynku z tańszym importem. To dlatego prywatyzacja jest potrzebna jak najwcześniej. Może się okazać, że będzie to jedyna możliwość uratowania spółki, zwłaszcza że intencją ministerstwa jest sprzedaż "Polic" inwestorowi branżowemu.
- Dlatego, że nawozów z grupy NPK [wieloskładnikowych zawierających azot, fosfor i potas - przyp. red.] nie stosuje się co roku. Gdy jest kryzys, rolnicy mogą zaoszczędzić przez rok czy dwa, nie stosując ich i nie ma to znaczącego wpływu na wielkość plonów. Natomiast nawozy azotowe trzeba stosować co roku. Jednak w przypadku branży azotowej kryzys nadchodzi teraz - ze względu na wysokie ceny gazu potrzebnego do produkcji.
Co zrobiliście, by wierzytelności nie rosły?
- Mamy podpisaną umowę z PGNiG na zasadach kredytu kupieckiego. Finansuje nas do czasu przyznania nam pożyczki bankowej. Również inni dostawcy udzielają nam kredytów kupieckich. Gdy uzyskamy kredyt bankowy, spłacimy te kupieckie i wówczas ustabilizuje się nasza sytuacja finansowa.
Pożyczka bankowa potrzebna wam była w czerwcu czy lipcu, gdy kupuje się surowce potrzebne do produkcji nawozów w trzecim kwartale. Po co wam ona teraz?
- Mam nadzieję, że po miesiącach starań w końcu ten kredyt dostaniemy. Wykorzystamy go właśnie na spłatę kredytów kupieckich oraz zakup surowców potrzebnych do produkcji na początku przyszłego roku.
Jak obecnie wygląda sytuacja na rynku nawozowym?
- Od początku roku mamy bardzo niski eksport ze względu na niski poziom cen. W pierwszym półroczu nieźle szła sprzedaż na rynku krajowym, natomiast po żniwach ceny płodów rolnych spadły i rolnicy zmniejszyli popyt. Zaczynamy mieć także problemy na rynku wewnętrznym.
I to się nie zmieni?
- Sądzę, że się zmieni. Choćby z tego względu, że mamy zakontraktowane tańsze surowce i będziemy mogli zaoferować niższe ceny na nasze wyroby. Zimą rolnicy zaczną się przygotowywać do kolejnego sezonu i to także spowoduje wzrost popytu. W minionym roku nasi rolnicy stosowali mało nawozów wieloskładnikowych i teraz będą musieli to nadrobić. Liczymy też na wzrost cen zbóż oraz dopłaty dla rolników.
Kiedy uporacie się z problemem opcji walutowych?
- Rozliczenie opcji jest warunkiem kredytu bankowego. Jeśli otrzymamy kredyt, to będzie oznaczać, że problem opcji jest załatwiony. Wprowadzamy jednak nowy system zarządzania ryzykiem finansowym. Będziemy kupować opcje, ale na zupełnie innych - bezpiecznych - zasadach.
Jak spór zbiorowy może wpłynąć na decyzję o kredycie?
- Decyzja o przyznaniu kredytu zależy od oceny programu naprawczego. Rozpoczęliśmy realizację tego programu. Teraz, wspólnie ze związkami, rozmawiamy o jednym z jego elementów - czyli restrukturyzacji zatrudnienia. Zakładam, że nowe elementy, które pojawią się w programie naprawczym w wyniku tej dyskusji, nie będą kolidowały z decyzją o przyznaniu kredytu.
Ministerstwo planuje w przyszłym roku rozpocząć prywatyzację "Polic". Czy to się w obecnej sytuacji opłaci?
- Najwięksi gracze na rynku nawozowym, którzy jednocześnie dysponują surowcami i są producentami nawozów, ukształtowali tak niski poziom cen nawozów, że to zagraża w długim okresie konkurencyjności i bytowi "Polic". Nie jesteśmy w stanie konkurować na rynku z tańszym importem. To dlatego prywatyzacja jest potrzebna jak najwcześniej. Może się okazać, że będzie to jedyna możliwość uratowania spółki, zwłaszcza że intencją ministerstwa jest sprzedaż "Polic" inwestorowi branżowemu.
Najnowsze wiadomości
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




