Nie lubię partyzantki [FILM]
14.02.2012
, aktualizacja: 16.02.2012 17:49
Obóz w Pogorzelicy poświęcony był przygotowaniu fizycznemu, za to w Turcji ostro popracujemy nad defensywą całego zespołu - o pierwszym etapie przygotowań Pogoni Szczecin mówi trener Marcin Sasal
Portowcy nad morzem spędzili 10 dni, rozegrali tam dwa mecze kontrolne - pokonali niemiecki zespół z Torgelow (4:1 po trzech bramkach Adama Frączczaka i jednej Takafumiego Akahoshiego) oraz polskiego trzecioligowca Gryf Wejherowo (2:0, bramki Frączczak i Dawid Kucharski). Trener Sasal miał na zajęciach grupę 28 piłkarzy.
Rozmowa z trenerem Pogoni
Mateusz Brzeźniak: Co pana cieszy najbardziej po pierwszym etapie przygotowań do wiosny?
Marcin Sasal: Jestem zadowolony, bo wykonaliśmy swój plan. Kontuzji nie ma i to jest pokłosie dwóch rzeczy: po pierwsze - zawodnicy nie próżnowali na urlopach i przygotowali się do zapowiadanych wysiłków, po drugie - znakomitą robotę wykonał sztab medyczny. Masażyści pracowali od 8 do 23.30, bo po 22 pozwalałem zregenerować się piłkarzom, którzy nie zdążyli przed ciszą nocną. Przyczepić można się do aury - zajęcia o dużej intensywności odbywały się często w ekstremalnych warunkach.
Podkreślił pan rolę sztabu medycznego. W Pogorzelicy korzystaliście też z pomocy prof. Zbigniewa Jastrzębskiego. Wskazówki fizjologa okazały się pomocne?
- Trzeba rozmawiać z ludźmi mądrymi, którzy mają fachową wiedzę. Uwagi profesora były bardzo cenne, ale ja też mam swój pogląd na piłkę. Część rzeczy przejmuję i dostosowuję do tego, co aktualnie robimy, a część odrzucam. Chcemy współpracować z prof. Jastrzębskim dalej, tym bardziej, że dysponuje on urządzeniami i wiedzą, do których my nie mamy dostępu.
Czy odwołane sparingi z Herthą Berlin i Energie Cottbus pokrzyżowały wam nieco szyki?
- Wprowadziły trochę nerwowości. Nie lubię partyzantki, wolę mieć wszystko poukładane. Dla piłkarzy nie było komfortowe wstawać nad ranem, jechać autokarem 4-5 godzin, wysiąść, zagrać mecz i wracać, tak jak to miało miejsce w Grodzisku i Głogowie. Szkoda, bo spotkania z Herthą i Cottbus miały odbyć się na trawie. Klasa Energii pozwoliłaby nam odpowiedzieć na pytanie, w którym miejscu obecnie jesteśmy. Mimo wszystko, rozegraliśmy potrzebne mecze kontrolne. Nie będziemy się teraz tłumaczyć, że coś nam nie wyszło przez odwołane sparingi.
Pod koniec pobytu w Pogorzelicy najbardziej niezadowolony był pan ponoć z defensywnej gry podopiecznych. To aktualnie największa bolączka Pogoni?
- Obóz poświęcony był przygotowaniu fizycznemu, niewiele było taktyki. Pamiętajmy też, że przy szesnastostopniowym mrozie zajęcia trzeba przeprowadzać płynnie. Chcieliśmy uniknąć przestojów, ćwiczenia były dobrane tak, aby oprócz przygotowania, pracować nad techniką. Z przodu gra wygląda nieźle, piłkarze radzą sobie z operowaniem piłką. Defensywa sprawia więcej problemów i na tym skoncentrujemy się w najbliższym czasie.
Kluczowym elementem tej formacji ma być Hernani. Nie martwi pana, że Brazylijczyk zagra jeszcze mecz w Koronie przeciwko Jagiellonii Białystok w ekstraklasie?
- Brazylijczyk miał w Kielcach trzyletni kontrakt, dlatego twarde negocjacje trzeba było poprzeć rozsądkiem. To oni dyktowali warunki, a teraz mają problem, jak piłkarz z umową podpisaną w innym klubie ma dać z siebie wszystko. Ja sobie tego nie wyobrażam. Hernani spędził w Koronie prawie siedem lat i trudno mu się dziwić, że nie odwrócił się plecami do klubu. Proszę nie martwić się też o ewentualny uraz, bo on kontuzjogennym zawodnikiem nie jest. Podczas naszej półtorarocznej współpracy w Kielcach nie zdarzyło się, aby kiedykolwiek nie wyszedł na trening.
Na początku przygotowań mówił pan, że być może trzeba będzie rozejrzeć się za nowym napastnikiem. Czy forma strzelecka Adama Frączczaka w sparingach rozwiała te wątpliwości? Wiemy już, że oprócz ewentualnego zakontraktowania Mekeila Williamsa, więcej transferów nie będzie...
- Wiele osób oglądających nasze mecze twierdzi, że gramy jednym napastnikiem, że Frączczak gra na lewej lub prawej pomocy. Tymczasem my w ofensywie atakujemy trzema. Skrzydłowi w moim zespole muszą być uniwersalni i potrafić wrócić do obrony. Środkowy napastnik powinien dobrze grać tyłem do bramki oraz mieć umiejętność dłuższego utrzymania się przy piłce. Takimi zawodnikami na szpicę są w pierwszej kolejności Sotirović, Zwoliński i Djousse. Adam lepiej radzi sobie na skrzydle i z premedytacją szykuję go do gry właśnie tam. U niektórych pojawiają się taktyczne przebłyski, żeby zmienić system na 4-4-2. Taki zabieg zniszczyłby olbrzymi potencjał w środku pola, jakim dysponujemy. Poza tym, coraz więcej trenerów rezygnuje z gry dwójką napastników, co uważa się dziś za archaiczne rozwiązanie.
Druga część przygotowań to...
- Objętość treningów się zmniejszy, ale intensywność będzie szła w górę. Przewiduję dużo ćwiczeń z piłką, bo dalej trzeba poprawiać to, co już mamy dobre, czyli ofensywę. Jak już mówiłem, ostro popracujemy nad defensywą całego zespołu. Wyznaję zasadę, że nie tylko dany zawodnik jest odpowiedzialny za straconego gola, ale winę ponosi cały zespół. Póki co, tych błędów popełniliśmy 15. Nie powiem, że 16, bo karnego w meczu z Wartą nie było - Radler nie faulował!
Krążą opinie, że po obozie w cieplejszym klimacie niezwykle trudno jest powtórnie zaaklimatyzować się w zimnej Polsce. Ten okres ponoć może wynieść nawet trzy tygodnie.
- Ja to już mam za sobą, dwa lata temu byłem z Koroną w tym samym miejscu i nie było problemu. Kto ma rację, przekonamy się za tydzień, kiedy ruszy ekstraklasa. Podbeskidzie cały okres spędziło w Polsce i ciekaw jestem, jaki to da efekt. Moim zdaniem na aklimatyzację potrzeba czterech dni, a my wracamy do Szczecina dziesięć dni przed startem ligi. Zawodnicy dostaną jeszcze wolne, odpoczną od siebie, zwłaszcza po dwutygodniowym obozie. W Polsce przetrenujemy jeden cały mikrocykl. Gdy 17 marca ruszy liga, to może okazać się, że termometry pokażą plus 17 st. i różnica między Turcją a Polską będzie bardzo niewielka.
Rozmawiał Mateusz Brzeźniak
Rozmowa z trenerem Pogoni
Mateusz Brzeźniak: Co pana cieszy najbardziej po pierwszym etapie przygotowań do wiosny?
Marcin Sasal: Jestem zadowolony, bo wykonaliśmy swój plan. Kontuzji nie ma i to jest pokłosie dwóch rzeczy: po pierwsze - zawodnicy nie próżnowali na urlopach i przygotowali się do zapowiadanych wysiłków, po drugie - znakomitą robotę wykonał sztab medyczny. Masażyści pracowali od 8 do 23.30, bo po 22 pozwalałem zregenerować się piłkarzom, którzy nie zdążyli przed ciszą nocną. Przyczepić można się do aury - zajęcia o dużej intensywności odbywały się często w ekstremalnych warunkach.
Podkreślił pan rolę sztabu medycznego. W Pogorzelicy korzystaliście też z pomocy prof. Zbigniewa Jastrzębskiego. Wskazówki fizjologa okazały się pomocne?
- Trzeba rozmawiać z ludźmi mądrymi, którzy mają fachową wiedzę. Uwagi profesora były bardzo cenne, ale ja też mam swój pogląd na piłkę. Część rzeczy przejmuję i dostosowuję do tego, co aktualnie robimy, a część odrzucam. Chcemy współpracować z prof. Jastrzębskim dalej, tym bardziej, że dysponuje on urządzeniami i wiedzą, do których my nie mamy dostępu.
Czy odwołane sparingi z Herthą Berlin i Energie Cottbus pokrzyżowały wam nieco szyki?
- Wprowadziły trochę nerwowości. Nie lubię partyzantki, wolę mieć wszystko poukładane. Dla piłkarzy nie było komfortowe wstawać nad ranem, jechać autokarem 4-5 godzin, wysiąść, zagrać mecz i wracać, tak jak to miało miejsce w Grodzisku i Głogowie. Szkoda, bo spotkania z Herthą i Cottbus miały odbyć się na trawie. Klasa Energii pozwoliłaby nam odpowiedzieć na pytanie, w którym miejscu obecnie jesteśmy. Mimo wszystko, rozegraliśmy potrzebne mecze kontrolne. Nie będziemy się teraz tłumaczyć, że coś nam nie wyszło przez odwołane sparingi.
