Paweł Kotla dyrygentem polskiej prezydencji w UE
2010-08-23
, aktualizacja: 22.08.2010 20:54
Szczecin musi pamiętać nie o tym, że jest 500 km od Warszawy i 200 km od Poznania, ale że jest około 100 km od Berlina - mówi dyrygent Paweł Kotla, dyrektor artystyczny Orkiestry Prezydencji Polskiej w UE
ZOBACZ TAKŻE
- Jacyna-Witt: PiS jest zamknięte na nowe grupy (27-08-10, 11:00)
- Jak będzie wyglądać Symfonia Sierpniowa (21-08-10, 10:00)
- Jak zrodziła się pierwsza Solidarność (18-08-10, 20:33)
- Młodzi buntownicy w hołdzie dla Sierpnia '80 (18-08-10, 20:13)
SERWISY
Był asystentem Sir Simona Rattle'a, dyrektora Filharmoników Berlińskich. Pokonał 70 dyrygentów z całego świata, w staraniach o dyrygowanie Londyńską Orkiestrą Symfoniczną. Został pierwszym polskim dyrygentem Młodzieżowej Orkiestry Unii Europejskiej.
Teraz powierzono mu stanowisko dyrektora artystycznego Orkiestry Prezydencji Polskiej w Unii Europejskiej. Paweł Kotla jest z urodzenia szczecinianinem. Mieszka w Anglii. W piątek przejazdem był w rodzinnym mieście.
Rozmowa z Pawłem Kotlą
Ewa Podgajna: Na czym polega projekt Orkiestry Prezydencji Polskiej?
Paweł Kotla, dyrygent: W 2011 r. Polska będzie przewodniczyła Unii Europejskiej. W Instytucie im. Adama Mickiewicza powstał pomysł, żeby stworzyć orkiestrę z najlepszych młodych muzyków, (do 30. roku życia) z Polski oraz krajów partnerstwa wschodniego. M.in. pod moim kierunkiem planujemy zrobić jej tournee po wszystkich największych salach koncertowych Europy.
Żeby sprostać temu wyzwaniu, chcemy, żeby ci muzycy wybrani w Polce i np. w Kijowie mogli pracować z najlepszymi wykładowcami z Europy Zachodniej. Ukraina, Białoruś, Litwa ciągle boją się naszej dominacji, a takim projektem możemy im pokazać, że jesteśmy dla nich dodatkową szansą.
Zapowiada się największy i najdroższy polski projekt kulturalny za granicą w 2011 r. Ale dzięki niemu Polska będzie mogła przekonać, że jesteśmy pomostem między Europą Zachodnią i Wschodnią.
Co dla dyrygenta jest interesującego w pracy z młodymi muzykami?
- Ogromna energia, którą można z nich wydobyć. Obserwuję olbrzymi profesjonalizm, jaki reprezentują obecnie młodzi. Do takich orkiestr jak London Symphony trafiają prosto po akademiach. Młodzieżowe orkiestry są w absolutnej światowej czołówce.
Z młodzieżą poprowadził pan w lutym w Szczecinie znakomite warsztaty na rzecz Akademii Sztuki.
- Bardzo dobrze, że uczelnia powstała, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Najważniejsze jest to, jakiego kształtu nabierze. Może starać się dorównywać do tego poziomu, który mają uczelnie w Poznaniu, Gdańsku, ale będzie wtedy tylko kolejną, dziewiątą uczelnią artystyczną w Polsce. Może też wykorzystać swoją nową energię i stworzyć jakość, która będzie wzorem dla innych. Szczecin musi pamiętać przede wszystkim nie o tym, że jest 500 km od Warszawy i 200 km od Poznania, ale że jest około 100 km od Berlina. I to z tej perspektywy Akademia Sztuki musi myśleć o gościnnych wykładowcach, kursach mistrzowskich. I nie bać się tego. Wykładowcy, którzy przyjechali tu na moje zaproszenie na warsztaty, byli z najwyższej światowej półki. I czuli się tu bardzo dobrze.
Jak budować naszą nową filharmonię?
- Budowanie wszelkich budynków związanych z muzyką jest trudne, bo tu nie tylko muszą być spełnione warunki ekonomiczne, estetyczne, ale i akustyczne. I nie wolno na nich oszczędzać. Przykładem, jak budować nową filharmonię, jest Wrocław. Dyrektor Andrzej Kosendiak jeździł po całym świecie, żeby poznać najlepsze sale koncertowe.
Wrocław już buduje orkiestrę, chór do nowej filharmonii.
- Najważniejszym elementem placówki kulturalnej są przecież artyści, którzy w niej występują. Dyrektor Kosendiak często podkreśla, że ideę budowy Narodowego Forum Muzyki we Wrocławiu wykorzystuje, żeby zreformować filharmonię, podnieść jeszcze jej poziom, wyjść na świat.
Jeżeli podobne cele nie zostaną postawione przed szczecińskimi instytucjami, które będą miały nowe albo wyremontowane budynki, jeśli nie pojawi się w nich nowa jakość, to - niestety - będzie to zmarnowana szansa.
Kultura wielokrotnie pomogła w rozwoju miast. Szczecin musi wykorzystać kulturę, by inwestor, przyzwyczajony, że widział coś ciekawego w Amsterdamie czy Wiedniu, czuł się też w Szczecinie na swoim miejscu.
Lady Smith Black Mambazo w Polsce po raz pierwszy wystąpiło w Szczecinie. Tego typu działania animatorów kultury są ważne. Szczecin powinien tworzyć własne unikalne wydarzenia kulturalne.
Wróci pan do Szczecina?
