Ubezpieczona miała raka. PZU: Ubezpieczenie nieważne
2010-03-11
, aktualizacja: 11.03.2010 14:22
Panu Januszowi z Gościmia w lubuskiem w ubiegłym roku zmarła żona, kilka miesięcy wcześniej razem ubezpieczyli się w PZU, teraz firma odmówiła wypłaty odszkodowania.
ZOBACZ TAKŻE
- PZU zwalnia i pięknie odprawia (20-03-10, 13:00)
Mimo że od śmierci Pani Małgorzaty minęło kilka miesięcy, pan Janusz do dziś nie może dojść do siebie. - To było całe moje życie. Wszystko, co kochałem umarło, razem z żoną - mówi z zaciśniętym gardłem i z lekkim uśmiechem wspomina: - Znaliśmy się od przedszkola, to był cały mój świat.
W momencie podpisywania polisy żona Pana Janusza Pęcherzewskiego była po wygranej bitwie z rakiem. Wtedy PZU to nie przeszkadzało. - Nie żądano ode mnie żadnego zaświadczenia o stanie zdrowia żony, nie mieli żadnych zastrzeżeń. Ich przedstawiciel kazał mi podpisać polisę i wpłacać pieniądze - opowiada pan Janusz dodając, że papiery podpisał z czystym sumieniem, bo po operacji, żona była w pełni sprawna.
- Jeździła samochodem, w domu sama wszystko robiła. Byliśmy pewni, że złapaliśmy pana Boga za nogi, że z tego wyszliśmy - dodaje. Z powodu obserwacji i ogólnego wycieńczenia chorobą, pani Małgorzata starała się o rentę. ZUS nie chciał przyznać świadczenia. państwo Pęcherzewscy kilkakrotnie się odwoływali.
Kiedy stan chorej nagle się pogorszył, lekarze orzecznicy spotkali się jeszcze raz i w końcu rentę przyznali... w lipcu z wyrównaniem od stycznia. I właśnie dopiero lipcu, czyli pół roku po podpisaniu umowy z PZU, państwo Pęcherzewscy dowiedzieli się, że pani Małgorzata jest na rencie.
Dlaczego się ubezpieczył?
To nie Pan Janusz przyszedł do PZU, to PZU przyszło do pana Janusza. Przedstawiciel firmy pojawił się w szkole, w której pracuje, zaproponował nauczycielom atrakcyjne ubezpieczenie dla pracowników szkoły i ich rodzin.
- Wytłumaczyłem swoją sytuację. Pytali tylko, czy aktualnie nie leży w szpitalu lub nie jest na zwolnieniu lekarskim. Nie była, podpisałem z czystym sumieniem - opowiada mężczyzna. Gdy niespodziewany nawrót choroby zabrał mu żonę, zgłosił się do ubezpieczyciela i złożył wszystkie wymagane dokumenty. - Mimo że PZU samo daje sobie w umowie 30 dni na odpowiedź, ja czekałem ponad 2 miesiące. W końcu sam się do nich odezwałem - wspomina pan Janusz. W odpowiedzi usłyszał, że w firmie była restrukturyzacja, a ubezpieczyciel czeka jeszcze na dokumenty z ZUS-u.
Dla zasady!
Pan Janusz nie mógł pogodzić się z takim traktowaniem, tym bardziej, że gdy zgłaszał śmierć żony w PZU, został dość nieprzyjemnie potraktowany. - Podsunęli mi do podpisu dokument z paragrafami: miałem oświadczyć, że nie chcę wyłudzić odszkodowania. Poczułem się jak cmentarna hiena, która chce zarobić na śmierci swojej żony, a gdyby jakiekolwiek pieniądze mogły przedłużyć jej życie choćby o godzinę, to ja bym się zapożyczył - zapewnia mężczyzna.
I dodaje: - Wtedy postanowiłem, że będę walczyć o to odszkodowanie. Nie dla pieniędzy, dla zasady.
Odpowiedź PZU
W sprawie pana Janusza pisaliśmy do rzecznika PZU już w ubiegłym tygodniu, odpowiedź przyszła dopiero po weekendzie: "Niestety nie możemy udzielić Panu informacji, o które Pan prosi. (...) PZU zapewnia, że ze swojej strony nie dopuściło do żadnych uchybień."
W międzyczasie pan Janusz także dostał pismo z uzasadnieniem odmowy wypłaty odszkodowania: ubezpieczyciel tłumaczy, że w momencie podpisywania umowy Pani Małgorzata była na rencie, a to traktowane jest przez firmę jako zwolnienie lekarskie.
Szkopuł w tym, że ZUS kilkakrotnie odmawiał przyznania jej renty, a o tym, że jedno z odwołań okazało się skuteczne, państwo Pęcherzewscy dowiedzieli się dopiero w lipcu 2009 roku, pół roku po podpisaniu umowy z PZU. Sprawa jest skomplikowana i wszystko wskazuje na to, że swój finał znajdzie w sądzie.
