Znakomity koncert z okazji 40-lecia Słowianina
2009-09-20
, aktualizacja: 20.09.2009 19:51
W amfiteatrze zagrali muzycy, którzy mają po kilka dekad "na karku", ale witalności mogliby im pozazdrościć dziesiejsi dwudziestolatkowie
Maraton muzycznych dinozaurów otwierał chyba najmniej znany polskiej publiczności czeski zespół Olympic. Polecił ich organizatorom Józek Skrzek na pytanie, kogo widziałby na scenie obok SBB, TSA i Omegi. W Pradze byli supportem Rolling Stones. Sami nieustannie koncertują od 46 lat i trzymają formę. W szczecińskim amfiteatrze zagrali w piątek zestaw swoich najdynamiczniejszych utworów. - Teraz usłyszycie naszą najpopularniejszą w Czeskiej Republice piosenkę. Wiemy, że jej nie znacie, ale ona jest naprawdę piękna - wprowadzał w twórczość formacji jej lider Petr Janda, wokalista i gitarzysta.
Najważniejszym punktem wieczoru był jednak występ TSA. Ściągnął pod scenę najbardziej gęsty tłum, z mnóstwem młodzieży. Choć trzydzieści lat na scenie słychać już w głosie Marka Piekarczyka, to i tak pozostaje fenomenem. Ostro, energetyzująco wyśpiewał swoje metalowe klasyki, był "Maratończyk", "51", "Alien", na bis "Trzy zapałki", do których dziś kołysze się już nie tylko zapalniczkami, ale i światełkami w komórkach.
Najtrudniejszą muzykę w odbiorze reprezentował w tym gronie Józef Skrzek z SBB. Silesian Blues Band powstał w 1971 r. Z czasem szyld twórców rocka progresywnego rozszyfrowywano jako "Szukaj, Burz, Buduj". Dla koneserów nie zabrakło ich "Freedom", "Odlotu" czy "Rainbow Man", a pod publiczkę zabrzmiał nieskomplikowany bluesik "Shake Baby Shake", który lider zagrał na harmonijce ustnej. Charyzmatyczny Skrzek wydawał się tego wieczoru jednak trochę rozbity i bez żaru. Na koniec koncertu wyjaśnił: - Gramy tak smutno, bo jestem Ślązakiem i bardzo poruszyła mnie wiadomość o śmierci górników.
Między gośćmi prezentowali się szczecińscy wykonawcy: uczestnik festiwalu Gramy Brewery Szein, taneczna formacja dziecięca Szyk oraz ciepło przyjęty Vinders, który reaktywował się na jubileusz Słowianina. Po radości, jaką zrobili sobie po 26 latach członkowie (w składzie jest wokalista i gitarzysta Piotr Winnicki, prezes Polmosu, na perkusji gra Dariusz Wieczorek, szef SLD) to chyba nie będzie ich jedyny popis.
W finale wystąpił zespół, który w tym nestorskim gronie uznano za największą gwiazdę, Omega zagrała show: zespół wyszedł w takt "Marsza Radetzky'ego" Straussa, a potem ich muzykę uatrakcyjniały jeszcze efektowne prezentacje laserowe. Najgoręcej pod sceną przyjmowała ich kawałki liczna grupa Niemców, którzy wyśpiewywali kawałki z zespołem po węgiersku, a nam wykrzyczeli, że są członkami fanklubu Omegi z Berlina. Dopiero na bis, tuż przed pierwszą w nocy, zabrzmiała "Gyöngyhaj lány" czyli kultowa "Dziewczyna o perłowych włosach", która tak jak Słowianin narodziła się 40 lat temu.
Dla publiczności wypełniającej ponad połowę widowni Teatru Letniego koncert był wyjątkowym przeżyciem. Przyszli przede wszystkim ci, którzy chcieli zobaczyć starych znajomych, z którymi kilka dekad temu zaczynali przygodę z muzyką rockową. I nie musieli słuchać z playbacku.
Najważniejszym punktem wieczoru był jednak występ TSA. Ściągnął pod scenę najbardziej gęsty tłum, z mnóstwem młodzieży. Choć trzydzieści lat na scenie słychać już w głosie Marka Piekarczyka, to i tak pozostaje fenomenem. Ostro, energetyzująco wyśpiewał swoje metalowe klasyki, był "Maratończyk", "51", "Alien", na bis "Trzy zapałki", do których dziś kołysze się już nie tylko zapalniczkami, ale i światełkami w komórkach.
Najtrudniejszą muzykę w odbiorze reprezentował w tym gronie Józef Skrzek z SBB. Silesian Blues Band powstał w 1971 r. Z czasem szyld twórców rocka progresywnego rozszyfrowywano jako "Szukaj, Burz, Buduj". Dla koneserów nie zabrakło ich "Freedom", "Odlotu" czy "Rainbow Man", a pod publiczkę zabrzmiał nieskomplikowany bluesik "Shake Baby Shake", który lider zagrał na harmonijce ustnej. Charyzmatyczny Skrzek wydawał się tego wieczoru jednak trochę rozbity i bez żaru. Na koniec koncertu wyjaśnił: - Gramy tak smutno, bo jestem Ślązakiem i bardzo poruszyła mnie wiadomość o śmierci górników.
Między gośćmi prezentowali się szczecińscy wykonawcy: uczestnik festiwalu Gramy Brewery Szein, taneczna formacja dziecięca Szyk oraz ciepło przyjęty Vinders, który reaktywował się na jubileusz Słowianina. Po radości, jaką zrobili sobie po 26 latach członkowie (w składzie jest wokalista i gitarzysta Piotr Winnicki, prezes Polmosu, na perkusji gra Dariusz Wieczorek, szef SLD) to chyba nie będzie ich jedyny popis.
W finale wystąpił zespół, który w tym nestorskim gronie uznano za największą gwiazdę, Omega zagrała show: zespół wyszedł w takt "Marsza Radetzky'ego" Straussa, a potem ich muzykę uatrakcyjniały jeszcze efektowne prezentacje laserowe. Najgoręcej pod sceną przyjmowała ich kawałki liczna grupa Niemców, którzy wyśpiewywali kawałki z zespołem po węgiersku, a nam wykrzyczeli, że są członkami fanklubu Omegi z Berlina. Dopiero na bis, tuż przed pierwszą w nocy, zabrzmiała "Gyöngyhaj lány" czyli kultowa "Dziewczyna o perłowych włosach", która tak jak Słowianin narodziła się 40 lat temu.
Dla publiczności wypełniającej ponad połowę widowni Teatru Letniego koncert był wyjątkowym przeżyciem. Przyszli przede wszystkim ci, którzy chcieli zobaczyć starych znajomych, z którymi kilka dekad temu zaczynali przygodę z muzyką rockową. I nie musieli słuchać z playbacku.
Najnowsze wiadomości
- 6 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Znakomity koncert z okazji 40-lecia Słowianina
red.kazik
21.09.09, 10:51
ciekawe co by napisała red. Podgajna, gdyby Wyborcza nie miała patronatu nad ta imprezą? ;)»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Outlet i kino na prawobrzeżu już za 4 ...
- Jak ma wyglądać Baltic Park Molo w ...
- 33 propozycje na weekend. JEST W CZYM WYBIERAĆ
- Kaczyński: "Z mediów się tego wszystkiego ...
- Dni Morza 2012. Kuną na Orła. Szczegółowy ...
- Autostopowiczka: dajcie 10 złotych, bo ...
- Skok na jubilera w Kaskadzie. Jak sprawcy ...




więcej zdjęć