Oskarżony Marcin J. kieruje teraz pomocą w Myśliborzu

not. mg
05.02.2012 , aktualizacja: 03.02.2012 21:12
A A A Drukuj
Marcin J., były dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Szczecinie, oskarżony o oszustwo na szkodę gminy i starszego małżeństwa, został dyrektorem Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Myśliborzu.
Marcin J.
Marcin J.
Proces przeciwko Marcinowi J. toczy się przed Sądem Rejonowym Szczecin-Centrum. Wyrok może zapaść już w przyszłym tygodniu.

Zdaniem prokuratury oskarżony, jeszcze jako szeregowy pracownik MOPR, przejął od małżeństwa, które dostało skierowanie do domu seniora, mieszkanie o powierzchni 49,6 m kw. (warte 71 590 tys. zł), a następnie sprzedał je za 50 tys. zł.

Sprawa wyszła na jaw. Wezwana do magistratu była właścicielka mieszkania, powiedziała urzędnikom, że nic nie wie o sprzedaży jej mieszkania. Prezydent Piotr Krzystek skierował sprawę do prokuratury. Marcin J. stracił stanowisko. Nie przyznaje się do winy. Zasiadając na ławie oskarżonych, pełni teraz podobną funkcję jako dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Myśliborzu. Czy słusznie?

Marcin J., dyrektor PCPR w Myśliborzu, oskarżony

Na szczęście wyrok wydaje sąd, a nie prokuratura. Przede wszystkim nie zostałem usunięty ze stanowiska dyrektora MOPR w Szczecinie, tylko sam poprosiłem o to pana prezydenta. W kwestii etycznej uważam, że pan prezydent powinien być ostatnią osobą, która ma moralne prawo do wypowiadania się na temat mojego mieszkania. Poza tym to nie on i nie prokurator, ale ja znam wszystkie okoliczności i fakty w tej sprawie. Wiem, że nie popełniłem żadnego przestępstwa i to, co zrobiłem, nie było też absolutnie nieetyczne. Jeśli przejrzeć dokumenty z lat 90. i przeanalizować tę sprawę w kontekście ówczesnych warunków, to wcale nie wygląda tak, że wyłudziłem mieszkanie w zamian za miejsce w domu pomocy społecznej.

Ewelina Górecka, rzecznik Starostwa Powiatowego w Myśliborzu

Marcin J. jest zatrudniony na stanowisku dyrektora PCPR przez zarząd powiatu i to stanowisko rzeczywiście nadal pełni. Należy pamiętać, że w polskim prawodawstwie obowiązuje zasada domniemania niewinności i nie można wydawać wyroku, zanim zrobi to sąd. Jakie będą decyzje, kiedy już wyrok zapadnie, trudno mi powiedzieć, bo należą one do władz powiatu.

prof. Mirosław Rutkowski, etyk na Uniwersytecie Szczecińskim

Faktycznie, dopóki człowiekowi nie udowodni się winy, czyli do wyroku sądu, nie możemy go uznawać za winnego. Oczywiście, jeśli okazałoby się, że jest winny, to jasne, że nie powinien dalej piastować tego typu stanowiska, bo zarządza instytucją publiczną, za publiczne pieniądze, a na dodatek jest to instytucja, która ma dbać o dobro publiczne, szczególnie najbiedniejszych. A on jest oskarżony o to, że działał na szkodę zarówno dobra publicznego, jak i tych właśnie ludzi, czyli, że wykorzystał publiczną instytucję dla uzyskania prywatnej korzyści kosztem najsłabszych i najbardziej potrzebujących pomocy.

W sytuacji, gdy wyroku nie ma, uważam, że obecny pracodawca powinien sam zbadać powagę stawianych mu zarzutów. I jeśli uzna je za poważne, nabrać wątpliwości co do zaufania do swojego pracownika. Dla dobra publicznego tacy ludzie funkcji publicznych zajmować nie powinni do wyjaśnienia sprawy. Są instytucje, które w takich sytuacjach zawieszają pracownika w pełnionych obowiązkach i jest to jak najbardziej godna naśladowania praktyka.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 20 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy