Skąd te procesy lustracyjne generałów? KOMENTARZ

Marcin Górka, Gazeta Wyborcza
23.02.2012 , aktualizacja: 22.02.2012 20:24
A A A Drukuj
- Obywatelu kapitanie, Polska Rzeczpospolita Ludowa, zagrożona działaniami wrogich służb, potrzebuje waszej pomocy - słyszy młody kapitan od oficera Wojskowych Służb Wewnętrznych. Czy może odmówić pomocy? Nie może.
Marcin Górka
Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta
Marcin Górka
Niezależnie od czasów, czy to w PRL-owskim państwie, czy w dzisiejszej demokracji, w świadomości żołnierza, nawet młodego oficera, tajne służby powołane są do ochrony tajemnic wojska i państwa. Tego samego, któremu ten oficer w mundurze Wojska Polskiego służy.

Gdyby dziś oficer kontrwywiadu lub wywiadu wojskowego zwrócił się z podobną propozycją do żołnierza, ten też by nie odmówił. Choć teoretycznie mógłby.

Tyle że dziś nie musiałby liczyć się z represjami. Wtedy jak najbardziej. Ale dlaczego miałby odmawiać, skoro mógł przysłużyć się krajowi, któremu służył? Taką propozycję mógł odebrać tylko jako dowód wysokiego zaufania dla swojej osoby. A nawet zaszczyt. I wtedy, i dzisiaj.

Przed sądem lustracyjnym stanął w środę były dowódca 12. Szczecińskiej Dywizji Zmechanizowanej, który wpisał się w historię polskiej armii wyprowadzając polskie wojsko z Iraku. Potem był zastępcą dowódcy wojsk lądowych. Oskarżenie IPN złamało mu karierę zawodową i życie.

Niebawem przed takim samym trybunałem stanie były szef sztabu 12. Dywizji Zmechanizowanej i jednostek w Stargardzie Szczecińskim oraz Trzebiatowie. Jeden z najlepszych dowódców w Iraku, a niedawno szef szkolenia wojsk lądowych.

Prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej twierdzą, że obaj zataili współpracę z WSW, uznawanymi przez IPN za tajne służby PRL na równi ze Służbą Bezpieczeństwa.

Obaj generałowie utrzymują, że są niewinni. Że nic nie zataili, bo nie współpracowali. Wyjaśnień drugiego generała nie znamy. Pierwszego - owszem. Tego, że zgodził się na współpracę - jak mówi się w generalskim środowisku - nigdy nie krył. Dlaczego się na nią zgodził? Czytaj wyżej. Ale do tej współpracy nigdy nie doszło. Bo WSW zrezygnowały z prowadzenia śledztwa, któremu miał się przysłużyć.

Nie ma zresztą dowodów potwierdzających czynną współpracę. Możliwe, że nigdy takich nie było.

Oficer nie brał pieniędzy, bo na współpracę zgodził się ze służbowego obowiązku. Przed sądem staje z podniesioną głową, nie kryjąc nazwiska przed mediami. Bo w oświadczeniu lustracyjnym powinien był potwierdzić "świadomą i aktywną współpracę". Skoro, jak twierdzi, takiej nie było, nie miał czego potwierdzić.

Czego więc chce IPN, łamiąc generalskie kariery i stawiając w niezręcznej sytuacji polskie dowództwo i cały resort obrony narodowej? Nieoficjalnie mówi się, że celem instytutu, którego działalność kwestionowana jest niemal od początku istnienia, jest uzasadnienie swojego bytu, na który budżet państwa łoży miliony złotych rocznie. Gdyby podobnych oskarżeń nie było, pytania o sens istnienia Instytutu byłyby jeszcze bardziej zasadne.

Szef MON Tomasz Siemoniak czeka na wyrok sądu lustracyjnego i zapowiada, że jeśli generał okaże się niewinny, z pełnymi honorami przywróci go na zajmowane wcześniej stanowisko. Koledzy generałowie są przekonani, że tak będzie.

Zobacz więcej na temat:

Najnowsze wiadomości

Podziel się

  • 12 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy