Rosjanin, jego auto i dziwne działania policji
26.08.2009
, aktualizacja: 25.08.2009 20:07
Siergiejowi Iwanowiczowi skradziono w Szczecinie mercedesa. Policja odnalazła auto, ale zamiast zwrócić je właścicielowi, oddała samochód na przechowanie "osobie godnej zaufania", czyli ... kobiecie, u której znaleziono pojazd. Tak kazała prokuratura. - Zamierzam oddać sprawę do sądu - mówi Iwanowicz.
ZOBACZ TAKŻE
- Szczęśliwy finał przygód Siergieja Iwanowicza? (05-09-09, 11:00)
- Wydaje mi się, że to wszystko przez to, że jestem Rosjaninem - mówi Siergiej Iwanowicz, zamieszkały w Szczecinie grafik komputerowy. - Przez sam ten fakt jestem dla polskich organów ścigania mniej wiarygodny. Kiedy pokazuję dokumenty dotyczące mojej sprawy znajomym, nie mogą uwierzyć, że to się dzieje naprawdę.
Iwanowicz w 2007 r. kupił mercedesa w Niemczech, oclił i sprowadził go do Szczecina. Samochód wart wtedy 60 tys. zł został skradziony spod jego domu. Po trzech miesiącach Rosjanin dostał telefon z policji: - Znaleźliśmy pana auto.
Policjanci z Mierzyna (tam prowadzono dochodzenie w sprawie kradzieży) dowiedzieli się, że skradziony mercedes został zarejestrowany w Słubicach przez Martę K.
Iwanowicz: - Pojechałem do Słubic z postanowieniem policji w Mierzynie nakazującym wydanie mi samochodu. Funkcjonariusze zaprowadzili mnie na policyjny parking. Nacisnąłem na alarm przy oryginalnym kluczyku i mój samochód od razu się odezwał. Miałem też oryginalne dokumenty. Powiedziałem policjantom o niewidocznych z zewnątrz śrubach, którymi zabezpieczyłem boczne lusterka. Sprawdzili to. Orzekli, że samochód jest mój, ale... nie oddadzą go, bo tak zdecydowała prokuratura.
Kilkanaście dni później Iwanowicz dowiedział się, że decyzją Prokuratury Rejonowej Szczecin-Zachód jego samochód "został wydany Marcie K. jako osobie godnej zaufania - na przechowanie" (to cytat z prokuratorskiego postanowienia).
Jak to możliwe? - Pani K. miała umowę kupna zawartą we Frankfurcie nad Odrą, polskie tablice rejestracyjne i polską kartę pojazdu - tłumaczy prok. Małgorzata Wojciechowicz, rzecznik szczecińskiej prokuratury okręgowej.
Nikt nie sprawdzał, czy umowa jest autentyczna. Ani tego, czy Marta K. jest osobą godną zaufania. Pewne jest tylko to, że pani K., rejestrując samochód w Polsce, złożyła oświadczenie o zagubieniu oryginalnych kluczyków i dowodu rejestracyjnego.
- To wątpliwe, by ten mercedes był w niemieckim komisie - mówi były policjant zajmujący się odzyskiwaniem skradzionych aut. - Skradzione u nas auto trafia do policyjnej bazy, co łatwo sprawdzić także w Niemczech.
Przez kilkanaście miesięcy Rosjanin, mimo częstych odwiedzin na policji i w prokuraturze, nie był w stanie odebrać swojej własności. W końcu, 24 kwietnia br., szczecińska prokuratura umarzając śledztwo w sprawie kradzieży jego samochodu (z powodu niewykrycia sprawców), wydała postanowienie o oddaniu mu mercedesa.
Iwanowicz: - Pojechałem z tym dokumentem do Słubic, tam na komendzie usłyszałem, że pani K. nie ma już mojego samochodu.
- Policjanci dokonali przeszukania, lecz samochodu nie odnaleziono - poinformował nas młodszy aspirant Bogdan Reus, pełniący obowiązki rzecznika prasowego słubickiej policji.
To nie wszystko. Prowadzone w Słubicach śledztwo, wszczęte po zawiadomieniu Iwanowicza, umorzono (z powodu brak cech przestępstwa), bo - jak twierdzi słubicka policja - Marta K. zeznała, że samochód "został oddany do naprawy za granicą i po jego naprawieniu zostanie niezwłocznie zwrócony właścicielowi".
- Uwierzyli w to?! - denerwuje się Iwanowicz. - Kto naprawia samochody na Zachodzie, gdzie jest to znacznie droższe?!
Dopiero kiedy sprawą zainteresowała się "Gazeta", policja poinformowała, że rozważa "podjęcie na nowo umorzonego postępowania".
- Nawet, jeśli w końcu odzyskam samochód, to przez te dwa lata bardzo stracił na wartości - mówi Iwanowicz. - Będzie za to musiała zapłacić prokuratura, której zamierzam wytoczyć cywilny proces.
