Brawurowy pościg w środku miasta. Brawo Seba!

Mariusz Rabenda
2010-05-11 , aktualizacja: 11.05.2010 19:50
A A A Drukuj
Przejście dla pieszych przy centrum Wilcza. Kierowca mazdy uderza w wózek z dzieckiem. Nawet nie hamuje, wręcz przyspiesza. Goni go motocyklista. Po kilku kilometrach dopada sprawcę. Pirat krzyczy: "ja nic nie zrobiłem!".
Ul. Przyjaciół Żołnierza. Wypadek, do którego doszło na przejściu dla pieszych. Mazda wlokła wózek kilkadziesiąt metrów od przejścia dla pieszych. Półtoraroczne dziecko przeżyło cudem
Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta
Ul. Przyjaciół Żołnierza. Wypadek, do którego doszło na przejściu dla pieszych. Mazda wlokła wózek kilkadziesiąt metrów od przejścia dla pieszych. Półtoraroczne dziecko przeżyło cudem
Te wydarzenia rozegrały się dziś około siedemnastej. Aneta Piotrowska prowadzi kiosk niemal naprzeciw zebry, na której doszło do wypadku, a właściwie dokładnie naprzeciw miejsca, gdzie spadł z maski wózek.

- Sama mam trójkę dzieci, dlatego szczególnie mnie to poruszyło. Wie pan coś o tym małym? Żyje? - pyta.

Na wiadomość, że dzieciom nic nie jest, wyraźnie się uspokaja. Mówi, że na tym przejściu co chwilę dochodzi do potrąceń i że sama woli przejść kawałek dalej, łamiąc przepisy, ale jest bezpieczniej.

- Ta kobieta była gdzieś w połowie przejścia. Jednego chłopca prowadziła za rękę, drugie dziecko pchała przed sobą w wózku. I wtedy ten samochód wjechał w nich. Tego starszego chłopca tylko drasnął. Wózek wiózł na masce, aż tutaj mu spadł - wskazuje ręką. - Chwilę później przejeżdżała granatowa mazda. Zatrzymała się. Wysiadł mężczyzna, miał stetoskop - pewnie był lekarzem. To on wyjął tego dzieciaczka z wózeczka i położył na trawie. Karetki były za moment. Bardzo szybko.

Kobieta spacerująca z dziećmi nie była ich mamą. To opiekunka. Na tyle rozsądna, że zapięła dziecko, które wiozła w spacerówce, pasami, żeby nie wypadło.

- Być może dzięki temu obrażenia nie są aż tak wielkie - mówi Mirosława Rudzińska z biura prasowego KWP. - Dziecko przewieziono do szpitala przy Unii Lubelskiej. Ma obrażenia głowy, ale jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Drugi chłopiec mniej ucierpiał.

- Przez chwilę leżał na pasach, ale wstał o własnych siłach i przyszedł do wózka - przypomina sobie Aneta Piotrowska.

Wypadek obserwował jadący motocyklem Sebastian Wołosz, pracownik zakładu fotograficznego na Duńskiej. Gdy zobaczył, że samochód się nie zatrzymuje, ruszył za nim.

- Makabrycznie to wyglądało, centralnie przejechał wózek. Chciałem go zatrzymać od razu, ale się nie udało. Zacząłem go gonić po mieście. Przejechałem dobre kilka kilometrów - opowiada. Momentami 120 na godzinę.

Po drodze kilka razy Sebastian próbował wyprzedzić uciekające auto i zajechać mu drogę.

- Ten wówczas odbijał w lewo, spychając mnie z jezdni. Kilka razy uderzył w motor. Zjeżdżałem na przeciwległy pas, zwalniałem i dalej go goniłem - opowiada.

Mazda z rozbitymi światłami i pokiereszowanym przodem wjechała w wąskie uliczki Bolinka. Przez Cyryla i Metodego, św. Marcina dojechała do Rynkowej. Tam pirat zatrzymał się, wyskoczył z auta i zaczął uciekać. Sebastian rzucił motocykl i z ważącym kilkanaście kilogramów plecakiem, w kasku na głowie ruszył za nim. Dopadł go między garażami a skarpą.

- Pomógł mi jakiś mężczyzna. Powaliliśmy go na ziemię. Krzyczał "ja nic nie zrobiłem, nikogo nie potrąciłem, przepraszam, przepraszam" - wspomina Sebastian.

Ktoś zadzwonił na policję. Nawet nie wiadomo kto.

- Jak go ścigałem, cały czas trąbiłem i wołałem, by ludzie zadzwonili na policję - mówi Wołosz.

Policjanci przyjechali parę minut po tym jak Sebastian dopadł sprawcę. Mężczyzna. 35 lat. Badanie alkomatem wykazało u kierowcy mazdy 1,5 promila alkoholu.

Wieści między ludźmi rozchodziły się momentalnie. Nawet kilka kilometrów od miejsca wypadku. Gdyby nie policjanci, przypadkowi przychodnie zlinczowaliby sprawcę. Jakiś mężczyzna chciał otworzyć drzwi radiowozu i wyciągnąć go ze środka: - Zabiję skur... Taki sam kilka lat temu zabił mi na drodze 12-letnią córkę i żonę! - krzyczał.

A na miejscu wypadku już krążyły plotki o zdarzeniu w kilku wersjach. - Panie, jakiś facet na motorze wjechał w wózek - mówił starszy mężczyzna. Przytaknęła mu obok kobieta.

Gdy się dowiadują, jak było naprawdę, zawstydzeni przepraszają.

Czemu go tak długo goniłeś, a potem jeszcze biegłeś za nim? - pytam Sebastiana.

- Nie wiem, skąd miałem siły i odwagę. Adrenalina - stwierdza.



Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 277 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    251 głosów