- Chciałbym robić coś ciekawego, ważnego. Jeśli w Szczecinie takie warunki zaistnieją, bardzo chętnie przyjadę. Zaprosił mnie na warsztaty pan Sylwester Ostrowski. Przez wiele lat nie było tego typu propozycji. Ale też widzę, że nie tylko dla mnie. W Szczecinie nie realizują projektów wybitni, uznani na całym świecie artyści stąd się wywodzący, tacy jak skrzypek Bartłomiej Nizioł czy reżyser teatralny Krzysztof Warlikowski.
Teraz powierzono mu stanowisko dyrektora artystycznego Orkiestry Prezydencji Polskiej w Unii Europejskiej. Paweł Kotla jest z urodzenia szczecinianinem. Mieszka w Anglii. W piątek przejazdem był w rodzinnym mieście.
Rozmowa z Pawłem Kotlą
Ewa Podgajna: Na czym polega projekt Orkiestry Prezydencji Polskiej?
Paweł Kotla, dyrygent: W 2011 r. Polska będzie przewodniczyła Unii Europejskiej. W Instytucie im. Adama Mickiewicza powstał pomysł, żeby stworzyć orkiestrę z najlepszych młodych muzyków, (do 30. roku życia) z Polski oraz krajów partnerstwa wschodniego. M.in. pod moim kierunkiem planujemy zrobić jej tournee po wszystkich największych salach koncertowych Europy.
Żeby sprostać temu wyzwaniu, chcemy, żeby ci muzycy wybrani w Polce i np. w Kijowie mogli pracować z najlepszymi wykładowcami z Europy Zachodniej. Ukraina, Białoruś, Litwa ciągle boją się naszej dominacji, a takim projektem możemy im pokazać, że jesteśmy dla nich dodatkową szansą.
Zapowiada się największy i najdroższy polski projekt kulturalny za granicą w 2011 r. Ale dzięki niemu Polska będzie mogła przekonać, że jesteśmy pomostem między Europą Zachodnią i Wschodnią.
Co dla dyrygenta jest interesującego w pracy z młodymi muzykami?
- Ogromna energia, którą można z nich wydobyć. Obserwuję olbrzymi profesjonalizm, jaki reprezentują obecnie młodzi. Do takich orkiestr jak London Symphony trafiają prosto po akademiach. Młodzieżowe orkiestry są w absolutnej światowej czołówce.
Z młodzieżą poprowadził pan w lutym w Szczecinie znakomite warsztaty na rzecz Akademii Sztuki.
- Bardzo dobrze, że uczelnia powstała, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Najważniejsze jest to, jakiego kształtu nabierze. Może starać się dorównywać do tego poziomu, który mają uczelnie w Poznaniu, Gdańsku, ale będzie wtedy tylko kolejną, dziewiątą uczelnią artystyczną w Polsce. Może też wykorzystać swoją nową energię i stworzyć jakość, która będzie wzorem dla innych. Szczecin musi pamiętać przede wszystkim nie o tym, że jest 500 km od Warszawy i 200 km od Poznania, ale że jest około 100 km od Berlina. I to z tej perspektywy Akademia Sztuki musi myśleć o gościnnych wykładowcach, kursach mistrzowskich. I nie bać się tego. Wykładowcy, którzy przyjechali tu na moje zaproszenie na warsztaty, byli z najwyższej światowej półki. I czuli się tu bardzo dobrze.
Jak budować naszą nową filharmonię?
- Budowanie wszelkich budynków związanych z muzyką jest trudne, bo tu nie tylko muszą być spełnione warunki ekonomiczne, estetyczne, ale i akustyczne. I nie wolno na nich oszczędzać. Przykładem, jak budować nową filharmonię, jest Wrocław. Dyrektor Andrzej Kosendiak jeździł po całym świecie, żeby poznać najlepsze sale koncertowe.
Wrocław już buduje orkiestrę, chór do nowej filharmonii.
- Najważniejszym elementem placówki kulturalnej są przecież artyści, którzy w niej występują. Dyrektor Kosendiak często podkreśla, że ideę budowy Narodowego Forum Muzyki we Wrocławiu wykorzystuje, żeby zreformować filharmonię, podnieść jeszcze jej poziom, wyjść na świat.
Jeżeli podobne cele nie zostaną postawione przed szczecińskimi instytucjami, które będą miały nowe albo wyremontowane budynki, jeśli nie pojawi się w nich nowa jakość, to - niestety - będzie to zmarnowana szansa.
Kultura wielokrotnie pomogła w rozwoju miast. Szczecin musi wykorzystać kulturę, by inwestor, przyzwyczajony, że widział coś ciekawego w Amsterdamie czy Wiedniu, czuł się też w Szczecinie na swoim miejscu.
Lady Smith Black Mambazo w Polsce po raz pierwszy wystąpiło w Szczecinie. Tego typu działania animatorów kultury są ważne. Szczecin powinien tworzyć własne unikalne wydarzenia kulturalne.
Wróci pan do Szczecina?
- Chciałbym robić coś ciekawego, ważnego. Jeśli w Szczecinie takie warunki zaistnieją, bardzo chętnie przyjadę. Zaprosił mnie na warsztaty pan Sylwester Ostrowski. Przez wiele lat nie było tego typu propozycji. Ale też widzę, że nie tylko dla mnie. W Szczecinie nie realizują projektów wybitni, uznani na całym świecie artyści stąd się wywodzący, tacy jak skrzypek Bartłomiej Nizioł czy reżyser teatralny Krzysztof Warlikowski.
Najnowsze wiadomości
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
30 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




