Nowak: nie jestem przyspawany do fotela

Rozmawiał Mariusz Rabenda
2010-02-11 , aktualizacja: 11.02.2010 18:50
A A A Drukuj
Czy Krzysztof Nowak powinien odejść? PO go krytykuje. Co na to sam zainteresowany?
Krzysztof Nowak (przy mikrofonie) w sali obrad Rady Miasta
Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta
Krzysztof Nowak (przy mikrofonie) w sali obrad Rady Miasta
SERWISY
Przed tygodniem napisaliśmy, że prezydent Piotr Krzystek przymierza się do zdymisjonowania swego zastępcy od spraw gospodarczych Krzysztofa Nowaka. Domagają się tego działacze Platformy Obywatelskiej.

Rozmowa z Krzysztofem Nowakiem

Mariusz Rabenda: Czuje się pan już odwołany ze stanowiska?

Krzysztof Nowak: Nie było do tej pory takiej rozmowy między mną a prezydentem Piotrem Krzystkiem, natomiast ja już pięć miesięcy temu powiedziałem prezydentowi, że jestem do jego dyspozycji i mogę w każdym momencie ustąpić.

Czemu akurat pięć miesięcy temu?

- Bo wtedy w mediach pojawiły się pierwsze sugestie dotyczące dymisji zastępców prezydenta. Po słynnym spotkaniu w Rewalu część działaczy Platformy Obywatelskiej głośno zaczęła domagać się odwołania mnie.

Czytał pan moją rozmowę z posłem Michałem Marcinkiewiczem?

- Czytałem i okazało się z niej, że pan Marcinkiewicz nie ma wiedzy w sprawach gospodarczych miasta. Formułuje przeciwko mnie populistyczne tezy. Jego zarzuty można przypisać każdemu prezydentowi, w każdym mieście. Mówi, że projekt ul. Struga wrócił do poprawki, tak jakby nie wiedział, że sam [jako poseł - red.] zmienił przepisy o ochronie środowiska, które sprawiły, że wszystkie starsze projekty trzeba było poprawić. Jeśli chodzi o strefę ekonomiczną - to właśnie ja opracowałem program dla Szczecina, obejmujący utworzenie specjalnej strefy. Podstrefy w Polsce istnieją od 1994 r., a moi poprzednicy nie zadbali o to, by miasto też taką miało. Włączymy do niej tereny np. przy ul. Maciejowickiej, które uruchomiliśmy 1,5 miesiąca temu. Wprowadzimy do niej tereny Trzebusz-Dunikowo, dzięki temu, że w Programie dla Szczecina umieściliśmy budowę węzła drogowego "Tczewska", łączącego te obszary z autostradą A6. Jeśli chodzi o firmy BPO [bussines process outsourcing, usługi dla biznesu - red.] - nie PO odkryła Amerykę, że to jest szansa rozwoju, ale Szczecin tego nie robił, bo nie miał miejsc biurowych - ja o nie zacząłem zabiegać. Tego typu zarzuty świadczą o nieznajomości rzeczywistości gospodarczej przez pana posła.

Pamiętam, gdy po wyborach prezydent Piotr Krzystek formułował gabinet, pańskie nazwisko wywołało bodaj największe zaskoczenie. Skąd się pan wziął?

- Byłem założycielem i kierowałem stowarzyszeniem absolwentów MBA. W tych kręgach obracało się sporo ludzi biznesu. Miałem już wtedy dobre kontakty w kręgach gospodarczych. Pan Krzystek znał moje umiejętności organizacyjne i stąd ta propozycja. W polityce wcześniej nie uczestniczyłem.

Ma pan przygotowanie do tego stanowiska?

- Uważam, że tak, ale cały czas się uczę. Tak naprawdę, by być dobrym wiceprezydentem gospodarczym, trzeba wielu lat. Nieszczęściem Szczecina są ciągłe zmiany na tym stanowisku. Jeśli spojrzymy na Poznań, Wrocław czy Gdańsk, tam wiceprezydenci gospodarczy mają staż nawet 18-letni. Szczecinowi potrzebna jest ciągłość. Abstrahuję tu od swojej osoby, bo nie jestem przyspawany do fotela wiceprezydenta. Jednak zmiana pomysłów i co chwila wprowadzane nowe idee nie służą gospodarce żadnego miasta.

Jakie są efekty pańskiej pracy? Co pan uważa za swoje sukcesy?

- Chronologicznie zaczęliśmy od jednego okienka, w którym można założyć firmę. W marcu 2007 byliśmy jako pierwsi w kraju.

Ale nad sprawą jednego okienka pracowali już pańscy poprzednicy.

- Zgadza się i nie przypisuję sobie pełnego udziału. Ja to dokończyłem i za naszej kadencji zaczęło funkcjonować. Niektórzy politycy mawiali, że ważne jest, jak się kończy. Tall Ship's Races też mi podlegało i oczywiście podobnie jak z tematem okienka - poprzednia ekipa zaczęła, ale ja odpowiadałem za realizację. Wprowadziliśmy wiele nowych elementów i poprawek. Wszystko było dobrze, więc ojców sukcesu jest wielu. Gdyby było źle, winny byłbym ja. Wynegocjowałem nową umowę z ECE, dzięki której mamy nowy teatr lalek.

Był wpisany także w poprzednią umowę.

- Ale dzięki zmianom to ECE budowało i przekazało miastu. W poprzednich umowach my mieliśmy budować, a ECE miało tylko dopłacić. Poza tym udało nam się dostać 42 mln zł za sprzedanie udziałów w spółce z ECE, co wraz z kosztem budowy teatru daje 77 mln zł korzyści dla miasta.

Pańscy oponenci twierdzą, że z negocjacji z Howardem prezydent Krzystek pana wyłączył, bo wolał sam negocjować z tak dużym kontrahentem.

- Z Howardem pierwszy raz spotkaliśmy się w Cannes wraz z prezydentem Krzystkiem i potem ja prowadziłem z nimi rozmowy w celu realizacji planu zagospodarowania śródodrza. Owszem, jedno spotkanie odbył prezydent Krzystek sam z przedstawicielami tej firmy, ale tylko dlatego, że ja byłem za granicą. Od niczego nie byłem odsuwany.

Wszyscy wiceprezydenci gospodarczy od przynajmniej 15 lat mieli w zadaniach zagospodarowanie lotniska w Dąbiu i aquapark na Gontynce. Nikt - włącznie z panem - nie wbił nawet pierwszej łopaty w żadnym z tych miejsc.

- Żeby można było zrobić coś w tych miejscach, trzeba było mieć plan zagospodarowania przestrzennego. Musiało go poprzedzać studium. Potrzebne były zgody od Aeroklubu i ULC na nowe lotnisko. W najbliższych tygodniach komisje Rady Miast dostaną do oceny koncepcję rozwiązania nowego lotniska. Fakt, że nie dokonał tego żaden poprzedni prezydent, oznacza tylko, że to bardzo skomplikowana sprawa. W przypadku Gontynki jesteśmy na etapie dialogu konkurencyjnego z dwoma konsorcjami, w których są firmy o znaczeniu światowym.

W toku dyskusji, którą prowadzimy w "Gazecie", padł zarzut, że bardziej skupia pan uwagę na inwestorach zewnętrznych niż lokalnym biznesie.

- Nieprawda. Pomagamy miejscowemu biznesowi, dowodem tego jest wsparcie z Ministerstwa Gospodarki przyznane dla dwóch firm: UniCredit dostał 2,6 mln zł, a Tieto - 5,6 mln zł. Ta druga firma nieodłącznie związana jest ze Szczecinem. Poza tym cały czas spotykam się z przedstawicielami firm lokalnych - zwłaszcza tych, które stawiają na innowacyjność, bo to one tworzą dobrze opłacane miejsca pracy.

Czy istotne przetargi miejskie są dedykowane dla lokalnych firm?

- My nie możemy tego robić wprost, bo prawo tego zabrania. W Poznaniu czy Wrocławiu też nie ma w warunkach przetargowych zapisu, że mogą w nich uczestniczyć tylko firmy lokalne. Jednak wcześniej informujemy lokalne podmioty, że planujemy konkretne inwestycje, by mogły się do tego przygotować lub utworzyć konsorcja dające szanse udziału w tych inwestycjach. Praktycznie we wszystkich inwestycjach obecnie realizowanych w mieście główną rolę odgrywają przedsiębiorstwa szczecińskie.

Basen buduje firma zewnętrzna...

- To jedyny bodaj przypadek, gdy główny wykonawca jest z zewnątrz. Ale Oxygen czy szkoły budują nasze firmy - przynajmniej jako podwykonawcy. A najważniejsze dla miast jest to, by PIT był płacony tutaj. Podatek od firm - CIT - stanowi ledwie 10 proc. wpływów podatkowych do kasy miejskiej.

Czemu powołana m.in. przez pana Rada Gospodarcza jest ciałem martwym?

- My daliśmy tej Radzie możliwość utworzenia się, ale jeśli chodzi o działanie, to ma ona wolną rękę. Może się spotykać tak często, jak tylko chce.

To po co ona powstała?

- Taka była wola przedsiębiorców. Poprzez radę chcieli mieć możliwość kontaktu z nami. Narzekali na brak komunikacji. Te kontakty odbywają się jednak nie tylko poprzez Radę Gospodarczą. Spotykamy się np. z komisją budownictwa Północnej Izby Gospodarczej, poprzez którą nasze firmy starają się uprościć pewne procedury w mieście, i to się udaje.

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 10 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów