Mur warszewski też kiedyś runie. Felieton Sysława
23.01.2012
, aktualizacja: 22.01.2012 20:46
Wydaje mi się, że warszewski eksperyment chciał pójść dalej, ale trwożliwie zatrzymał się w pół drogi: niski, cherlawy płot i takaż furtka aż proszą się o szybką modernizację i doposażenie w drut kolczasty
ZOBACZ TAKŻE
- Plac zabaw na klucz. Zakaz wstępu obcym dzieciom (20-01-12, 16:00)
Tej historii nie wymyśliliby posadzeni nad jedną kartką papieru Mrożek, Bareja i Lem. A gdyby nawet, po wielkich twórczych mękach, spłodzili wspólnie coś na kształt scenariusza, to mało który reżyser czułby się na siłach podołać ciężarowi uniwersalnej wymowy takiego przesłania. A może to wcale nie jest temat dla artysty, a tylko i wyłącznie dla skupionego i zaangażowanego badacza, np. socjologa, który uzbroiwszy się w tzw. aparat naukowy i ministerialny grant, oskrzydli ten niepokojący problem poznawczy. Śmiem twierdzić, że warto by do tego zagadnienia zapędzić jakąś studencką grupę seminaryjną i ręczę głową (oraz głowię ręką), że zrodzone tą drogą hipotezy wywołają mrowienie karków całych uniwersyteckich rad wydziałów.
Mam na myśli poruszające dzieje placu zabaw ufundowanego, wzniesionego, ogrodzonego, a w najbliższej perspektywie również zniweczonego myślą, wolą i czynem wspólnoty mieszkaniowej z ul. Duńskiej. Zadziwiające jest, jakim metamorfozom ulegał z biegiem czasu ten jakże zbawienny pomysł i jak zadziwiająco szybko uległ kompletnej degeneracji. Nieboszczyk Marks, zwiedziawszy się o tej historii, zapewne pośpiesznie wyrzuciłby do kosza swoją teorię formacji społeczno-ekonomicznych, bowiem nasz rodzimy przypadek narzuca zupełnie inną ich kolejność - na początku jest, i owszem, wspólnota (sic!) niekoniecznie pierwotna, pośrodku jakaś łagodna forma totalitaryzmu połączona ze ścisłą dystrybucją deficytowych (może nie?) dóbr, a na końcu nic - goła ziemia.
Na tej ścieżce rozwoju wyraźnie zabrakło kilku konceptów. Może i dobrze, że wspólnotowi włodarze nie wpadli na pomysły, które stadem tłoczą u drzwi. Weźmy choćby taki libertarianizm ze swoją koncepcją "nocnego stróża", który w tym przypadku zapewne zmaterializowałby się pod postacią czarno odzianych panów z agencji ochroniarskiej, którzy samą swoją milczącą obecnością zapewnialiby spokój i właściwe relacje międzyludzkie. Można było również pójść w inną stroną, chyżo to wszystko skomercjalizować, postawić bramkę, automat biletowy i kasę fiskalną, by - zamiast płotem - oddzielić się od intruzów zaporą cenową (ew. ceną zaporową), dopisując do tego pociągającą etykietkę "edukacji prorynkowej" i to już od najmłodszych lat.
Wiemy skądinąd, że z niewinnych z pozoru klocków Lego zadziwiająco prosto układa się również obóz koncentracyjny. Wydaje mi się, że warszewski eksperyment chciał pójść dalej, ale trwożliwie zatrzymał się w pół drogi: niski, cherlawy płot i takaż furtka aż proszą się o szybką modernizację i doposażenie w drut kolczasty (pod wysokim napięciem emocjonalnym), wilcze doły, miny przeciwpiechotne i samostrzały. Piaskownica i zjeżdżalnia skryta wśród zasieków - tak, to jest pomysł, który ciągle czeka na swojego Liberę.
Budowanie ogrodzeń ma w historii ludzkości długą tradycję, żeby tylko wspomnieć wał Hadriana, Wielki Mur Chiński czy mur berliński. Nie sposób jednak nie zauważyć, że systemy, które na tych budowlach opierały swoje trwanie, nie cieszyły się wielką sympatią. I prędzej czy później upadały.
Mam na myśli poruszające dzieje placu zabaw ufundowanego, wzniesionego, ogrodzonego, a w najbliższej perspektywie również zniweczonego myślą, wolą i czynem wspólnoty mieszkaniowej z ul. Duńskiej. Zadziwiające jest, jakim metamorfozom ulegał z biegiem czasu ten jakże zbawienny pomysł i jak zadziwiająco szybko uległ kompletnej degeneracji. Nieboszczyk Marks, zwiedziawszy się o tej historii, zapewne pośpiesznie wyrzuciłby do kosza swoją teorię formacji społeczno-ekonomicznych, bowiem nasz rodzimy przypadek narzuca zupełnie inną ich kolejność - na początku jest, i owszem, wspólnota (sic!) niekoniecznie pierwotna, pośrodku jakaś łagodna forma totalitaryzmu połączona ze ścisłą dystrybucją deficytowych (może nie?) dóbr, a na końcu nic - goła ziemia.
Na tej ścieżce rozwoju wyraźnie zabrakło kilku konceptów. Może i dobrze, że wspólnotowi włodarze nie wpadli na pomysły, które stadem tłoczą u drzwi. Weźmy choćby taki libertarianizm ze swoją koncepcją "nocnego stróża", który w tym przypadku zapewne zmaterializowałby się pod postacią czarno odzianych panów z agencji ochroniarskiej, którzy samą swoją milczącą obecnością zapewnialiby spokój i właściwe relacje międzyludzkie. Można było również pójść w inną stroną, chyżo to wszystko skomercjalizować, postawić bramkę, automat biletowy i kasę fiskalną, by - zamiast płotem - oddzielić się od intruzów zaporą cenową (ew. ceną zaporową), dopisując do tego pociągającą etykietkę "edukacji prorynkowej" i to już od najmłodszych lat.
Wiemy skądinąd, że z niewinnych z pozoru klocków Lego zadziwiająco prosto układa się również obóz koncentracyjny. Wydaje mi się, że warszewski eksperyment chciał pójść dalej, ale trwożliwie zatrzymał się w pół drogi: niski, cherlawy płot i takaż furtka aż proszą się o szybką modernizację i doposażenie w drut kolczasty (pod wysokim napięciem emocjonalnym), wilcze doły, miny przeciwpiechotne i samostrzały. Piaskownica i zjeżdżalnia skryta wśród zasieków - tak, to jest pomysł, który ciągle czeka na swojego Liberę.
Budowanie ogrodzeń ma w historii ludzkości długą tradycję, żeby tylko wspomnieć wał Hadriana, Wielki Mur Chiński czy mur berliński. Nie sposób jednak nie zauważyć, że systemy, które na tych budowlach opierały swoje trwanie, nie cieszyły się wielką sympatią. I prędzej czy później upadały.
Najnowsze wiadomości
- 20 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Mur warszewski też kiedyś runie. Felieton Sysława
freeman1985
23.01.12, 12:22
Nie rozumiem o co to całe zamieszanie. Wspólnota mieszkańców postawiła plac za własne pieniądze, na terenie którego są właścicielami i mają to zapisane w akcie notarialnym, więc jakim prawem»
-
Mur warszewski też kiedyś runie. Felieton Sysława
dziuwa
23.01.12, 13:12
Pan Sysław siedzi jeszcze głęboko w komunie ,wszystko jest wspólne ,ciekawe czy pan Sysław zamyka mieszkanie (jeżeli nie to proszę adres),przecież to taki archaiczny sposób na określenie »
-
Mur warszewski też kiedyś runie. Felieton Sysława
4picu
23.01.12, 14:59
Rozumiem, że Sysław wychował się w czasach, gdy wszystko było wspólne i wszystkim trzeba było się dzielić.Ale nie rozumiem jak można domagać się wstępu na cudzy teren, gdzie ktoś »
Najczęściej czytane24 htydzień