Pod koniec pobytu w Pogorzelicy najbardziej niezadowolony był pan ponoć z defensywnej gry podopiecznych. To aktualnie największa bolączka Pogoni?
- Obóz poświęcony był przygotowaniu fizycznemu, niewiele było taktyki. Pamiętajmy też, że przy szesnastostopniowym mrozie zajęcia trzeba przeprowadzać płynnie. Chcieliśmy uniknąć przestojów, ćwiczenia były dobrane tak, aby oprócz przygotowania, pracować nad techniką. Z przodu gra wygląda nieźle, piłkarze radzą sobie z operowaniem piłką. Defensywa sprawia więcej problemów i na tym skoncentrujemy się w najbliższym czasie.
Kluczowym elementem tej formacji ma być Hernani. Nie martwi pana, że Brazylijczyk zagra jeszcze mecz w Koronie przeciwko Jagiellonii Białystok w ekstraklasie?
- Brazylijczyk miał w Kielcach trzyletni kontrakt, dlatego twarde negocjacje trzeba było poprzeć rozsądkiem. To oni dyktowali warunki, a teraz mają problem, jak piłkarz z umową podpisaną w innym klubie ma dać z siebie wszystko. Ja sobie tego nie wyobrażam. Hernani spędził w Koronie prawie siedem lat i trudno mu się dziwić, że nie odwrócił się plecami do klubu. Proszę nie martwić się też o ewentualny uraz, bo on kontuzjogennym zawodnikiem nie jest. Podczas naszej półtorarocznej współpracy w Kielcach nie zdarzyło się, aby kiedykolwiek nie wyszedł na trening.
Na początku przygotowań mówił pan, że być może trzeba będzie rozejrzeć się za nowym napastnikiem. Czy forma strzelecka Adama Frączczaka w sparingach rozwiała te wątpliwości? Wiemy już, że oprócz ewentualnego zakontraktowania Mekeila Williamsa, więcej transferów nie będzie...
- Wiele osób oglądających nasze mecze twierdzi, że gramy jednym napastnikiem, że Frączczak gra na lewej lub prawej pomocy. Tymczasem my w ofensywie atakujemy trzema. Skrzydłowi w moim zespole muszą być uniwersalni i potrafić wrócić do obrony. Środkowy napastnik powinien dobrze grać tyłem do bramki oraz mieć umiejętność dłuższego utrzymania się przy piłce. Takimi zawodnikami na szpicę są w pierwszej kolejności Sotirović, Zwoliński i Djousse. Adam lepiej radzi sobie na skrzydle i z premedytacją szykuję go do gry właśnie tam. U niektórych pojawiają się taktyczne przebłyski, żeby zmienić system na 4-4-2. Taki zabieg zniszczyłby olbrzymi potencjał w środku pola, jakim dysponujemy. Poza tym, coraz więcej trenerów rezygnuje z gry dwójką napastników, co uważa się dziś za archaiczne rozwiązanie.
Druga część przygotowań to...
- Objętość treningów się zmniejszy, ale intensywność będzie szła w górę. Przewiduję dużo ćwiczeń z piłką, bo dalej trzeba poprawiać to, co już mamy dobre, czyli ofensywę. Jak już mówiłem, ostro popracujemy nad defensywą całego zespołu. Wyznaję zasadę, że nie tylko dany zawodnik jest odpowiedzialny za straconego gola, ale winę ponosi cały zespół. Póki co, tych błędów popełniliśmy 15. Nie powiem, że 16, bo karnego w meczu z Wartą nie było - Radler nie faulował!
Krążą opinie, że po obozie w cieplejszym klimacie niezwykle trudno jest powtórnie zaaklimatyzować się w zimnej Polsce. Ten okres ponoć może wynieść nawet trzy tygodnie.
- Ja to już mam za sobą, dwa lata temu byłem z Koroną w tym samym miejscu i nie było problemu. Kto ma rację, przekonamy się za tydzień, kiedy ruszy ekstraklasa. Podbeskidzie cały okres spędziło w Polsce i ciekaw jestem, jaki to da efekt. Moim zdaniem na aklimatyzację potrzeba czterech dni, a my wracamy do Szczecina dziesięć dni przed startem ligi. Zawodnicy dostaną jeszcze wolne, odpoczną od siebie, zwłaszcza po dwutygodniowym obozie. W Polsce przetrenujemy jeden cały mikrocykl. Gdy 17 marca ruszy liga, to może okazać się, że termometry pokażą plus 17 st. i różnica między Turcją a Polską będzie bardzo niewielka.
Rozmawiał Mateusz Brzeźniak
1
2
następne »
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień
- Kaczyński: "Z mediów się tego wszystkiego ...
- Siatkarskie ME zagrożone. Hala nie będzie ...
- Dziś 30 urodziny Łony, rapera-prawnika. ...
- Ilu milionerów jest w zachodniopomorskim
- Wiemy gdzie dziś fotoradar poluje na kierowców
- Nowy pomnik w Szczecinie. Oryginalny, ...
- Polonista oskarżony o pisanie prac na ...




