Brawurowy pościg w środku miasta. Brawo Seba!
2010-05-11
, aktualizacja: 11.05.2010 19:50
Przejście dla pieszych przy centrum Wilcza. Kierowca mazdy uderza w wózek z dzieckiem. Nawet nie hamuje, wręcz przyspiesza. Goni go motocyklista. Po kilku kilometrach dopada sprawcę. Pirat krzyczy: "ja nic nie zrobiłem!".
ZOBACZ TAKŻE
- 13-letni chlopak zachował się jak mężczyzna (30-09-10, 10:00)
- Komendant Policji wyróżnił Sebastiana (21-05-10, 13:57)
- Lotos poprawi niebezpieczną krzyżówkę (15-05-10, 15:00)
- Sebastian dostał nowy kask od prezydenta (15-05-10, 09:00)
- Sebastian ryzykował "tylko" swoim życiem. Komentarz (14-05-10, 12:00)
- Sebastian: jak widzę zło, działam (13-05-10, 08:00)
- Wyrok w sprawie śmierci żeglarki Marty M. (30-04-10, 16:04)
- Ciężarna zginęła. Czy można było uratować dziecko? (26-04-10, 19:42)
SERWISY
Te wydarzenia rozegrały się dziś około siedemnastej. Aneta Piotrowska prowadzi kiosk niemal naprzeciw zebry, na której doszło do wypadku, a właściwie dokładnie naprzeciw miejsca, gdzie spadł z maski wózek.
- Sama mam trójkę dzieci, dlatego szczególnie mnie to poruszyło. Wie pan coś o tym małym? Żyje? - pyta.
Na wiadomość, że dzieciom nic nie jest, wyraźnie się uspokaja. Mówi, że na tym przejściu co chwilę dochodzi do potrąceń i że sama woli przejść kawałek dalej, łamiąc przepisy, ale jest bezpieczniej.
- Ta kobieta była gdzieś w połowie przejścia. Jednego chłopca prowadziła za rękę, drugie dziecko pchała przed sobą w wózku. I wtedy ten samochód wjechał w nich. Tego starszego chłopca tylko drasnął. Wózek wiózł na masce, aż tutaj mu spadł - wskazuje ręką. - Chwilę później przejeżdżała granatowa mazda. Zatrzymała się. Wysiadł mężczyzna, miał stetoskop - pewnie był lekarzem. To on wyjął tego dzieciaczka z wózeczka i położył na trawie. Karetki były za moment. Bardzo szybko.
Kobieta spacerująca z dziećmi nie była ich mamą. To opiekunka. Na tyle rozsądna, że zapięła dziecko, które wiozła w spacerówce, pasami, żeby nie wypadło.
- Być może dzięki temu obrażenia nie są aż tak wielkie - mówi Mirosława Rudzińska z biura prasowego KWP. - Dziecko przewieziono do szpitala przy Unii Lubelskiej. Ma obrażenia głowy, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Drugi chłopiec mniej ucierpiał.
- Przez chwilę leżał na pasach, ale wstał o własnych siłach i przyszedł do wózka - przypomina sobie Aneta Piotrowska.
Wypadek obserwował jadący motocyklem Sebastian Wołosz, pracownik zakładu fotograficznego na Duńskiej. Gdy zobaczył, że samochód się nie zatrzymuje, ruszył za nim.
- Makabrycznie to wyglądało, centralnie przejechał wózek. Chciałem go zatrzymać od razu, ale się nie udało. Zacząłem go gonić po mieście. Przejechałem dobre kilka kilometrów - opowiada. Momentami 120 na godzinę.
Po drodze kilka razy Sebastian próbował wyprzedzić uciekające auto i zajechać mu drogę.
- Ten wówczas odbijał w lewo, spychając mnie z jezdni. Kilka razy uderzył w motor. Zjeżdżałem na przeciwległy pas, zwalniałem i dalej go goniłem - opowiada.
Mazda z rozbitymi światłami i pokiereszowanym przodem wjechała w wąskie uliczki Bolinka. Przez Cyryla i Metodego, św. Marcina dojechała do Rynkowej. Tam pirat zatrzymał się, wyskoczył z auta i zaczął uciekać. Sebastian rzucił motocykl i z ważącym kilkanaście kilogramów plecakiem, w kasku na głowie ruszył za nim. Dopadł go między garażami a skarpą.
- Pomógł mi jakiś mężczyzna. Powaliliśmy go na ziemię. Krzyczał "ja nic nie zrobiłem, nikogo nie potrąciłem, przepraszam, przepraszam" - wspomina Sebastian.
Ktoś zadzwonił na policję. Nawet nie wiadomo kto.
- Jak go ścigałem, cały czas trąbiłem i wołałem, by ludzie zadzwonili na policję - mówi Wołosz.
Policjanci przyjechali parę minut po tym jak Sebastian dopadł sprawcę. Mężczyzna. 35 lat. Badanie alkomatem wykazało u kierowcy mazdy 1,5 promila alkoholu.
Wieści między ludźmi rozchodziły się momentalnie. Nawet kilka kilometrów od miejsca wypadku. Gdyby nie policjanci, przypadkowi przychodnie zlinczowaliby sprawcę. Jakiś mężczyzna chciał otworzyć drzwi radiowozu i wyciągnąć go ze środka: - Zabiję skur... Taki sam kilka lat temu zabił mi na drodze 12-letnią córkę i żonę! - krzyczał.
A na miejscu wypadku już krążyły plotki o zdarzeniu w kilku wersjach. - Panie, jakiś facet na motorze wjechał w wózek - mówił starszy mężczyzna. Przytaknęła mu obok kobieta.
Gdy się dowiadują, jak było naprawdę, zawstydzeni przepraszają.
Czemu go tak długo goniłeś, a potem jeszcze biegłeś za nim? - pytam Sebastiana.
- Nie wiem, skąd miałem siły i odwagę. Adrenalina - stwierdza.
- Sama mam trójkę dzieci, dlatego szczególnie mnie to poruszyło. Wie pan coś o tym małym? Żyje? - pyta.
Na wiadomość, że dzieciom nic nie jest, wyraźnie się uspokaja. Mówi, że na tym przejściu co chwilę dochodzi do potrąceń i że sama woli przejść kawałek dalej, łamiąc przepisy, ale jest bezpieczniej.
- Ta kobieta była gdzieś w połowie przejścia. Jednego chłopca prowadziła za rękę, drugie dziecko pchała przed sobą w wózku. I wtedy ten samochód wjechał w nich. Tego starszego chłopca tylko drasnął. Wózek wiózł na masce, aż tutaj mu spadł - wskazuje ręką. - Chwilę później przejeżdżała granatowa mazda. Zatrzymała się. Wysiadł mężczyzna, miał stetoskop - pewnie był lekarzem. To on wyjął tego dzieciaczka z wózeczka i położył na trawie. Karetki były za moment. Bardzo szybko.
Kobieta spacerująca z dziećmi nie była ich mamą. To opiekunka. Na tyle rozsądna, że zapięła dziecko, które wiozła w spacerówce, pasami, żeby nie wypadło.
- Być może dzięki temu obrażenia nie są aż tak wielkie - mówi Mirosława Rudzińska z biura prasowego KWP. - Dziecko przewieziono do szpitala przy Unii Lubelskiej. Ma obrażenia głowy, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Drugi chłopiec mniej ucierpiał.
- Przez chwilę leżał na pasach, ale wstał o własnych siłach i przyszedł do wózka - przypomina sobie Aneta Piotrowska.
Wypadek obserwował jadący motocyklem Sebastian Wołosz, pracownik zakładu fotograficznego na Duńskiej. Gdy zobaczył, że samochód się nie zatrzymuje, ruszył za nim.
- Makabrycznie to wyglądało, centralnie przejechał wózek. Chciałem go zatrzymać od razu, ale się nie udało. Zacząłem go gonić po mieście. Przejechałem dobre kilka kilometrów - opowiada. Momentami 120 na godzinę.
Po drodze kilka razy Sebastian próbował wyprzedzić uciekające auto i zajechać mu drogę.
- Ten wówczas odbijał w lewo, spychając mnie z jezdni. Kilka razy uderzył w motor. Zjeżdżałem na przeciwległy pas, zwalniałem i dalej go goniłem - opowiada.
Mazda z rozbitymi światłami i pokiereszowanym przodem wjechała w wąskie uliczki Bolinka. Przez Cyryla i Metodego, św. Marcina dojechała do Rynkowej. Tam pirat zatrzymał się, wyskoczył z auta i zaczął uciekać. Sebastian rzucił motocykl i z ważącym kilkanaście kilogramów plecakiem, w kasku na głowie ruszył za nim. Dopadł go między garażami a skarpą.
- Pomógł mi jakiś mężczyzna. Powaliliśmy go na ziemię. Krzyczał "ja nic nie zrobiłem, nikogo nie potrąciłem, przepraszam, przepraszam" - wspomina Sebastian.
Ktoś zadzwonił na policję. Nawet nie wiadomo kto.
- Jak go ścigałem, cały czas trąbiłem i wołałem, by ludzie zadzwonili na policję - mówi Wołosz.
Policjanci przyjechali parę minut po tym jak Sebastian dopadł sprawcę. Mężczyzna. 35 lat. Badanie alkomatem wykazało u kierowcy mazdy 1,5 promila alkoholu.
Wieści między ludźmi rozchodziły się momentalnie. Nawet kilka kilometrów od miejsca wypadku. Gdyby nie policjanci, przypadkowi przychodnie zlinczowaliby sprawcę. Jakiś mężczyzna chciał otworzyć drzwi radiowozu i wyciągnąć go ze środka: - Zabiję skur... Taki sam kilka lat temu zabił mi na drodze 12-letnią córkę i żonę! - krzyczał.
A na miejscu wypadku już krążyły plotki o zdarzeniu w kilku wersjach. - Panie, jakiś facet na motorze wjechał w wózek - mówił starszy mężczyzna. Przytaknęła mu obok kobieta.
Gdy się dowiadują, jak było naprawdę, zawstydzeni przepraszają.
Czemu go tak długo goniłeś, a potem jeszcze biegłeś za nim? - pytam Sebastiana.
- Nie wiem, skąd miałem siły i odwagę. Adrenalina - stwierdza.
Najnowsze wiadomości
- 277 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
251 głosów
-
Brawo Seba! Brawo dla wszystkich za szybką akcję.
mppmpp
12.05.10, 12:57
Teraz czekamy na sąd. Czy stanie na wysokości zadania? Czy znów okaże się, żekierowca to krewny lokalnego królika...»
-
Brawurowy pościg w środku miasta. Brawo Seba!
sportif
12.05.10, 18:50
widać, że maska ze szrotu»
-
Brawurowy pościg w środku miasta. Brawo Seba!
popkuriozysta
13.05.10, 14:25
"Seba"? Czy autor artykułu pił z tym panem wódkę (ale co to obchodzi czytelnika), albo ten pan jest może osobą publiczną z powszechnie znanym pseudonimem jak Doda?Dziennikarstwo w Gazecie »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Kaczyński: "Z mediów się tego wszystkiego ...
- Siatkarskie ME zagrożone. Hala nie będzie ...
- Wiemy gdzie dziś fotoradar poluje na kierowców
- Nowy pomnik w Szczecinie. Oryginalny, ...
- Ilu milionerów jest w zachodniopomorskim
- Polonista oskarżony o pisanie prac na ...
- Piękna pogoda dziś i cały tydzień. Czy to ...




więcej zdjęć