W momencie podpisywania polisy żona Pana Janusza Pęcherzewskiego była po wygranej bitwie z rakiem. Wtedy PZU to nie przeszkadzało. - Nie żądano ode mnie żadnego zaświadczenia o stanie zdrowia żony, nie mieli żadnych zastrzeżeń. Ich przedstawiciel kazał mi podpisać polisę i wpłacać pieniądze - opowiada pan Janusz dodając, że papiery podpisał z czystym sumieniem, bo po operacji, żona była w pełni sprawna.
- Jeździła samochodem, w domu sama wszystko robiła. Byliśmy pewni, że złapaliśmy pana Boga za nogi, że z tego wyszliśmy - dodaje. Z powodu obserwacji i ogólnego wycieńczenia chorobą, pani Małgorzata starała się o rentę. ZUS nie chciał przyznać świadczenia. państwo Pęcherzewscy kilkakrotnie się odwoływali.
Kiedy stan chorej nagle się pogorszył, lekarze orzecznicy spotkali się jeszcze raz i w końcu rentę przyznali... w lipcu z wyrównaniem od stycznia. I właśnie dopiero lipcu, czyli pół roku po podpisaniu umowy z PZU, państwo Pęcherzewscy dowiedzieli się, że pani Małgorzata jest na rencie.
Dlaczego się ubezpieczył?
To nie Pan Janusz przyszedł do PZU, to PZU przyszło do pana Janusza. Przedstawiciel firmy pojawił się w szkole, w której pracuje, zaproponował nauczycielom atrakcyjne ubezpieczenie dla pracowników szkoły i ich rodzin.
- Wytłumaczyłem swoją sytuację. Pytali tylko, czy aktualnie nie leży w szpitalu lub nie jest na zwolnieniu lekarskim. Nie była, podpisałem z czystym sumieniem - opowiada mężczyzna. Gdy niespodziewany nawrót choroby zabrał mu żonę, zgłosił się do ubezpieczyciela i złożył wszystkie wymagane dokumenty. - Mimo że PZU samo daje sobie w umowie 30 dni na odpowiedź, ja czekałem ponad 2 miesiące. W końcu sam się do nich odezwałem - wspomina pan Janusz. W odpowiedzi usłyszał, że w firmie była restrukturyzacja, a ubezpieczyciel czeka jeszcze na dokumenty z ZUS-u.
Dla zasady!
Pan Janusz nie mógł pogodzić się z takim traktowaniem, tym bardziej, że gdy zgłaszał śmierć żony w PZU, został dość nieprzyjemnie potraktowany. - Podsunęli mi do podpisu dokument z paragrafami: miałem oświadczyć, że nie chcę wyłudzić odszkodowania. Poczułem się jak cmentarna hiena, która chce zarobić na śmierci swojej żony, a gdyby jakiekolwiek pieniądze mogły przedłużyć jej życie choćby o godzinę, to ja bym się zapożyczył - zapewnia mężczyzna.
I dodaje: - Wtedy postanowiłem, że będę walczyć o to odszkodowanie. Nie dla pieniędzy, dla zasady.
Odpowiedź PZU
W sprawie pana Janusza pisaliśmy do rzecznika PZU już w ubiegłym tygodniu, odpowiedź przyszła dopiero po weekendzie: "Niestety nie możemy udzielić Panu informacji, o które Pan prosi. (...) PZU zapewnia, że ze swojej strony nie dopuściło do żadnych uchybień."
W międzyczasie pan Janusz także dostał pismo z uzasadnieniem odmowy wypłaty odszkodowania: ubezpieczyciel tłumaczy, że w momencie podpisywania umowy Pani Małgorzata była na rencie, a to traktowane jest przez firmę jako zwolnienie lekarskie.
Szkopuł w tym, że ZUS kilkakrotnie odmawiał przyznania jej renty, a o tym, że jedno z odwołań okazało się skuteczne, państwo Pęcherzewscy dowiedzieli się dopiero w lipcu 2009 roku, pół roku po podpisaniu umowy z PZU. Sprawa jest skomplikowana i wszystko wskazuje na to, że swój finał znajdzie w sądzie.
Najnowsze wiadomości
- 7 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Ubezpieczona miała raka. PZU: Ubezpieczenie nie...
observer_01
11.03.10, 17:34
Duzo nerwow, cierpliwosci i innych wyzeczen musi Pan jeszcze poniesc, ale moimzdaniem ma Pan szanse. To, ze ubezpieczalnie nie spesza sie z wyplacaniemzobowiazan to nalezy niejako do ich »
-
Niech Pan, Panie Januszu
andrzej.ablaze
12.03.10, 12:22
nie popuszcza tym wyłudzicielom i krętaczom.»
-
PZU = Płać Zanim Umrzesz
wieza_babel1
10.07.10, 00:13
jak w temacieBardzo Panu współczuję.»
Najczęściej czytane24 htydzień




