Gdzie jest Michał? Matka: Już nie wiem, co robić.

Anna Łukaszuk
16.01.2012 , aktualizacja: 16.01.2012 16:26
A A A Drukuj
Wcześniejsza akcja poszukiwawcza w Darłowie Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta Wcześniejsza akcja poszukiwawcza w Darłowie
Z zabawy sylwestrowej w darłowskiej dyskotece Stołówka wyszedł nad ranem. Miał iść do hotelu, ale ruszył w przeciwnym kierunku. Powiedział: "Wiem, gdzie idę". Od tego czasu nikt go nie widział. W sobotę kilkanaście osób przeczesało ponad 20 hektarów pól w poszukiwaniu jakiegokolwiek śladu Michała Stachowicza
Michał Stachowicz
Fot. archiwum prywatne
Michał Stachowicz
Akcja poszukiwawcza w Darłowie
Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta
Akcja poszukiwawcza w Darłowie


24-letni Michał Stachowicz, student Akademii Pomorskiej, wyszedł z domu w Sławnie w sylwestra o godz. 18. Wsiadł do skody rodziców i pojechał do Darłowa. Umówił się tam z grupą kilkunastu osób na imprezę. Najpierw bawili się w pensjonacie, w którym mieli zabukowany nocleg. Ok. godz. 2 w nocy Michał z czwórką znajomych przenieśli się do oddalonej o kilkaset metrów dyskoteki Stołówka. Michał poszedł bez kurtki, w hotelu zostawił dokumenty, kluczyki od auta, telefon. Towarzystwo powoli się wykruszało, ok. godz. 4 Michał był już tylko z jedną koleżanką. Godzinę później zniknął jej z oczu. Według jednego z pracowników klubu chłopak ok. 5 wyszedł z lokalu. Zamiast iść do pensjonatu, ruszył w przeciwną stronę. Pracownik dyskoteki zeznał, że chciał go odprowadzić; krzyknął za nim, że idzie w złym kierunku. Michał odpowiedział: "Już ja wiem, gdzie idę". Nagranie z monitoringu miejskiego pokazuje kilka minut po godz. 5 mężczyznę idącego ulicą kilkaset metrów od Stołówki. Ale obraz jest zamazany, ciemny. Nikt nie ma pewności, czy to Michał, nawet rodzina.

- Miał wrócić do domu w Nowy Rok o godz. 18 - mówi jego mama Grażyna Stachowicz. - Rano zadzwonił telefon. Jakaś dziewczyna pytała, czy Michał jest w domu. Powiedziałam, że nie, że jeszcze nie wrócił. Rozłączyła się. Dopiero potem się domyśliłam, że sprawdzała, czy wrócił. Po południu zadzwoniła inna dziewczyna. Powiedziała, że syn zaginął.

Pani Grażyna z mężem wsiedli w samochód i pojechali do Darłowa. Zabrali z pensjonatu wszystkie rzeczy syna. Pojechali na komisariat zgłosić zaginięcie. Od tamtej pory trwają poszukiwania. W Darłowie, Sławnie, Koszalinie znajomi i rodzina rozwiesili plakaty. Na YouTube pojawił się film ze zdjęciami zaginionego.

Magdalena Burduk z Darłowa nie zna Michała, o jego zaginięciu dowiedziała się z gazet. I postanowiła zorganizować społeczną akcję poszukiwawczą - skrzyknąć ludzi i przeczesać okoliczne łąki. - Uznałam, że nie możemy tak bezczynnie siedzieć - mówi. - Napisałam na forum internetowym, że warto się ruszyć i coś zrobić. Każda pomoc się liczy.

Zbiórkę wyznaczyła na godz. 9 w sobotę. Pod jednostkę wojskową w Darłówku Zachodnim zjechali przede wszystkim znajomi Michała. Wśród nich nie było uczestników sylwestrowej zabawy. Dołączyło kilku mieszkańców Darłowa. Nie wszyscy znali zaginionego. Dowodził Wojciech Klocek, naczelnik Poszukiwawczego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego z Gdyni.

- Mamy za sobą już dziesiątki takich akcji - mówił. - Pomagaliśmy m.in. w poszukiwaniach Iwony Wieczorek w Trójmieście [zaginęła w Sopocie 18 lipca 2010 r.]. Ona się nie znalazła, ale naprawdę często udaje się odnaleźć zaginionego. Choć musimy wziąć pod uwagę wszystkie ewentualności, to podkreślam, póki co szukamy żywego człowieka.

Rodzina nie wzięła udziału w sobotniej akcji. Nie są w stanie - tłumaczyli znajomi. Grażyna Stachowicz przyjechała tylko podziękować. - Nie spodziewałam się, że spotkam się z taką życzliwością - mówiła zapłakana. - Nawet obcy ludzie wspierają. A my już nie wiemy, co robić. Jeżeli ktoś bliski umiera, to przynajmniej wiadomo, co się stało. A tu jest ciągła niepewność. A my musimy jakoś żyć. Chodzenie do pracy trochę pomaga. Najgorsze są powroty do domu.

Uczestnicy poszukiwań podzielili się grupy: w każdej trzy osoby i ratownik. Tyralierą przeszliśmy przez pola wzdłuż kanałów na odcinku od Darłówka do Darłowa. Mocno wiało, było straszliwie zimno. - Jak cokolwiek znajdziecie - nie dotykać - instruowali ratownicy. - Od razu wzywacie pomoc.



Pierwszym tropem są pływające w kanale buty. Unosiły się na wodzie podeszwami do góry. Zamarliśmy. Ratownik wyciągnął buty. Ulga. To małe, chyba damskie klapki.

- Gdzieś ty się, chłopie, do cholery podział? - mruczy do siebie Mateusz Gorczyca. Chodzili razem do klasy w podstawówce. Potem w gimnazjum. - Spokojny, nieśmiały chłopak, nie miał ciągot do złego towarzystwa, a jedyne sytuacje, kiedy miał do czynienia z prawem, to kilka mandatów drogowych.

Monika Głodowska przez cztery lata pracowała z mamą Michała. Biurko w biurko w Starostwie Powiatowym w Sławnie. Na początku stycznia usłyszała, że zaginął syn pani Grażyny. - Przez dwa dni nie miałam odwagi do niej zadzwonić - opowiadała nam, zaglądając do ułożonych na polu betonowych rur. Mają niewielką średnicę, ale człowiek się zmieści. - Nie wiedziałam, co powiedzieć. Sama w to nie wierzyłam. Jak to zniknął? Słyszy się o takich sprawach, ale one dotyczą innych. Często patologicznych rodzin. A tu tacy zwykli ludzie. Ona urzędniczka, on ma firmę, oboje dzieci studiuje.

Akcja zakończyła się kiedy, zapadł zmrok. Nic nie znaleźliśmy. - Musimy się zastanowić, co dalej - stwierdził Klocek. - Teraz prawdopodobnie będziemy sprawdzali port i morze.

Michał Stachowicz jest szczupłym brunetem, ma 170 cm wzrostu, twarz śniadą, bez zarostu. W dzień zaginięcia ubrany był w dżinsy, białą koszulę w ciemne paski i czarną sztruksową marynarkę. Za pomoc w odnalezieniu syna rodzina wyznaczyła nagrodę, 20 tys. zł.

Ktokolwiek wie coś na temat losów Michała Stachowicza, proszony jest o kontakt z policją: tel. 997 albo 112.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    26 głosów