Iwanowicz w 2007 r. kupił mercedesa w Niemczech, oclił i sprowadził go do Szczecina. Samochód wart wtedy 60 tys. zł został skradziony spod jego domu. Po trzech miesiącach Rosjanin dostał telefon z policji: - Znaleźliśmy pana auto.
Policjanci z Mierzyna (tam prowadzono dochodzenie w sprawie kradzieży) dowiedzieli się, że skradziony mercedes został zarejestrowany w Słubicach przez Martę K.
Iwanowicz: - Pojechałem do Słubic z postanowieniem policji w Mierzynie nakazującym wydanie mi samochodu. Funkcjonariusze zaprowadzili mnie na policyjny parking. Nacisnąłem na alarm przy oryginalnym kluczyku i mój samochód od razu się odezwał. Miałem też oryginalne dokumenty. Powiedziałem policjantom o niewidocznych z zewnątrz śrubach, którymi zabezpieczyłem boczne lusterka. Sprawdzili to. Orzekli, że samochód jest mój, ale... nie oddadzą go, bo tak zdecydowała prokuratura.
Kilkanaście dni później Iwanowicz dowiedział się, że decyzją Prokuratury Rejonowej Szczecin-Zachód jego samochód "został wydany Marcie K. jako osobie godnej zaufania - na przechowanie" (to cytat z prokuratorskiego postanowienia).
Jak to możliwe? - Pani K. miała umowę kupna zawartą we Frankfurcie nad Odrą, polskie tablice rejestracyjne i polską kartę pojazdu - tłumaczy prok. Małgorzata Wojciechowicz, rzecznik szczecińskiej prokuratury okręgowej.
Nikt nie sprawdzał, czy umowa jest autentyczna. Ani tego, czy Marta K. jest osobą godną zaufania. Pewne jest tylko to, że pani K., rejestrując samochód w Polsce, złożyła oświadczenie o zagubieniu oryginalnych kluczyków i dowodu rejestracyjnego.
- To wątpliwe, by ten mercedes był w niemieckim komisie - mówi były policjant zajmujący się odzyskiwaniem skradzionych aut. - Skradzione u nas auto trafia do policyjnej bazy, co łatwo sprawdzić także w Niemczech.
Przez kilkanaście miesięcy Rosjanin, mimo częstych odwiedzin na policji i w prokuraturze, nie był w stanie odebrać swojej własności. W końcu, 24 kwietnia br., szczecińska prokuratura umarzając śledztwo w sprawie kradzieży jego samochodu (z powodu niewykrycia sprawców), wydała postanowienie o oddaniu mu mercedesa.
Iwanowicz: - Pojechałem z tym dokumentem do Słubic, tam na komendzie usłyszałem, że pani K. nie ma już mojego samochodu.
- Policjanci dokonali przeszukania, lecz samochodu nie odnaleziono - poinformował nas młodszy aspirant Bogdan Reus, pełniący obowiązki rzecznika prasowego słubickiej policji.
To nie wszystko. Prowadzone w Słubicach śledztwo, wszczęte po zawiadomieniu Iwanowicza, umorzono (z powodu brak cech przestępstwa), bo - jak twierdzi słubicka policja - Marta K. zeznała, że samochód "został oddany do naprawy za granicą i po jego naprawieniu zostanie niezwłocznie zwrócony właścicielowi".
- Uwierzyli w to?! - denerwuje się Iwanowicz. - Kto naprawia samochody na Zachodzie, gdzie jest to znacznie droższe?!
Dopiero kiedy sprawą zainteresowała się "Gazeta", policja poinformowała, że rozważa "podjęcie na nowo umorzonego postępowania".
- Nawet, jeśli w końcu odzyskam samochód, to przez te dwa lata bardzo stracił na wartości - mówi Iwanowicz. - Będzie za to musiała zapłacić prokuratura, której zamierzam wytoczyć cywilny proces.
Najnowsze wiadomości
- 31 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
29 głosów
-
Rosjanin, jego auto i dziwne działania policji
lokke
26.08.09, 13:14
Niewiarygodny bandytyzm, oczywiście jeżeli to wszystko prawda.»
-
"oddany do naprawy za granicą"
everettdasherbreed
27.08.09, 09:06
W artykule pisze, że za granicą. Nie pisze, że na zachód od Polski. Może nawschód?»
-
Rosjanin, jego auto i dziwne działania policji
optyk26
27.08.09, 13:55
jakie dziwne - ta, bladź cmentarna, co zaj...ła ten samochód, bo nie kupiła to musi mieć w kur..ch z policji dobre zaplecze.To byłoby tyle w tej sprawie od Pana Polaka. Żeby rozpędzić to »
Najczęściej czytane24 htydzień




