Piotr Klimek: Widz nie idzie na Klimka
22.11.2011
, aktualizacja: 21.11.2011 17:45
- Misją teatru dla dzieci jest rozbudzanie wyobraźni - mówi Piotr Klimek, kompozytor, którego muzyka podbija polskie teatry lalkowe i dla dzieci
ZOBACZ TAKŻE
- Muzycy Filharmonii coraz lepsi. A reszta instytucji? (05-12-11, 13:00)
- 20 lat po Klątwie. Jubileusz Anny Augustynowicz (26-11-11, 13:00)
- Ks. Boniecki i o. Wiśniewski o tym, jak żyć w prawdzie (20-11-11, 21:07)
- Złoty wiek Pomorza w Muzeum Narodowym. Nowa wystawa (18-11-11, 05:00)
Niedawno dostał nagrodę za najlepszą muzykę i piosenkę na 25. Festiwalu Teatrów Lalek w Opolu. Hitem na rynku płytowym jest album "Piosenki do grania na nosie", na którym znalazły się utwory z przedstawień (m.in. "Pippi Pończoszanka" w szczecińskiej Pleciudze, "Pinokio" w łódzkim Pinokiu) powstałe we współpracy z Konradem Dworakowskim (reżyser, autor tekstów). Wkrótce zabrzmią na koncercie w radiowej "Trójce".
Mówi Piotr Klimek
Ewa Podgajna: Jaka jest rola muzyki w teatrze dla dzieci?
Piotr Klimek: Muzyka w teatrze ma pomóc w opowiedzeniu historii, a ponieważ jest najbardziej abstrakcyjnym elementem tej opowieści, powoduje, że wyobraźnia dziecka zaczyna działać najmocniej. Jeżeli możemy mówić o jakiejś misji teatru dla dzieci, to jego główną funkcją jest rozbudzanie wyobraźni. Tego nam nie załatwi kino.
W teatrze kompozytor jest jednym z twórców dzieła, musi się podporządkować treści przedstawienia.
- Podstawą kręgosłupa moralnego twórcy, a kompozytora w szczególności, powinna być cecha niemodnie nazywana pokorą.
Widz nie idzie na Klimka, tylko na pewną opowieść. Zaczynamy pracę z reżyserem od szukania odpowiedniego języka, który najbardziej będzie jej służył. A spektrum jest szerokie. Raz jest odpowiednia barokowa muzyka na instrumentach z epoki, raz pasuje Rammstein. Satysfakcja potrafi być równie mocna, jeżeli widzę dzieci wtopione w opowieść na scenie, które nie zdają sobie sprawy, że muzyka im w tym pomaga, jak i wtedy, kiedy wychodząc z teatru śpiewają refren piosenki. W spektaklu w Łodzi była taka piosenka, że trzeba uważać na mieście w nocy, bo można zniknąć jak kamfora. Czterolatki wychodzą śpiewając "jak kamfora". Nie znają słowa, pytają rodziców: "A co to jest kamfora?". Czasami trzeba zbudować klimat, czasami hit, żeby po przedstawieniu zakotwiczyć coś dzieciom w głowach. Nigdzie indziej twórczość kompozytora nie jest odbierana tak intensywnie, impulsywnie i emocjonalnie, jak w teatrze dziecięcym.
Stworzyli panowie z reżyserem Konradem Dworakowskim, dyrektorem Teatru Lalki i Aktora Pinokio w Łodzi, znakomity duet.
- Jesteśmy w podobnym wieku. Mamy podobny background kulturowy. Wspólne podejście do teatru dziecięcego i lalek - niebawienia się z dziećmi w teatrzyk dla dzieci. One czują się świetnie, kiedy są traktowane poważnie, postawione na zupełnie innym poziomie dyskusji, dowartościowane. W kinie wytwórnia Pixar wprowadziła bajki typu "Shrek", na które dzieci przychodzą z dorosłymi i każdy odbiera swoją warstwę komunikatu. To nie jest kino familijne, bo kino familijne to jest jedna historia opowiedziana do wszystkich, wszyscy się trzymają za ręce i rozumieją to samo. "Pippi Pończoszanka" to był moment, w którym zaczęliśmy konstruować właśnie taki teatr wielowarstwowy. Potem powstał szereg spektakli, w których jeszcze bardziej to eksplorowaliśmy, np. "Pinokio" jest o czymś innym dla dorosłych, a o czym innym dla dzieci.
