Czołowe zderzenie pociągów osobowych
2010-07-13
, aktualizacja: 13.07.2010 21:15
Lokomotywy wbiły się w siebie. Skład ze Szczecinka pękł w połowie. - Wszędzie krew, ranni, płacz dzieci. Ludzie w szoku, w panice - relacjonują świadkowie. Wśród 34 rannych osób są mieszkańcy Zachodniopomorskiego
Pociągi osobowe: ze Słupska do Szczecinka oraz ze Szczecinka do Słupska zderzyły się we wtorek o godz. 9.10. 23 kilometry od Słupska, około 600 metrów za stacją Korzybie w Pomorskiem (tuż przy granicy z Zachodniopomorskiem). Jechały jednocześnie na jednotorowej lokalnej linii. Miały się minąć na stacji za Korzybiem w Kępicach.
- Wyjechaliśmy już opóźnieni - mówi Kamil Winnik, lekarz ze Słupska, który jechał do Szczecinka do teściów. Po tragedii to on pierwszy musiał zająć się ratowaniem współpasażerów. - Za Korzybiem pociąg dopiero się rozpędzał. Nagle nastąpił wielki huk. Przekoziołkowałem przez rząd siedzeń. Na szczęście siedziałem na dole piętrowego wagonu. Na górze było chyba bardziej niebezpiecznie. Rurki, półki, pogięły się i połamały. To one najczęściej raniły pasażerów. Byłem jedynym lekarzem w pociągu. Musiałem poselekcjonować ciężko i lżej rannych.
Lekarz opowiada, że najgorszy był stan młodego chłopaka zakleszczonego w wagonie.
- Nikt nie miał otwartego złamania - mówi Winnik. - Ale miałem podejrzenie urazu kręgosłupa u kierowniczki jednego składu. Nie mogła się ruszyć. Miała poważną ranę głowy. Inny pracownik kolei miał liczne rozcięcia skóry i coraz gorzej się czuł. Wiele osób miało rany cięte. Krwawili.
Grzegorz Ferlin, zastępca komendanta miejskiego Straży Pożarnej w Słupsku potwierdza, że jeden z piętrowych wagonów przełamał się i zakleszczył pasażera. Strażacy musieli go uwolnić. Ferlin chwali Winnika: - Zajął się koordynacją działań ratowniczych. Będziemy występować o podziękowania dla niego - mówi.
Na miejscu wypadku byli też Strażnicy Ochrony Kolei z Koszalina, którzy akurat rutynowo patrolowali okolicę. Szacują, że w pociągu było ponad 100 osób.
- Wszędzie krew, ranni, płacz dzieci. Ludzie w szoku, w panice - relacjonuje Bogusław Jaśkiewicz, starszy przodownik z patrolu SOK.
Lokomotywy ciągnące piętrowe wagony wbiły się w siebie z prędkością około 60 km na godz. Skład ze Szczecinka w zasadzie pękł na pół.
- Najciężej rannych zostawialiśmy w pociągu, a tych z lżejszymi obrażeniami przenosiliśmy w cień - opowiada inny SOK-ista Wojciech Brzeziński, który wynosił mocno krwawiące dziecko z raną z tyłu głowy.
Pierwsze karetki były po 15-20 min. Ale tylko dwie, a rannych było 34: 15 kobiet, 16 mężczyzn i trójka dzieci.
- Nie były w stanie przetransportować wszystkich do szpitali. Dopiero po około godzinie pojawiły się następne - mówi Zbigniew Iwańczyk, dyżurny zmiany SOK.
Jak doszło do zderzenia?
- Pracuje specjalna komisja. Ustali przyczyny wypadku. Do zakończenia jej prac nie będziemy spekulować - mówi Ryszard Stachowicz, zastępca dyrektora Zakładu Linii Kolejowych w Szczecinie, pod którego zarządem znajduje się linia Słupsk - Szczecinek. Na tej linii funkcjonuje jedyny w Polsce prototypowy system sterowania ruchem. Jednotorowa linia ma cztery mijanki - w Białym Borze, Kawczu, Kępicach i Korzybiu. Ruchem na całym odcinku steruje jeden dyżurny ze stacji Miastko. Zwrotnice na mijankach ustawione są cały czas na wjazd. Na każdej mijance pociąg musi się zatrzymać i skontaktować z dyżurnym w Miastku. Dopiero po otrzymaniu jego zgody może wyjechać. Porozumiewają się przez radiotelefon. Te rozmowy są nagrywane.
Dziennikarze "Gazety z Trójmiasta" dowiedzieli się, że jeden z maszynistów mógł nie zapytać dyżurnego o zgodę na wyjazd. Mirosław Siemienias, rzecznik PKP Polskie Linie Kolejowe nie chce tego komentować. Czeka na wyniki prac komisji. Jego zdaniem opóźnienia pociągów nie stwarzają zagrożenia zderzenia.
Po wypadku PKP ustaliły, że było 22 rannych, pięcioro ciężko.
- Ciężko ranni to dwoje podróżnych, kierownik pociągu i dwóch maszynistów - informuje Siemienias.
Ale o godz. 18 Wojewódzkie Stanowisko Koordynacji Ratownictwa w Gdańsku wiedziało o 34 rannych (w tym z Recza, Polic i Szczecinka), którzy trafili do szpitali: w Słupsku (najciężej ranni), Bytowie i Sławnie. Część pasażerów na własną rękę dotarła do szpitali.
Do Sławna, zachodniopomorskiego powiatowego szpitala, który pomagał rannym w tym wypadku, trafiło 15 osób. Dyrektor szpitala Andrzej Dąbrowski wyjaśnia, że tylko trzy musiały zostać na kilkudniową hospitalizację. - Ale nie ma zagrożenie życia - ocenił.
- Wyjechaliśmy już opóźnieni - mówi Kamil Winnik, lekarz ze Słupska, który jechał do Szczecinka do teściów. Po tragedii to on pierwszy musiał zająć się ratowaniem współpasażerów. - Za Korzybiem pociąg dopiero się rozpędzał. Nagle nastąpił wielki huk. Przekoziołkowałem przez rząd siedzeń. Na szczęście siedziałem na dole piętrowego wagonu. Na górze było chyba bardziej niebezpiecznie. Rurki, półki, pogięły się i połamały. To one najczęściej raniły pasażerów. Byłem jedynym lekarzem w pociągu. Musiałem poselekcjonować ciężko i lżej rannych.
Lekarz opowiada, że najgorszy był stan młodego chłopaka zakleszczonego w wagonie.
- Nikt nie miał otwartego złamania - mówi Winnik. - Ale miałem podejrzenie urazu kręgosłupa u kierowniczki jednego składu. Nie mogła się ruszyć. Miała poważną ranę głowy. Inny pracownik kolei miał liczne rozcięcia skóry i coraz gorzej się czuł. Wiele osób miało rany cięte. Krwawili.
Grzegorz Ferlin, zastępca komendanta miejskiego Straży Pożarnej w Słupsku potwierdza, że jeden z piętrowych wagonów przełamał się i zakleszczył pasażera. Strażacy musieli go uwolnić. Ferlin chwali Winnika: - Zajął się koordynacją działań ratowniczych. Będziemy występować o podziękowania dla niego - mówi.
Na miejscu wypadku byli też Strażnicy Ochrony Kolei z Koszalina, którzy akurat rutynowo patrolowali okolicę. Szacują, że w pociągu było ponad 100 osób.
- Wszędzie krew, ranni, płacz dzieci. Ludzie w szoku, w panice - relacjonuje Bogusław Jaśkiewicz, starszy przodownik z patrolu SOK.
Lokomotywy ciągnące piętrowe wagony wbiły się w siebie z prędkością około 60 km na godz. Skład ze Szczecinka w zasadzie pękł na pół.
- Najciężej rannych zostawialiśmy w pociągu, a tych z lżejszymi obrażeniami przenosiliśmy w cień - opowiada inny SOK-ista Wojciech Brzeziński, który wynosił mocno krwawiące dziecko z raną z tyłu głowy.
Pierwsze karetki były po 15-20 min. Ale tylko dwie, a rannych było 34: 15 kobiet, 16 mężczyzn i trójka dzieci.
- Nie były w stanie przetransportować wszystkich do szpitali. Dopiero po około godzinie pojawiły się następne - mówi Zbigniew Iwańczyk, dyżurny zmiany SOK.
Jak doszło do zderzenia?
- Pracuje specjalna komisja. Ustali przyczyny wypadku. Do zakończenia jej prac nie będziemy spekulować - mówi Ryszard Stachowicz, zastępca dyrektora Zakładu Linii Kolejowych w Szczecinie, pod którego zarządem znajduje się linia Słupsk - Szczecinek. Na tej linii funkcjonuje jedyny w Polsce prototypowy system sterowania ruchem. Jednotorowa linia ma cztery mijanki - w Białym Borze, Kawczu, Kępicach i Korzybiu. Ruchem na całym odcinku steruje jeden dyżurny ze stacji Miastko. Zwrotnice na mijankach ustawione są cały czas na wjazd. Na każdej mijance pociąg musi się zatrzymać i skontaktować z dyżurnym w Miastku. Dopiero po otrzymaniu jego zgody może wyjechać. Porozumiewają się przez radiotelefon. Te rozmowy są nagrywane.
Dziennikarze "Gazety z Trójmiasta" dowiedzieli się, że jeden z maszynistów mógł nie zapytać dyżurnego o zgodę na wyjazd. Mirosław Siemienias, rzecznik PKP Polskie Linie Kolejowe nie chce tego komentować. Czeka na wyniki prac komisji. Jego zdaniem opóźnienia pociągów nie stwarzają zagrożenia zderzenia.
Po wypadku PKP ustaliły, że było 22 rannych, pięcioro ciężko.
- Ciężko ranni to dwoje podróżnych, kierownik pociągu i dwóch maszynistów - informuje Siemienias.
Ale o godz. 18 Wojewódzkie Stanowisko Koordynacji Ratownictwa w Gdańsku wiedziało o 34 rannych (w tym z Recza, Polic i Szczecinka), którzy trafili do szpitali: w Słupsku (najciężej ranni), Bytowie i Sławnie. Część pasażerów na własną rękę dotarła do szpitali.
Do Sławna, zachodniopomorskiego powiatowego szpitala, który pomagał rannym w tym wypadku, trafiło 15 osób. Dyrektor szpitala Andrzej Dąbrowski wyjaśnia, że tylko trzy musiały zostać na kilkudniową hospitalizację. - Ale nie ma zagrożenie życia - ocenił.
Najnowsze wiadomości
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
Najczęściej czytane24 htydzień
- Kaczyński: "Z mediów się tego wszystkiego ...
- Siatkarskie ME zagrożone. Hala nie będzie ...
- Wiemy gdzie dziś fotoradar poluje na kierowców
- Nowy pomnik w Szczecinie. Oryginalny, ...
- Ilu milionerów jest w zachodniopomorskim
- Polonista oskarżony o pisanie prac na ...
- Piękna pogoda dziś i cały tydzień. Czy to ...




więcej zdjęć