Czym dla pana - jako osoby prywatnej - jest muzyka?
- Prostym środkiem komunikacji i wielkim dowodem na istnienie czegoś więcej niż świat materialny.
Rozmawiała Ewa Podgajna
Mówi Piotr Klimek
Ewa Podgajna: Jaka jest rola muzyki w teatrze dla dzieci?
Piotr Klimek: Muzyka w teatrze ma pomóc w opowiedzeniu historii, a ponieważ jest najbardziej abstrakcyjnym elementem tej opowieści, powoduje, że wyobraźnia dziecka zaczyna działać najmocniej. Jeżeli możemy mówić o jakiejś misji teatru dla dzieci, to jego główną funkcją jest rozbudzanie wyobraźni. Tego nam nie załatwi kino.
W teatrze kompozytor jest jednym z twórców dzieła, musi się podporządkować treści przedstawienia.
- Podstawą kręgosłupa moralnego twórcy, a kompozytora w szczególności, powinna być cecha niemodnie nazywana pokorą.
Widz nie idzie na Klimka, tylko na pewną opowieść. Zaczynamy pracę z reżyserem od szukania odpowiedniego języka, który najbardziej będzie jej służył. A spektrum jest szerokie. Raz jest odpowiednia barokowa muzyka na instrumentach z epoki, raz pasuje Rammstein. Satysfakcja potrafi być równie mocna, jeżeli widzę dzieci wtopione w opowieść na scenie, które nie zdają sobie sprawy, że muzyka im w tym pomaga, jak i wtedy, kiedy wychodząc z teatru śpiewają refren piosenki. W spektaklu w Łodzi była taka piosenka, że trzeba uważać na mieście w nocy, bo można zniknąć jak kamfora. Czterolatki wychodzą śpiewając "jak kamfora". Nie znają słowa, pytają rodziców: "A co to jest kamfora?". Czasami trzeba zbudować klimat, czasami hit, żeby po przedstawieniu zakotwiczyć coś dzieciom w głowach. Nigdzie indziej twórczość kompozytora nie jest odbierana tak intensywnie, impulsywnie i emocjonalnie, jak w teatrze dziecięcym.
Stworzyli panowie z reżyserem Konradem Dworakowskim, dyrektorem Teatru Lalki i Aktora Pinokio w Łodzi, znakomity duet.
- Jesteśmy w podobnym wieku. Mamy podobny background kulturowy. Wspólne podejście do teatru dziecięcego i lalek - niebawienia się z dziećmi w teatrzyk dla dzieci. One czują się świetnie, kiedy są traktowane poważnie, postawione na zupełnie innym poziomie dyskusji, dowartościowane. W kinie wytwórnia Pixar wprowadziła bajki typu "Shrek", na które dzieci przychodzą z dorosłymi i każdy odbiera swoją warstwę komunikatu. To nie jest kino familijne, bo kino familijne to jest jedna historia opowiedziana do wszystkich, wszyscy się trzymają za ręce i rozumieją to samo. "Pippi Pończoszanka" to był moment, w którym zaczęliśmy konstruować właśnie taki teatr wielowarstwowy. Potem powstał szereg spektakli, w których jeszcze bardziej to eksplorowaliśmy, np. "Pinokio" jest o czymś innym dla dorosłych, a o czym innym dla dzieci.
Czym dla pana - jako osoby prywatnej - jest muzyka?
- Prostym środkiem komunikacji i wielkim dowodem na istnienie czegoś więcej niż świat materialny.
Rozmawiała Ewa Podgajna
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




